środa, 12 lutego 2014

uśmiecham się do tej dziewczynki

http://www.scandishop.pl/Kuchnia-Reczniki-kuchenne

Jako kilkulatka dostałam pod choinkę najpiękniejsze, wielkie, metalowe pudełko kredek i to pudełko miało później ujawnić dobitnie, z czym będę się borykać przez resztę życia.
Mianowicie układałam w nim kredki kolorami. Zawsze, w trakcie i po rysowaniu. Później doszły kolejne natręctwa: natręctwo gładkiej kołdry, spinek pod kolor ubrania, równiutko ustawionych książek, ołówków w piórniku ułożonych od najmniejszego do największego. Zaczęłam dorastać i wciąż wszystko musiało do siebie pasować, nawet w stylu grunge da się przecież dobrać kolor kratki na koszuli do odcienia martensów. Odwiedzałam znajomych i zazdrościłam im bałaganu, serio, byli tacy cool w swoich pokojach zawalonych twórczym nieładem, z książkami i ciuchami walającymi się po podłodze. Czułam się jak nudziara, poprawiając narzutę na swoim łóżku, by się nie marszczyła. Zaczęło się obsesyjne regulowanie brwi, by żadna nie zaburzała linii łuku, kompulsywne przykrywanie wszystkich niedoskonałości pudrem i prowadzenie idealnych zeszytów.

Dziś jestem trudna w pożyciu. Był okres, że bardzo chciałam być taka, jak większość, chciałam uwolnić się od wszystkich tych rytuałów, które sprawiają, że rzadko udaje mi się odpocząć, że wciąż mam coś do zrobienia. Myślałam, że mogę się zmienić, jakoś przestać widzieć bałagan, krzywizny, nierówności, niedociągnięcia, przestać robić z domu muzeum i wciąż tylko przestawiać, dekorować, stroić i pucować. Bardzo się starałam, miałam nawet pewne sukcesy w osiąganiu pozycji dystansu. Ale za nic nie mogłam przestać szukać urody w codziennych sytuacjach, wciąż z ogromną dbałością szykowałam posiłki, aranżowałam każde głupie śniadanie jak najlepsze przyjęcie. O ile udawało mi się rzadziej odkurzać, to obsesja na punkcie pięknych przedmiotów i stylowych aranżacji przybierała na sile. Pomyślałam więc, że chyba nie da się zmienić biegu tej rzeki, może lepiej dać się jej ponieść i uczynić z tego swój atut?

Więc oto jestem, ja i moje obsesje. Dziś przytulam je czule, głaszczę po głowie wszystkie moje natręctwa, karmię je, żeby miały siłę mnie gdzieś zaprowadzić. Dziękuję im, że czynią małe chwile i trywialne sytuacje urokliwymi. Dziś mam wszystko pod kolor i dobrze mi z tym. Jak już dorobiłam się pięknej kolekcji stylowych naczyń, puszek i ozdób, idę w tekstylia. Wieszam ściereczki na wieszaku, szykuję na nich posiłki w pasujących odcieniem miseczkach. Wkładam do butelki idealnie skomponowaną z resztą stylówy słomkę i uśmiecham się do tej dziewczynki, która całe dzieciństwo układała kredki kolorami. Cieszę się tylko, że jest trzydzieści lat później, że istnieje taki Bloomingville i mogę bez problemu mieć te ścierki na przykład ze Scandi Shop. Dziś mogę sobie układać więcej, częściej i piękniej niż w tamtym metalowym pudełku. Uwielbiam to.

http://www.scandishop.pl/Kuchnia-Reczniki-kuchenne

http://www.scandishop.pl/Kuchnia-Reczniki-kuchenne



http://www.scandishop.pl/Kuchnia-Reczniki-kuchenne

http://www.scandishop.pl/Kuchnia-Reczniki-kuchenne

http://www.scandishop.pl/Kuchnia-Reczniki-kuchenne


http://www.scandishop.pl/Kuchnia-Reczniki-kuchenne

http://www.scandishop.pl/Kuchnia-Reczniki-kuchenne


http://www.scandishop.pl/Kuchnia-Reczniki-kuchenne

Te pastelowe ręczniki kuchenne pochodzą z najnowszej kolekcji Bloomingville wiosna/lato 2014, można je kupić m.in. w Scandi Shop >> TUTAJ.

