czwartek, 9 kwietnia 2015

szczerozłota


Jest tylko jeden człowiek na świecie, który gdy mnie budzi, widzi mój uśmiech, zawsze. (Pozostali tyle szczęścia nie mają i najczęściej na dzień dobry otrzymują złowrogie burknięcie.) Ten człowiek ma na imię Hanna, ma pięć miesięcy, dwa zęby i zakochaną matkę.

Zaczynam dzień jej cudownym śpiewem u boku - koncertem gugania tak śmiesznego i rozkosznego, że nawet po nieprzespanej nocy uśmiechnęłabym się. Do kompletu dwie ciepłe rączki, które nauczyły się dotykać mojej twarzy, łapać za nos, wczepiać się w moje ramię. Budzi mnie ta ciepła kuleczka, mięciutka taka, śmiesznym, pachnącym puszkiem na głowie gilga mnie w twarz. Budzi się raz w środku nocy, biorę ją do naszego łóżka, karmię i zasypiamy razem. I wiecie co? Nie sądziłam, że kiedykolwiek to powiem, ale ja lubię te pobudki. Lecę po nią zaspana i gdy tylko biorę w ramiona, cieszę się, że wstałam i mogę ją sobie podotykać i obwąchać. Lubię ją karmić, rozpływam się, jak się tak we mnie wczepia i jej głodowe postękiwanie ustępuje błogości. Ubóstwiam gilgotki, chichoty i gdy mruży oczy od pierdzioszków w szyję. Śmieszą mnie te jej wygibasy na macie, jak się przemieszcza przez pół pokoju podczas jednego mojego siku. I jak się cała ufajda jabłuszkiem. Jak bulgocze, piszczy, furczy i charczy. Za każdym razem, gdy biorę ją na ręce, podczas każdego przelotu z łóżeczka do leżaczka czy z podłogi na przewijak całuję ją milion razy, nie mogę przestać, wdycham ją i zjadam, starając się zapamiętać to na zawsze. Kocham ją tak, że to aż nieprzyzwoite. Niewiarygodne też, że tak mały człowiek może, zupełnie niechcący i przy okazji, każdą swoją miną i dźwiękiem, dawać na co dzień tyle szczęścia. Uwielbiam ją niezdrowym uwielbieniem szurniętej matki. 

Nie sądziłam, że nią kiedykolwiek zostanę. Dotychczas byłam matką kochającą, ale krytyczną. U której miłosne uniesienia przeplatały się ze zmęczeniem, zniecierpliwieniem, nierzadko złością. Przytulaski i pierdzioszki na przemian z rozczarowaniem, że macierzyństwo jest takie trudne, a dzieci takie skomplikowane. Przy Hani nie zastanawiam się, czy jestem dobrą matką, nie myślę o sobie źle ani nie cierpię. Pierwsze miesiące jej życia, w przeciwieństwie do początków z Zośką, zapamiętam jako pasmo wzruszeń. Okropne? Być może, ale prawdziwe. Czy kocham ją bardziej? Nie, chcę wierzyć, że nie. Ja ją po prostu tylko kocham, nasza relacja pozbawiona jest negatywnych odczuć. Czy nie jest mi przykro? Jest, jak cholera. To jedyne, co kładzie się cieniem na tej słodyczy - wyrzut sumienia, to uczucie, jakbym zdradzała Zosię. Jakbym dostała drugą szansę na łatwiejsze macierzyństwo i z ochotą z niej korzystała, pławiła się w tej nowej miłości, trudy pierwszej pozostawiając w tyle. I to mnie ratuje, bo gdy tak poczuję, to kocham Zosię jeszcze bardziej - ten pogubiony w swoich emocjach huragan. A ona wciąż testuje moją cierpliwość po sto razy dziennie, więc ciężko powiedzieć, żebym zawsze ją lubiła. Przy Zośce zbyt często czuję irytację, frustrację, zniecierpliwienie, bo ją o wszystko trzeba prosić sto razy, na wszystko czekać, znosić jej humory, wrzaski i rozbrajać jej miny. Za wychowywanie takich dzieci powinni dawać nagrody. Ja swoją dostałam, jest szczerozłota - ma na imię Hanna, ma pięć miesięcy, dwa zęby i zakochaną matkę.

















