środa, 7 stycznia 2015

jadalnia, nadzieja i dieta


W tym roku to już na pewno się uda. 2015 wygląda mi na rok, w którym wreszcie zostanę chudym człowiekiem.

Do dzieła przystąpiłam bez zbędnego pośpiechu. Powszechnie wiadomo, że pośpiech nie sprzyja odchudzaniu, przystąpiłam więc nie pierwszego, a piątego dnia stycznia. Wiadomo wszak powszechnie, że odchudzanie należy zaczynać od poniedziałku. Przystąpiłam więc w poniedziałek, by we wtorek już nagrzeszyć. Dziś mamy środę, a jeszcze nie zrobiłam żadnego killera, ani nawet skalpela, szlag by to trafił. Zajmowałam się domem i dziećmi: jedno wyprawiłam do szkoły na siódmą, by ją potem o trzynastej odebrać, drugą przebierałam, przewijałam, karmiłam. Tak, głównie jednak karmiłam, Hanka wisi na mnie praktycznie bez przerwy. Może się dziecko kochane pokapowało, że już środa, a ja się wciąż nie odchudzam. Może i ona zostanie tym cudotwórczym bobasem, który wysysa z matki tłuszczowe depozyty. Bo Zośka niestety wysysała wszystko - mleko, energię życiową, tylko nie depozyty. 

Ja tu o depozytach, a o jadalni miało być. Chciałam dziś o zmianach generalnie i stąd moje myśli przeskoczyły od przemeblowania do utraty kilogramów. Przestawianie mebli w mieszkaniu stało się moją noworoczną tradycją. Daje mi złudne poczucie życiowej rewolucji, świeżego startu, to taka aktywność zastępcza, która pozwala mi na chwilę stać się osobą zmieniającą swoje życie. Jak tak zdejmuję wszystko z półek, jak się tak naprzestawiam i nasprzątam kotów kurzu zza nieruszanych przez parę miesięcy regałów, czuję się jak nowo narodzona. Dzięki temu nie wpadam jeszcze w depresję z powodu pierwszych niepowodzeń w diecie. Wpadnę w nią za miesiąc, tymczasem przemeblowawszy, czuję się jak człowiek zmieniający swoje życie. Związek depozytów z przemeblowaniem jest jeszcze taki, że istotną częścią nowego ładu jest nowe, wielkie lustro. Pierwsze w tym domu, w którym (o, zgrozo) widać całą sylwetkę. Jakkolwiek wolałabym nie oglądać się od szyi w dół siedemdziesiąt sześć razy na dobę, to wiem, że powinnam. Jak mawiał Witia Pawlak z "Samych Swoich" - "jak ja się napatrzę, tak dobrze, i w nocy się przyśni, to jej tak nienawidzę, że strach". Taki mam plan generalnie - napatrzeć się, znienawidzieć i zmusić do działania. Ale to od poniedziałku. Będę mieć nadzieję, jak stanowi napis na ścianie nad ławką - to kolejny, ostatni już związek nowej jadalni z chudnięciem.







Ta część mieszkania - choć tak przeze mnie lubiana, jest dość problematyczna. A może właśnie dlatego? Od kiedy tu mieszkamy, mam kłopot z bliskością drzwi wejściowych. Otwarcie kuchni z jadalnią na przedpokój było chyba trochę zbyt radykalne i nie do końca przemyślane - pozbawiliśmy się przez do osłony przed kurtkami, butami i całym tym przedpokojowym chaosem, który niekoniecznie chcę mieć na widoku, gdy jem śniadanie. Rozważałam nawet dostawienie małej ścianki działowej, ale w związku ze sprzeciwem kolegi małżonka, musiałam pozostać w kręgu rozwiązań meblowych. Kłopot drugi polegał na tym, że odkąd stoi u nas duży stół, barek nie może już pełnić swojej pierwotnej funkcji - oddzielenia części kuchennej od jadalni i jednoczesnego dodatkowego blatu roboczego. Nie może, bo brakuje miejsca, wygląda to może i nieźle, ale niestety nie daje się wtedy swobodnie ruszać wokół stołu. I tak ostatnio na ścianie od wejścia stały kolejno: barek w charakterze szafki przedpokojowej (na listy, klucze, pierdoły, a w skrzynkach na półkach przechowywaliśmy czapki, parasolki i tym podobne gadżety), wysoki regał z używanymi na co dzień naczyniami i witryna na szkło. I to ona, jako używana może maksymalnie trzy razy do roku, została wytypowana do opuszczenia jadalni. Uznałam, że przy tak ograniczonej powierzchni (53 m) i takich problemach z przechowywaniem (wylewa nam się z szaf i szafek) nie możemy sobie pozwolić na trzymanie mebla, w którym stoją tylko kieliszki, patery i dzbanuszki, a który zajmuje pół ściany. Witryna wyleciała, barek (mimo, że nie oddziela) z powrotem służy do celów kuchennych, a przy drzwiach walnęliśmy sobie szafkę na buty. Ta rozwiązuje problem obuwia walającego się koło stołu, bo kurtki już od jakiegoś czasu nauczyliśmy się trzymać w szafie po drugiej stronie przedpokoju. Wieszak (musimy go jeszcze przenieść kawałek wyżej i w prawo) jest już głównie dla gości czy tak jakoś roboczo, powiedziałabym. Wciąż będziemy jeść koło butów, ale przynajmniej jest schludniej, skończył się wizualny chaos, a pomieszczenia wygląda dzięki lustru na większe - gdy pokazałam zdjęcia na instagramie, posypały się komentarze, że mam wielkie mieszkanie. Czyli metamorfoza udana :) Jak myślicie?











