wtorek, 30 września 2014

porodowe dramaty


Nie ma mnie prawie tu ani teraz.

Od jakiegoś czasu znajduję się albo w niedalekiej przyszłości albo ciut dalszej przeszłości. Wyobrażam sobie, wspominam, zastanawiam się, jak będzie. Jaka będzie Ona, jak będzie z nią, jak to jest mieć dwoje dzieci. Czekam i martwię się jednocześnie. Między snami, w których ją widzę - malutką i cudną, wystraszone myśli o nadchodzącym chaosie. O nieszczęśliwej Zośce, rozwrzeszczanej Hance i mnie odchodzącej od zmysłów w tym bajzlu. Czarne scenariusze, sceny sprzed pięciu lat doprawione jeszcze obecnością upartej pięciolatki i brakiem możliwości odespania nieprzespanych nocy. Jednocześnie upycham w szpitalnej torbie kolejne drobiazgi i uciekam od myślenia o niej, cały weekend spędzając poza domem, wśród ludzi, na słońcu, z dala od zmartwień o to, co najgorsze, czyli PORÓD.

Każda z nas, które to przeszły, ma za sobą swój mały dramacik, a czasem i jakiś większy dramat. Ja do niedawna martwiłam się, że czeka mnie powtórka z rozrywki, czyli trzy doby rodzenia zakończone wielogodzinną masakrą. Trzy noce silnych skurczy, a po nich pół dnia męczarni, słaniania się z bólu, torsji, wymiotów, łez, czegoś, co zdawało się być umieraniem, czego - wydawało mi się wtedy - nie przeżyję ani chwili dłużej. Bałam się tej powtórki i bałam się szpitala. My, kobiety, uwielbiamy się nawzajem straszyć tymi dramatami, własnymi i cudzymi. Nawet te, które nie rodziły, mają zawsze w zanadrzu jakąś mrożącą krew w żyłach historię koszmarnego porodu sąsiadki czy ciotecznej siostry wuja. To z tych opowieści wziął się mój nieuzasadniony doświadczeniem największy lęk, dotyczący personelu. Tego, że ktoś mnie źle potraktuje, odrze mnie z godności, zignoruje moje potrzeby, pogwałci moje prawa, skrzywdzi, upokorzy, zaniedba - cokolwiek. Nie zakładam, że wszystko na raz, boję się, że choć jedno z powyższych. Lekarze - rutyniarze, oschli ignoranci, podłe położne i groźne salowe spędzały pięć lat temu i spędzają mi sen z powiek i dzisiaj.

Z tego strachu i z troski o dobry poród pojechałam urodzić Zośkę 60 kilometrów od Gdańska, do małego powiatowego szpitala w Pucku. Nie chodziło o ten widok na morze z sali porodowej, pewnie był niezły, nie wiem, nie widziałam już wtedy na oczy. Chodziło o przyjazne miejsce, które wygrało akcję Rodzić po Ludzku, w którym można było urodzić w wodzie, w którym rodzi(ło) się naturalnie, aktywnie, we własnym rytmie. Wiadomo było, że za drzwiami nie będzie dwudziestu bab z rozwarciem czekających na swoją kolej, przymusowego leżenia, niepotrzebnej oksytocyny, żadnej nadmiernej medykalizacji. Wanna przeleciała mi koło nosa, pod koniec porodu słaniałam się już wycieńczona, nieprzytomna, wymiotując i lejąc się przez ręce. Ale poza tym wszystko na czym mi zależało - poród naturalny, w wygodnej pozycji, bez brutalności niepotrzebnego nacięcia, dwie godziny z obślizgłą Zośką na piersi, żadnego kąpania młodej pod kranem jak kurczaka w mięsnym. Było sto razy gorzej, niż sobie wyobrażałam, ale nie przez szpital czy personel. To moje ciało mi to zrobiło i - sorry, ale też głównie Zocha mnie tak urządziła.