Jest kilka nowości w pokoiku - w Hanulowej części:

plakat Ważka - Kalaluszek
zawieszka Dream Big - Skandynawska Weranda
kocyk latawce - Mumla

Zośkowe nowości w kolejnym odcinku - c.d.n. :)

23 komentarze:

  1. Ja w końcu muszę to powiedzieć, kocham Cię czytać <3 nie wiem czy to możliwe ale zbyt często myślę tak samo. U mnie było dokładnie jak u Ciebie. Drugie dziecko łatwiejsze, macierzyństwo lżejsze, ona taka spokojna, taka uśmiechnięta, świat dla niej ma same pozytywy, dla niego.. nie. Myślałam, że to różnica między chłopakami a dziewczynkami. Okazuje się, że to chyba wynika z kolejności? Bo nie mogło nam się tak samo trafić? Pisz proszę Cię jak najczęściej, mimo, że wiem jak trudno wyrwać te chwile. Wieeeelki buziak.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ to wzruszające. Ja za miesiąc przywitam drugiego synka i miałam obawy w drugą stronę. Że nie pokocham tak bezgranicznie jak za pierwszym razem... Strasznie jestem ciekawa tych emocji. Wierzę że i mnie będzie łatwiej, bo było trudno niemiłosiernie...

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny tekst   Znam Mamę która miała identyczne odczucia, jednak kiedy młodsze dziecko zaczęło chodzić i straszliwie psocić nagle doceniła starszą córkę, która szybko dojrzała i zaczęła wręcz pomagać w opiece nad młodszym urwisem   jednak fajnie cieszyć się tym cudownym etapem kiedy dziecko jest rozkosznym niemowlęciem i tak łatwo je uszczęsliwic :)

    OdpowiedzUsuń
  4. iIe wypowiem się o miłości do dzieci, bo dziecko mam jedno. Ale moja macierzyństwo Chibikowe jest chyba takie jak twoje Zosikowe. Ale muszę ci powiedzieć, że się idealnie ułożyłyśmy czasowo,bo ja o podobnej sprawie, ale z innej perspektywy u siebie ostatnio pisałam. Na chwilę obecną macierzyństwo jest dla mnie tym czym dla ciebie było z Zosią, falą radości przeplataną z irytacja, złością, że to takie trudne, ale świadomością, że fajne. Tak z mojej perspektywy to powiem, że ci zazdroszczę (i innym matką której przeżywają takie wpojenie dzieckiem) jest to chyba łatwiejsze macierzyństwo. Chyba jego "bolączki" nie są wtedy tak dotkliwe i tak trudne do przezwyciężenia.

    A tak z dystansu może podpowiem, uważaj, aby przypadkiem nie przełożyło się to na relację z dziećmi (co za pewne łatwe nie jest), bo chyba nie ma nic gorszego niż świadomość dla dziecka, że mama kocha kogoś innego bardziej

    OdpowiedzUsuń
  5. I po raz kolejny piszesz coś, co siedzi w mojej głowie. Szacun dla Ciebie, że nie obawiasz się tak otwarcie przyznawać do pewnych rzeczy - ja do nich nawet sama przed sobą się nie przyznaję.

    A może w takim razie to jest normalne? Że to drugie dziecko, ze swoją niemowlęcą bezproblemowością i różową pulchnością w zestawieniu z ponurym, niereagującym, płaczącym, itp. trzylatkiem wydaje się aniołem. I nie znaczy to wcale, że kochane jest bardziej. Choć w matczynej głowie pojawiają się dziwaczne myśli i wyrzuty sumienia...

    Nie wiem, jak jest w Twoim przypadku - ja wiem, że mój 2. syn to na 90% ostatnie dziecko moje i tym mocniej sztacham się jego włoskami i tym bardziej go uwielbiam i kocham i noszę. Bo już nigdy takiej puchatej kulki mieć nie będę. Chyba, że kupię sobie Furby'ego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie jest kwestia drugiego, szybciej poczucia, że ostatnie. Ja mam zupełnie inaczej! Teraz powoli może to się zaciera, ale na początku miałam bardzo silne poczucie, że starszy jest mi bliższy - tyle wspólnych wspomnień, tyle uśmiechów, zabaw, uścisków... Więcej nas łączyło z nim niż jakimś świeżaczkiem ;) ale to się zaciera i naprawdę dają oboje tyle samo radości. Każde jest najkochańsze na swój sposób. Więc u nas po równo :) Ale może to też kwestia tego, że pomimo buntu przedszkolaka, oboje są strasznie grzeczni :)