21 komentarzy:

  1. ale masz ładnie w swojej kuchni:) te pastelowe ręczniczki kuchenne to mistrzostwo świata! :)
    wspaniały zakup:)
    dobrego dnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję:) są genialne, oprócz tego, że piękne kolory i wzory, to jeszcze wielkie i z takiej fajnej, mięsistej bawełny - aż ciężko było doprasować jak widać:)

      Usuń
  2. Jakbym czytała o sobie ;) pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet te pastelowe naczynia w zlewie wyglądają jakoś lepiej, jakoś przyjemniej niż zwykłe gary do zmycia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o to, to - właśnie po to mam gary pod kolor, żeby nie straszyły ze zlewu czy na kuchence, z wszystkiego da się zrobić ładny obrazek:)

      Usuń
  4. O jak ja się cieszę, że nie tylko ja jestem zboczona! ;-) mąż się śmieje, że ja muszę mieć bieliznę pod kolor reszty ubrania dobraną, że o kolorze cieni do powiek i kamyczka w kolczyku nie wspomnę ;-)) cieszę się, że ktoś jeszcze ma odwagę się przyznać to swoich małych natręctw - choć fakt, utrudnia to czasem życie, kiedy zamiast usiąść spokojnie i wypić ciepłą kawę ja znów wstaję, żeby poprawić świecznik przestawiony o 3 milimetry i zetrzeć dwa okruszki z blatu. Miło wiedzieć, że nie jestem w tym sama ;))
    Piękne ręczniczki - pastele, to jest to :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ufff, jest nas więcej :) taki mały coming out popełniłam, trochę się bojąc, że usłyszę zaraz "szkoda życia" czy inne "wyluzuj" :) dzięki!

      Usuń
  5. kredki w pudełku układam teraz kolorami moim dzieciom ;)
    A skąd się bierze takie urocze buteleczki?

    OdpowiedzUsuń
  6. Aaa i tu ja mam problem ze ścierkami. Zawsze szkoda mi na nie kasy, bo i tak używam ich do wszystkiego, a więc po godzinie gotowania i tak są "uwalone" wszystkim. A te z bloomigville pocieszne, idealne do Twoich klimatów:)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie to się ewidentnie nasila "z wiekiem" ;))))) Czasem się trochę obawiam czy aby ze mną wszystko OK, ale to daje poczucie takiego fajnego spokoju i satysfakcji... :) Bywają gorsze uzależnienia, co nie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. hmm chyba mamy coś wspólnego, poza pastelami, bo uwielbiam B&W, po krótkim romansie z kolorami wracam co ukochanej bieli ;-)
    ja do tej pory układam wszystko wielkością, kolorem i kształtem :-P nie mówiąc o prasowaniu (wszystko prasuje, dosłownie ;-P łącznie z gaciami hihi) i lubię gdy wszystko się błyszczy a po kurzu nie ma śladu ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Znam to z autopsji ;) Chociaż od jakiegoś czasu (chyba od kiedy pracuje w Warszawie) trochę odpuściłam. Brak czasu robi swoje, ale pewne zachowania mi zostały do dzisiaj, np. wieszanie upranych ręczników kolorystycznie ;)
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  10. oj tam oj tam od razu natręctwa:)))))))))))))))) to się zwie inaczej --zmysł estetyki bowiem :))))))))))))) hehe

    całuje :))***

    OdpowiedzUsuń
  11. w 3/4 mam jak ty ;) ale to niegrozne schizy ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ręczniki absolutnie przepiękne, tak pięknie u Ciebie wiszą, że wpisałam je na moją listę rzeczy,które baaardzo chcę

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba już wiem dlaczego wszystkie (te tu powyżej też) jesteśmy blogerkami wnętrzarskimi haha :D Tak się cieszę, że trafiłam do tego świata, wreszcie czuje się jakby odnalazła swój cel i swoje miejsce :))) Pozdrowionka!

    OdpowiedzUsuń
  14. Z jednej strony Ci współczuję, z drugiej strasznie zazdroszczę. Jestem totalnym Twoim przeciwieństwem, w moim domu nic do siebie nie pasuje, nawet nie mam 3 identycznych szklanek, a ściereczki... Dawno nie widziałam czegoś takiego na oczy.

    OdpowiedzUsuń
  15. O matko! Czuję się jakby ktoś opisał moje codzienne zachowania ... jak dobrze, że nie jestem w tym wszystkim sama!! Ten dzień to jest MÓJ dzień haha :)) Zawsze się wszyscy ze mnie śmieją, że jestem jakaś ten teges. Czasem też się łapię na tym, że może jednak przesadzam ... daję sobie luz. Po jednym dniu w nieładzie dostaje świra we własnym domu i porzucam mój pomysł o życiu w tej beztrosce. Taka już jestem. Ja się muszę z tym pogodzić i mam nadzieję, że domownicy też to uczynią (w sumie i tak z dnia na dzień jest w nimi coraz lepiej:) ) Fajny post! Pozdrawiam;)

    OdpowiedzUsuń