Minęło pięć lat, nowinki w postaci nie kąpania niemowlaka przez 3 pierwsze doby, dwugodzinnego kontaktu skóra do skóry czy planów porodu dotarły z prowincji do Trójmiasta i nie muszę już martwić się, że nie dojadę te 60 kilometrów i urodzę gdzieś w rowie przy drodze. Minęło pięć lat i mogę być w odległości kwadransa od domu, żeby Zośka mogła jak najszybciej do nas przyjechać. Dziś już boję się o coś innego, już nie o to, że każą leżeć czy natną krocze bez uprzedzenia. Udało mi się nawet przekonać samą siebie, że za drugim razem pójdzie już gładko, siedem skurczy, pierdnięcie i gotowe. Dziś przede wszystkim obawiam się o to, że u progu tygodnia numer 37, kiedy moja torba czeka spakowana na dnie szafy, Hanna wciąż nie zechciała zwrócić swej głowiny w stronę mojego kanału rodnego. Jeszcze tli się nadzieja, jeszcze jest trochę czasu, ale coraz mniej, każdego dnia moja córka jest coraz większym klopsem i szansa na to, że fiknie, topnieje. Klęczę dzielnie, jak nakazują internety i wieść gminna i nic, kopniaki wciąż czuję na pęcherzu, nie między żebrami. Zamartwiam się więc teraz nie wrednymi położnymi, a tym, czy będę musiała stoczyć bój o cesarkę. Bo nie zamierzam, jak straszy mnie mój lekarz "podejmować próby" porodu pośladkowego, ryzykując, że mi tam w międzyczasie Hanka zzielenieje z niedotlenienia, czy że ją połamią. Zacisnę uda i będę walczyć, jeśli nie zdecydują tak sami. Bo się boję, nie o siebie tym razem, a o nią. Nie o własny ból czy komfort, ale o to, że ktoś skrzywdzi moje dziecko. To przez te mrożące krew w żyłach programy reporterskie ze szpitali w Kozich Wólkach, w których pozwalano dzieciom umierać, bo anestezjolog spał czy coś tam. To ja już bym wolała martwić się o to krocze, serio.


fot. http://amazingbirthphotos.tumblr.com/

45 komentarzy:

  1. U mnie 21tc... I boję się... Bo mnie też straszą, że skoro MÓJ lekarz nie pracuje w szpitalu (już nie pracuje) to znaczy, że nie mam SWOJEGO lekarza i mogę liczyć tylko na siebie. A ja wcale nie chcę chodzić do 5ciu lekarzy, pytać czy łaskawie będzie przy porodzie i o co tam jeszcze... Chcę się tym cieszyć, ale słuchając pretensji coraz mi trudniej.

    A Haneczka... Maluchu, no odwróć się! Mamusia prosi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aj tam, przestań! Ja nie wybierałam lekarzy pod kątem porodu ani przy Zośce, ani teraz. Przecież to niemożliwe, żeby na ludzkie traktowanie mogły liczyć tylko protegowane! Mam w sobie jednak odrobinę wiary w normalność, i Tobie też to radzę. Jednocześnie boję się tych klimatów, a jednocześnie przekonuję się, że musi się udać bez "załatawiania". Nie cierpię tego słowa.

      Usuń
  2. A napisz gdzie rodzisz proszę? temat dla mnie ostatnio interesujący, który trójmiejski szpital pozwoli na luz, nie będzie kazał się kłaść i pozwoli urodzić tak jak kobieta to czuje. Dzięki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jestem pewna, czy którykolwiek. Wybieram Zaspę, niby mocno zmedykalizowaną, ale podobno coraz bardziej liberalną, jeśli poród przebiega prawidłowo.