      Usuń
  6. hahaha, u nas też najwyżej Furby. Albo jakiś tragiczny wypadek przy pracy. Ja też się przez pierwsze tygodnie nie mogłam do tego przyznać, ale wreszcie stawiam czoła tym uczuciom - pozdrawiam z Twojej głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja mam dwojke 17 m i 3m i jakby sie zastanowić to kocham je tak samo mocno, tak samo mnie czasem irytuja i tak samo lubie je wachac :-P choc kazde pachnie inaczej. Kazde z nich jest inne. Do starszaka mam slabosc bo sie na nim wszystkiego uczylam. Do młodszej mam slabosc bo jak sie uśmiecha to jakby slonce do ciemnego pokoju zagladalo. Nie potrawie nazwac nawet tej milosci jaka darze te dwie istotki. I nie potrafie czaem zapanowac nad
    chęcią zamkniecia sie w pokoju i walenia glowa w sciane jak tak oboje placza i jecza i ktoz to wie o co tym razem znowu chodzi bo maja przecież wszystko! Kocham te moje dzieci :-))) Ale takwlasciwieto ja z innej beczki bomam pytanie:Gdzie mozna zdobyc taki piękny, cudowny i w kazdym calu idealny kocyk (?) W zielone (biale jak kto woli) zygzaki? Wiele bym za niego oddala...

    OdpowiedzUsuń
  8. bardzo Ci dziękuję za ten tekst. podpisuję się obiema rękoma pod nim. mam identyko! co prawda mój syn ma już 5 lat, bobasem nie jest, ale mam takie same odczucia jak ty do Hani. natomiast mam też córę 9letnią, która i owszem, sprawdza moją cierpliwość kilkanaście razy dziennie. i to prawda, że ma się inne emocje do drugiego dziecka. całkowicie. choć przecież kocha się oboje najbardziej na świecie.
    i te wyrzuty sumienia w głowie siedzą zawsze... :/

    OdpowiedzUsuń
  9. pamiętam ten stan.. wyrzuty są do dziś ( dzieci 4 i 2 l) polecam w tym temacie z bloga mataja o przekleństwie pierworodnego , tu link ale nie wiem czy publikujesz :) http://mataja.pl/2014/09/przeklenstwo-pierworodnych-relacja-ze-starszym-dzieckiem-po-pojawieniu-sie-mlodszego/, ostatnio sobie tlumacze, ze w końcu ten drugi mam mamę cierpliwszą i kochającą świadomiej bo już doświadczoną, nauczona jak to jest być mamą, ale on jedynakiem nigdy nie był z opcją 100% mamy tylko dla niego :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mam kurka tak samo. Jak ta kulka to zrobiła? Nie sadzilam, ze można aż tak kochać. Tylko ten 2letni wyrzut sumienia... On czuje, wie, przestał się do mnie przytulac, a jak cos się stanie to tylko tatusia woła :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Wyjęłaś m i to z głowy.
    Wczoraj w rozmowie z przyjaciółką doszłyśmy do podobnych odczuć.
    Moja miłość do Syna nie była bezgraniczna. Uwarunkowała to sytuacja rodzinna. w moim przypadku ogromny ciężar odpowiedzialności gdyż wychowywałam go sama (najpierw małż był zagranicą, potem ja pracowałam w innym mieście, a potem rozwód) i mimo trudnych przejść znów jesteśmy razem, a owocem naszego zejścia jest Hanka. I ją kocham miłością bezgraniczną, bezwarunkową. Przykro mi, że tak jest, wiecznie mam poczucie winy, że od Syna tyle wymagam, że nie mam tej naturalności co przy córce...

    OdpowiedzUsuń
  12. U mnie też tak było z pierwszym dzieckiem. Bo jak się człowiek naczyta tych gazet i książek, ze jak to fajnie, ładnie maleństwo śpi i je, śpi i je a potem... Zapalenie piersi, w łóżeczku ani minuty za to przy piersi 40 i to co 2 godz., że w nocy 10 razy się budzi, sterta prania i prasowania pod sufit a po tych tłumach ludzi w pierwszych dniach już dawno kurz opadł... Ech, życie. A potem drugie dziecko i już wiesz czego można się spodziewać i jesteś przygotowana na najgorsze i do boju Polsko! Tymczasem rodzi się kuleczka co to je i śpi, piersi nie bolą, w ubikacji książki można czytać, wyrabiam się ze wszystkim choć już dwoje na głowie. Spokój i relax. To może ja też nagradę dostałam :) :) :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Oj Kochane, a prawdziwa błogość zaczyna się przy 3 dziecku... Pierwsze to stres, nowość, nauka, obrabianie tematu i ciągłe poczucie, że nie jest się wystarczająco dobrą matką. Przy drugim ma się już pewną wiedzę, doświadczenie i dystans, którego tak naprawdę najbardziej nam matkom brakuje. Ja prawdziwy luz osiągnęłam, kiedy 15 miesięcy temu urodziłam swoje 3 dziecko. Wiem już, że nie wszystko musi być idealne i na czas, że nic się nie stanie jeśli coś będzie zrobione później lub wcale. A największym moim odkryciem jest fakt, że nasze dzieci często są są takie jak my na naszych etapach życia: 1 dziecko=niepewność, 2 dziecko= doświadczenie, 3 dziecko=radość macierzyństwa... Pozdrawiam naszą Polka Dot!
    ps. Nasze 3 dziecko nie było planowane, ale jest wspaniałym Cudem, czego i Wam życzę...
    Magda

