poniedziałek, 11 listopada 2013

bliskie spotkania i comiesięczna porcja nowości, czyli weekend idealny

Mój weekend zaczął się doskonale - mieszkaniowy szoping, a potem babskie wino. Odwiedziny u kogoś bliskiego, z kim od lat widuję się za rzadko, zaczęły trzydniową serię gości i gościn, robienia rzeczy, które robię dla siebie i innych za rzadko.  Jak zwykle pod koniec weekendu, kiedy zrobiłam za mało, kiedy to wiele rzeczy zaniedbałam, mam napad lekkiej paniki i wyrzuty sumienia. Ale potem przypominam sobie, jak długo planowałam zaprosić tych troje i jak bardzo lubię obiady u teściów. Jak fajnie było wypić trzy herbaty i zjeść dużo TYCH ciastek (no musiałam po prostu upiec je znowu!) przy dźwiękach pisków naszych wreszcie bawiących się razem pysznie dzieciaków. Jak dobrze smakują pieczenie teściowej jedzone w moim trzecim domu. Jak miło było się lekko ululać na okrągłych urodzinach młodszego, plotkować z kuzynostwem i ciotkami. Lekki napad paniki ustąpił, gdy przypomniałam sobie, że zawsze żałuję, że tak rzadko siedzimy tak na luzie u brata, że w zasadzie nigdy nie zrobiliśmy spontanicznie czegoś takiego jak dziś: pizza na telefon i gra planszowa. Olewam to, co niezrobione, naładowałam się energią i ogrzałam ciepłem bliskich ludzi. Zrobiłam zatem więcej niż sądziłam, zaniedbałam mniej niż mi się wydawało, bo tylko jakieś głupie obowiązki.

Nie mam z tych spotkań żadnej dokumentacji, za miłe były, by je psuć foceniem. Obstrykałam jednak, drodzy czytelnicy, na Waszą prośbę, kochani fejsbukowicze, moje zakupowe łupy. Nie ma tegoś jakoś bardzo dużo, toczyłam w tych sklepach wewnętrzną walkę i ostatecznie w kilku sytuacjach wygrałam - koszyczki i puszeczki odłożyłam na półkę.

Tak jak planowałam, tak też uczyniłam - zrobiłam nalot na gdyński H&M Home. Wróciłam stamtąd z kilkoma upatrzonymi już wcześniej drobiazgami, które natychmiast znalazły swoje miejsce w domu i już po paru godzinach rozgościły się jak u siebie. Ogromną radochę sprawiła mi Zara Home i te gałki - kupiłam dwa komplety pastelowych ceramicznych cudeniek za grosze istne, za mniej niż cenę jednej w internetowych sklepach. Te liliowe poszły na kredens do pokoju, drugi zestaw - błękitny, upiększył szafkę w łazience.

Comiesięczna porcja nowości zaliczona.










9 komentarzy:

  1. I teraz ja też będę musiała zrobić taki nalot... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. obawiam się, że to grzech nie zrobić:)

      Usuń
  2. Ja mam białą paterę ;)) ale tej sówki w Poznaniu nie widziałam... szkoda, mój ukochany kolorek...

    Pozdrawiam,
    http://bloggroszkowej.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biała też super, fajny ten Twój blog, no i zajrzałam też na aukcje...cholera, znowu pokusa:)

      Usuń
  3. czekam na h&m home już 3 lata, niedługo w Krakowie się doczekam i wyjdę z siatką zakupów :)

    Gałeczki świetnie dobrałaś do komody

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też długo czekałam, zaglądałam na ich zagraniczne strony z zazdrością, wieść o otwarciu sklepu w Gdyni podnieciła mnie niemiłosiernie. Na szczęście: jest spoko, ale bez jakiegoś totalnego szału, nie straciłam tam głowy.

      Usuń
  4. Prześliczne gałki : Ajjj przydałby się hm home w Łodzi :)

    OdpowiedzUsuń