      Usuń
  3. miałam ten sam problem, ale ciąża pierwsza. przy pierwszym nie zmuszają (podobno, do końca nigdy nie wiadomo) do naturalnego porodu. wizja wypychania planowanych ponad 4kg spędzała mi sen z powiek. objeździłam wszystkie okoliczne szpitale ("proszę przyjechać, jak się zacznie"), obdzwoniłam wszystkie koleżanki, koleżanek kuzynki z oddziału położniczego i jeszcze bardziej nie mogłam spać.
    i? i mój lekarz (po tym, jak mi dał skierowanie, dodając, że i tak sie nie przyda, bo to na IP podejmują decyzję) doradził mi, żebym pojechała do szpitala po 19, jak będzie nowa, wyspana zmiana, bo personel medyczny to też ludzie. i pojechałam. 2 dni po terminie, bo nie mogłam już stresu znieść. nikogo na izbie. miła, wypoczęta pani doktor w dobrym humorze. ktg bez więkkszych szlaczków, ale pani powiedziała, że i tak nie ma nic innego do roboty. na porodówce nikogo, położne z nowej zmiany piły sobie kawę i plotkowały. po 2h córka była na świecie. cesarka bez proszenia, płacenia, po prostu. wszyscy mili i uśmiechnięci. kolejne dni też ok. wmawiałam sobie, że jak ja będę miła i dobrze wychowana, to ludzie też tacy dla mnie będą. i byli, nie narzekam (to szpital, nie spa, nie?).
    będzie dobrze! grunt to pozytywne nastawienie. powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję, że jeśli się nie odwróci, to nie będę musiała o to walczyć i pójdzie gładko, jak u Ciebie. dziękuję!

      Usuń
  4. Oj dobrze rozumiem te Twoje wszystkie rozterki, strach... Ja właśnie rozpoczynam 33 tyg ciąży i tez moje myśli coraz częściej biegną kup porodowi.... Ale będzie dobrze, najważniejsze to nastawić się jak najbardziej pozytywnie, choć wiadomo łatwo się mówi... Życzę Ci żeby maleńka jednak zdecydowała się przekręcić i trzymam kciuki za lekki poród. A powiedz mi jeszcze bo ja też z Gdańska, w jakim szpitalu chcesz rodzić? Bo ja myślałam o klinicznej ze względu na znieczulenie, i że jak coś się złego dzieje to nie zwlekają z cesarką jak to na Zaspie podobno czasem bywa... Ale już sama nie wiem... Pozdrawiam:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żaden nie jest dla mnie idealny, ale wybieram Zaspę. Bardziej niż bólu boję się znieczulenia i związanego z nim uziemienia w łóżku, a także często wynikających z tego interwencji. Boję się nie czucia własnego ciała, parcia "po omacku". Ale ja też nie jestem przekonana i nie ma niestety w Trójmieście szpitala, do którego mogłabym pójść rodzić "jak w dym". Najchętniej urodziłabym w domu:)

      Usuń
  5. Aga, jako mama trójki całkowicie rozumiem Twoje obawy o maleńką. Walcz dzielnie i nastaw na to i Tatę. Trzymam jednak kciuki by H. zrobiła fikołka i ustawiła się jak trzeba. Moje porody dzięki Bogu wcale nie były dramatem, a jeden, ostatni, nawet tu kiedyś opisałam: http://mintyhouse.blogspot.com/2012/11/2011.html
    tak może trochę dla pokrzepienia tych, co się boją i w głowach mają myśli podobne do Twoich. Dasz radę! Niech pójdzie jak po maśle ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, nie wyobrażasz sobie, jak Ci zazdroszczę. Poród domowy to moje marzenie odkąd zaszłam w pierwszą ciążę. Doskonale się do tego nadaję, nienawidzę szpitali, bardziej niż komplikacji boję się personelu, ufam sobie, ale...jest to minimum niepewności. U mnie minimum, u męża znacznie większa obawa, że gdyby coś poszło nie tak - nie wybaczyłabym sobie. Podziwiam Cię za odwagę i jeszcze raz - ogromnie zazdroszczę. Dzięki za słowa otuchy:)

      Usuń
    2. Tak sobie czasem myślę Aga, że teraz chyba większą odwagą trzeba się wykazać decydując się na poród w szpitalu. Moje koleżanki położne mawiają nawet, że w szpitalu poród naturalny w 100% jest niemożliwy, no chyba, że trafisz na położną z prawdziwego zdarzenia. Bo to one- położne właśnie to zazwyczaj klucz do tego, by poród był lepszy po prostu. Kiedy coś się zadzieje w domu następuję natychmiastowy transfer do szpitala. Tu pojawia się ryzyko, że potraktują Cię jak kosmitę, na szczęście u nas wszystko poszło gładko. Tego Ci życzę z całego serca :) No i niech mała fiknie koziołka!
      P.S. Mój mąż też na początku był przerażony moim pomysłem. Zmienił zdanie po spotkaniu z naszą fantastyczną położną, która rozwiała jego obawy maksymalnie jak się dało