    OdpowiedzUsuń
  14. Słodziak z tej twojej dwuzębnej Hanulki :))

    OdpowiedzUsuń
  15. absolutnie CIebie rozumiem, jak sie pojawila druga to ześwirowalismy i tez były wyrzuty sumienia odnosnie pierwszej( na szczescie byla duza juz miala 9 lat) pamietam te wieczory kiedy dziecko spalo, a z tesknoty siedzielismy i ogladalismy jej zdjecia haha, albo jak pojechala do babci na kilka godzin. to od razu zastanawianie sie co robi.. odbilo nam na jej punkcie totalnie, choc poczatki przez jej chorobe byly trudne i duzo stresu meilismy.... a teraz pojawila sie trzecia i to jest dopiero szał! jest inaczej bo mala jest totalnie bezproblemowa.. są przespane nocki, powolne poranki z usmiechami caluskami..macierzynstwo jak z kiczowatej reklamy..a co najsmieszniejsze , na punkcie najmlodszej oszalelismy wszyscy , włącznie ze starszymi siostrami.. ma dopiero 4 miesiące , a zawojowała nasze serca kompletnie

    OdpowiedzUsuń
  16. Dwa zęby? Ale super! Nasza już pół roku skończyła, ale na razie tylko się ślini i zębów nie widać :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziecinka to sama słodycz <3
    Pięknie to wszystko napisałaś :)
    Pozdrawiam cieplutko, Agness:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Zwykle nie pisze komentarzy- to moj pierwszy w życiu chodź czytam Cię od ponad roku. Codziennie jadąc z pracy jako lektura obowiązkowa sprawdzam czy jest nowy post. Jestes Boska- piszesz tak prawdziwie, od serca. Uwielbiam Cię za Twoje poczucie estetyki bo mam tak samo- bałagan kole mnie w oczy. Czytałam inne blogi -te nagrodzone i powiem
    ze Twoj jest nieporównywalny. Mam nadzieje ze jeszcze kiedys bedzie Ci dane zbierać glory za Twoja prace.
    Twoja Hania jest PIEKNA za każdym razem sie nią zachwycam tak samo jak swoją Maya. U mnie drugie dziecko w drodze a Maya była takim łatwym bobasem
    ze az sie zastanawiałam dlaczego ludzie tak narzekają na niemowleta. Duzo spała, ładnie jadła, nie płakała - wymarzone dziecko. Byłam taka mama jak z reklamy, szczęśliwa wyspana, miałam czas sadzić kwiatki i zioła w ogródku, piec chleb, ciasta itd. Po 9 miesiącach wróciłam do pracy wiec mam teraz duzo mniej czasu, niemniej jednak urlop macierzyński wspominam jako najpiękniejsze doświadczenie życia. Poranki takie jak Twoje z radosnym gaworzacym dzieckiem. Uwielbiam patrzeć jak spi, przytulać, całować - tyle szczęścia na raz. Jestem zakochana tak samo jak Ty. Za 4 miesiące urodzi sie nowy dzidzius- wiec sie zastanawiam
    czy musze jeszcze przejść te trudne chwile zeby doświadczyć tej gorszej strony macierzyństwa. Mieszkamy za granica i nie mamy żadnej pomocy na dodatek jak sie urodziło nam dziecko maz nie dostał przysługującego mu urlopu tacierzynskiego- myslalam na poczatku ze to koniec swiata. Pózniej podeszłam do wszystkiego na luzie i los nam sie odpłacił małym aniołkiem-takiego życzę każdej matce.

    OdpowiedzUsuń
  19. Uwielbiam tu zaglądać :) Jestem ciekawa jak się sprawdził Wam ten kocyk od Mumla...

    OdpowiedzUsuń
  20. Do dziecka trudno się nie uśmiechnąć z rana, nawet jak to rano zaczyna się o 5 ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Pięknie napisałaś! :) Ja nie mam niestety dzieci, ale tekst mnie poruszył. Ucałuj ode mnie tę ślicznotkę!

    OdpowiedzUsuń
  22. U mnie bardzo podobnie. Choć Szymek młodszy. Ale do niego mam cierpliwość, a do Zośki często mam nerwa :-/ i szkoda mi tego...

    OdpowiedzUsuń