      Usuń
  6. Agnieszko, znam ten strach. Ważne, jaki szpital wybierzesz. Bardzo ważne.
    Masz te obawy dotyczące konieczności cesarki a ktoś zmuszałby do porodu naturalnego przy takim ułożeniu dziecka- to na pewno w Wojewódzkim.
    Naprawdę jeśli dziecko się nie przekręci, jedź koniecznie na Zaspę. Nikt tam nie będzie do podobnego horroru zmuszał. Sprawdzają na bieżąco tętno dziecka, pomocne położne na oddziale pooperacyjnym i wspaniali lekarze. Mówię z doświadczenia. Jeśli masz obawy ,zwróć się np. do dr S.Matkowskiego pracującego na Zaspie i poproś o konsultację. Nie usłyszysz od niego ,że ktoś będzie Ci kazał naturalnie rodzić w tej sytuacji.
    Cesarka nie jest taka zła, Aga. Pomyśl, że bez strachu o dziecko i wielogodzinny ból zakończysz ciążę. Powikłania po nat. porodzie są równie częste i poważne co po xcesarce tylko nie bardzo się o tym chce mówić. Masz wspaniałego męża z tego , co piszesz , pomoże Ci a prędzej niż się spodziewasz dojdziesz do siebie.
    Bardzo trzymam za Ciebie kciuki i wierzę,że jakkolwiek się stanie, będzie DOBRZE!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszasz mnie, to kolejna taka opinia o Zaspie - że nie powinni zmuszać mnie do tak ryzykownego porodu. O doktorze Matkowskim się już nasłuchałam od koleżanek, podobno fantastyczny, faktycznie:) planuję jeszcze w najbliższym czasie wizytę prywatną u któregoś z lekarzy z Zaspy, żeby się upewnić co do panujących tam procedur. Oczywiście nie chcę cesarki, ale mam świadomość, że to w tej sytuacji najbezpieczniejsze wyjście. dziękuję za podpowiedzi i słowa pokrzepienia :)

      Usuń
    2. Dr Matkowski prowadził moją ciążę i robił cięcie. Nie było planowane, to było po prostu w trakcie jedyne słuszne wyjście. Jest aniołem.Może uda mu się odwrócić maleńką? Co do samego szpitala słyszałam od rodzących tam naturalnie dziewczyn,że miały wspaniałe wsparcie położnych. W szkole rodzenia położna mówila, że to jedyny LUDZKI szpital. Wspaniały wybór!
      ps: Będziesz czuła się zwyczajnie bezpieczniej jeśli będziesz znała lekarza tam pracującego.

      Usuń
  7. Polka pierwszy poród dramat - dłuuugo i boleśnie, kleszcze itp...szkoda gadać. Drugi 37 tydz. 45 minut i po wszystkim. Tak to można rodzić. Się nie obejrzysz jak będziesz malutką w domu tulić. A o Zośkę się nie martw. Z tego co tu widzę macie fajną relację i nic tego nie zburzy. Raczej nie jesteś typem matki ...nie dotykaj jej, zostaw to nie twoje, odejdź i moje ulubione - jesteś już duża...(brrr) dasz rade to pogodzic, bo ty zorganizowana dziewucha jesteś:) póki co odpoczywaj sobie i myśl pozytywnie. Trzymam za Was kciuki. Pozdrawiam Justyna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! mam nadzieję, że przy odrobinie pomyślunku uda nam się uniknąć kłopotów z Zośką, choć obawy o jej reakcje jednak są. pozdrawiam!

      Usuń
  8. Agnieszko myśl pozytywnie, to naprawdę pomaga. Wiem coś o tym, sama jestem mamą trójki cudownych dzieciaczków. U mnie jednak różnica wieku między nimi to 2,5 roku więc z każdym kolejnym porodem było coraz lepiej. Pierwszą córeczkę (obecnie 8,5 roku) rodziłam przez około 10 godzin (o mały włos a byłoby cesarskie cięcie - całe szczęście do tego nie doszło), następnego synka rodziłam już 1 godzinę , a ostatni Mateuszek wyskoczył w 15 minut.
    Trzymam za Ciebie kciuki. Będzie dobrze :) Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, dziewczyny, pokrzepiacie tymi kolejnymi porodami sprawnymi:) dziękuję!

      Usuń
  9. Rok temu rodziłam na Klinicznej. Warunki i żarcie ohyda, ale na porodówce super staff. Naprawdę złego słowa nie powiem. Nikt nie krzyczał na mnie, dostałam znieczulenie, połozne mnie cierpliwie instruowały. Potem oddział noworodkowy i położniczy też do przejścia, nikt mnie z godności nie odzierał (po porodzie to sorry, ale nie wiem już co może odrzec bardziej z godności). Ale nie było źle a co więcej, wiem, że jakby co to cesarki robią bez problemu. Tak jak napisał ktoś tutaj, byle nie Wojewódzki, jeśli Mała się nie obróci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. z tą godnością to fakt, ale można jednak w tej intymnej sytuacji mniej lub bardziej delikatnie postępować...wiesz na pewno o co mi chodzi. Dzięki za podpowiedzi, do Wojewódzkiego nie pojadę na pewno, co do Klinicznej to też słyszałam dobre opinie, ale wiem, że tam mają niewiele miejsc i łatwiej narazić się na odesłanie gdzie indziej. Pewnie wyląduję na Zaspie:)

      Usuń
  10. Masz rację , ujęłam to wszystko idealnie.
    Ja na szczęście trafiałam na świetne babki i dzięki Bogu udało się bez większych dramatów, chociaż rodziłam długo pierwszy raz. Chociaz w jednym przypadku anestezjolog zawiódł, bo to przecież niedziela, więc spać biedakowi nie dawali i kazali do roboty ruszać !!! Ale co tam, będzie dobrze, musisz twardo żądać cesarki jakby było tak jak piszesz. Powodzenia życzę !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, jak tyle osób życzy, to musi pójść dobrze:)

      Usuń
  11. Rodziłam 4 razy, najgorszy był pierwszy, ale nie dlatego że 2 dni pod oxy, że bolało najbardziej, że najdłużej... po prostu dlatego że nie wiedziałam czego się spodziewać. Nie byłam na to przygotowana.
    Przy czwartym Maryśka też w 37 była ułożona pośladkowo. Lekarz powiedział - wieloródka? Pójdzie dołem, żadnej cesarki...
    Umierałam z przerażenia. Internet to dobro ogólne, ale tez i zmora. Naczytałam się makabrycznych opowieści o porodach pośladkowych. I myślę, że panicznie bałam się tylko dlatego, że nie wiedziałam co mnie czeka. Na szczęści e moje dziecię postanowił mi zrobić prezent i fiknęło koziołka. Nie wiem kiedy, nie poczułam. Okazało się to dopiero na porodówce.
    Poród trwał 3h.
    Myślę że najbardziej boimy się nieznanego...
    Życzę najlepszego, trzymam kciuki!
    Będzie dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że i mi mała takiego figla spłata:) ja nie czytam tych koszmarnych opowieści na forach, wystarczyły dwa krótkie, rzeczowe artykuły, żebym nie chciała zagłębiać się w temat. dzięki za dobre słowo:)

      Usuń
  12. Wierze, ze wszystko bedzie dobrze.
    Ja rodzilam 4 dni i skonczylo sie porodem.
    Nie mysl o tym nieuniknione to przezyjesz to lepiej lub gorzej.
    Relaksuj sie i odpoczywaj. Jeszcze kilka dni i juz bedziesz ja miec :)
    Pozdrawiam i glowa do gory .
    Sonka

    OdpowiedzUsuń
  13. sorrki pisze z telefonu i polyka mi literki i slowa.

    OdpowiedzUsuń
  14. Kochana,bedzie dobrze wierze to i mam już zacisnieęte kciuki żeby Haneczka sie obrociła. Ja osobiście nie mam żadnych przykrych doswiadczeń, recz same pozytywne wspomnienia zarowno z patologii ciązy jak i z zsamegoporodu. Choc tak jak Ty nie zdecydowalam się na poród w dużym mieście tylko na "wsi" i myślalam, że nie będzie dzikich tłumow to akurat pojawialy sie rodzące jedna za drugą. Położna stanęła na wysokości zadania zajęla się mna i innymi dziewczynami jak tylko mogla, potem przepraszała, że niemogła tak na 100% jakby chciala, ale było to zrozumiałe gdy jedna za druga rodziła:) Liczę, że przy drugim porodzie bedzie tak samo wspaniale jak przy pierwszym. Powodzenia zyczę dziwczynki i trzymajcie sie dzielnie :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te Wasze dobre historie naprawdę budują, dziękuję!

      Usuń
  15. Jakkolwiek będziemy sobie wszystko wyobrażać , jakkolwiek się nastawimy to i tak będzie inaczej, czy to pierwsze, drugie czy czwarte dziecko, za kazdym razem jest niewiadoma czy bedzie gorzej, lepiej, bolesniej, mniej boleśnie. Wszystko jednak sprowadza się do tego żeby tę kruszynę - w taki czy inny sposób wydać na swiat. My kobiety jesteśmy niezwyklymi czarodziejkami :-) Już niedługo będzie z Wami najmniejsza gwiazdeczka. Dużo pozytywnej energii na nadchodzący czas Tobie przesyłam . Kamila

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tę siłę kobiecą swoją to ja wierzę, oby jeszcze reszta świata sprzyjała:) dziękuję!

      Usuń
  16. Będzie dobrze,miałam podobne dylematy co Ty,gdy miałam urodzić drugą córkę.Ja rodziłam je w Wejherowie i niestety nie polecałabym tam nigdy tego szpitala.Ale wtedy to były inne czasy.Syna rodziłam w Gdyni i bardzo sobie chwalę szpital w Redłowie.Przeleżałam tam kilka tygodni i bardzo miałam miłą i profesjonalną opiekę.Też myślałam o Pucku ale wiedziałam już od początku ciąży,że ze względów zdrowotnych musi być drugi raz cięcie więc wybrałam Gdynię.A o porodzie....nie myśl,każdy jest inny i szybko się o nich zapomina:)Najważniejsze abyście szybko trafiły do domu i były bardzo bardzo szczęśliwe.Buziaki i przesyłam całą moc pozytywnych myśli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, te Wasze myśli dobre mnie pokrzepiają, serio!:)

      Usuń
  17. Oj oj oj. Poród naturalny - da sie przeżyc ale ze znieczuleniem wg mnie :) a cesarka?? operacja a jakże, nacięcie skóry jest, znieczulenie (ja kocham podpajęczynówkę ale to może dlatego że sama jestem anestezjologiem i je robię na codzień) jest, clexane przez 10 dni po jest. Są leki przeciwbólowe - zazwyczaj nikt nie przestrzega zaleceń co do leczenia bólu poporodowego więc pewnie i Dolargan będzie lub morfina. Ale bólowo dla mnie to o niebo lepsza opcja, dużo bardziej komfortowa (zszyte krocze dało mi się nieźle we znaki po pierwszym porodzie), a tu zszyty brzuch nieco ciągnie do przodu, ale po kilku dniach jest lepiej. Czy będzie tak czy tak to będzie dobrze, byleby na dobrych ludzi trafić to krzywda Was nie spotka. A wierzcie mi że ten kto pracuje w medycynie i nie kocha tego to bardzo nieszczęśliwy człowiek i nie są to nieliczne osobniki. Może i człowiek popada w rutynę al pomimo wszystko zawsze stara się ze wszystkich swoich sił aby wszystko co robi wyszło dobrze. W obecnych czasach pozwów nikogo już chyba nie stać na niedouczenie i olewactwo. A sądzę że jak Pani otwarcie porozmawia z lekarzem czy położną mówiąc czego oczekuje to to będzie zrobione.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokrzepiający głos osoby z branży bardzo w cenie:) w dodatku z doświadczeniem obu porodów, bardzo dziękuję, mam nadzieję, że spotkam na porodówce tylko takich lekarzy i położne, o jakich piszesz.

      Usuń
  18. Mój poród nie był łatwy, trudno też powiedzieć że był przyjemny, jednak dzięki rewelacyjnej położnej, która dodawała mi otuchy i dopingowała niczym trener osobisty wspominam go bardzo dobrze. Ostatnio nawet, odwiedzając kogoś w szpitalu w ktorym rodziłam odczułam coś jak wzruszenie :) Ja, ktora nigdy wcześniej nie byłam w szpitalu, przerażona opowieściami koleżanek i obcych ludzi, którzy całkiem bezinteresownie dzielili się ze mną najbardziej pikantnymi opowieściami z porodówki, jakby widok brzucha otwierał im dodatkową zakładkę w mózgu - gawędziarza. Tak więc ogłaszam wszem i wobec - poród może być spoko :) Boli jak cholera albo bardziej, nie ma co tego ukrywać, jednak jeśli spotyka z ludzkim traktowaniem można wspominać go dobrze :)
    A za Ciebie trzymam mocno kciuki, obyś nie musiała toczyć batalii o zdrowie Hani. Boshe, co to w ogóle za tekst "podejmować próby" , brrr!
    Ale najczęściej jest tak, że jak jesteś gotowa na najgorszą walkę, wszystko idzie zaskakująco łatwo i tego właśnie Ci życzę.

    OdpowiedzUsuń
  19. Pisałam wcześniej, ale coś wcieło chyba möj komentarz :( chciałam Ci tylko napisać, że cesarka jest ok. Ja miałam 3 ( blizna tyci tyci) innej opcji sobie nie wyobrażałam, ale też pierwsza córka się nie obróciła i tym samym umożliwiła mi taki poród jaki sobie wymarzyłam. Nawet jesli bedzie c.c to po tygodniu bedziesz śmigać autem ;) trzymam kciuki za spokojne, szczesliwe rozwiazanie

    OdpowiedzUsuń
  20. Będzie ok, zobaczysz!
    Powodzenia dla Was dziewczyny!
    Głowa do góry!

    Mama trzech smyków i brzuszka.

    OdpowiedzUsuń
  21. moje porody do łatwych nie należały, ale nie było też takich dramatów.za pierwszym razem położne super wiedziały co i kiedy, wspierały jak najlepiej i nawet stażystka pozszywała mnie tak, że nic dodać nic ująć.drugi poród nieco cięższy,z początku wszystko ok, a potem stop klatka i dalej ani rusz-ułożenie bodajże twarzyczkowe tak się to chyba nazywa i lekarze nawet sie nie zastanawiali nad cesarka, tylko zgodę musiałam podpisać i tak się sprawili, że lodzio miodzio, a po mnie cesarka spłynęła jak woda po kaczce-zero komplikacji.życzę przede wszystkim ludzkich myślących lekarzy i położnych:0

    OdpowiedzUsuń
  22. Generalnie, aż nie wiem, co napisać. Łączę się z Tobą i po prostu trzymam mocno kciuki, by wszystkie obawy pozostały obawami, a rzeczywistośc przyniosła najlżejsze rozwiązanie. Jak nie natura, to cesarka - najważniejsze, byście były zdrowe. Uściski!!!

    OdpowiedzUsuń
  23. Pamiętaj, że pozytywne myśli przyciągają pozytywne zdarzenia! Mój bracik kilka dni przed porodem obrócił się właściwie. Mama mówi, że dużo do niego mówiła, prosiła, może i u Ciebie zadziała :D

    OdpowiedzUsuń
  24. Malutka, sie nie denerwuj. Wszystko dobrze bedzie, sila w Tobie wielka, nikt jej nie pokona - zaden nieprzyjazny szpital, posladkowo relaksujaca sie drobinka czy straszne polozne, ktore nie beda mialy wtedy dyzuru przeciez i tak. Ciocia z Londynu pisze, co sama trojke powila. Usciski!

    OdpowiedzUsuń
  25. Kobiety, jesteście czarownice! Młoda przekręcona głową w dół !!! :) dziękuję wszystkim za dobre rady i słowa otuchy - podziałało teraz, zadziała przy porodzie :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Hej . Rodziłam na Zaspie 7 i 6 lat temu. Obydwie córki. Porody fantastyczne głównie dzięki ekipie w szpitalu. Nie miałam tam swojego lekarza ani położnej. Pierwsza córka 12 godzin druga 3 h zakończone 15 min porodem Opieka super.polecam.trzymam kciuki.Mi się mega podobało.:-)

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo się cieszę! Będzie lajcik, nie ma opcji ;) :*

    OdpowiedzUsuń