lustro HEMNES - IKEA
szafka BESTA - IKEA
sznur żarówek - Smukke
plakat typograficzny "hope" - Nudy nie ma design
kosz w trójkąty Ferm Living - Scandikids
cerata w gwiazdki - Oleado

koszyk czarny druciany i drewniany pojemnik na stole - H&M Home
lawendowe gałki do szafki - Zara Home
czarna lampa nad stołem - Westwing

55 komentarzy:

  1. Bardzo ładnie to wygląda! Zazdroszczę Ci witryny z całą zawartością:)
    A cerata w jadalni to mój faworyt:) Od mniej więcej roku stałam się gospodynią wyrachowaną (żeby nie powiedzieć leniwą) i nie bujam się z obrusami. U Ciebie oczywiście grochy a u mnie kremowa imitacja obrusu, bo nawet z powierzchnią chropowatą - że niby wzorek na materiale.

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę przyznać, że macie naprawdę przepiękne mieszkanie. Jestem zachwycona. Niczym z gazetki. Swoją drogą mogłaby się jakaś Wami zainteresować - bo inspiracji naprawdę dużo można z Was czerpać :)
    Życzę Ci przy tej okazji byś naprawdę doszła do takiej wagi, jaką sobie marzysz ... Masz jeszcze 51 tygodni! Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję bardzo! i za te słowa o mieszkaniu - było tylko w ikea family live, ale nie jestem zadowolona ze zdjęć. Jakoś nie mam śmiałości się nigdzie zgłosić, takie to małe i wciąż myślę, że niedoskonałe :)

      Usuń
  3. Jak zwykle pięknie, małe mieszkanko ale takie piękne:) nie widziałam piękniejszego:):)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak pięknie gospodarujesz czasem, że jestem pod wrażeniem i do tego porzadek w domu. Ja mam jednego szkraba i nie ogarniam całości. A już na pasje to najbardziej brakuje czasu. Z tym schudnięciem u mnie takie same postanowienie, z tym że jeszcze nie rozpoczęłam, a teraz akurat jeszcze bułeczki drożdżowe w piekarniku dochodzą. I jak tu schudnąć, jak się lubi małe co nie co :) Ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no bardzo to jest trudne, uwielbiam gotować, piec i jeść, ale trzeba walczyć. dzięki za miłe słowa, staram się, choć to bardzo trudne teraz.

      Usuń
  5. oj mamy coś wspólnego (oczywista oprócz "Hanek")...średnio raz na pół roku przestawiam meble w dużym pokoju (mamy dwa pokoje plus kuchnia),. Niestety dałam się małżowi namowic na nowe meble...cholernie ciężkie więc do takich "akcji" muszę go angażowac, a to nie zawsze mu w smak...
    Teraz przy dwójce dzieci, marzy mi się dodatkowy pokój. I jest to nawet realne. Możemy przeniesc kuchnie do dużego pokoju (podłączenie z szybem łazienkowym). zyskamy mały dodatkowy pokój, ale jak patrzę na wizualizacje salonu z aneksem to czuję straszne przytłoczenie...niestety zmiana mieszkania nie wchodzi w rachubę...więc myślimy i szukamy rozwiązań...
    a pro po karmienia...dopóki karmiłam moja waga leciała w dół. wystarczyło odstawic cycka i znów nadprogramowo..ehh życie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. uwielbiam przemeblowania! ten pomysł brzmi sensownie, skoro nie ma opcji na większe...ja jeszcze mam nadzieję, jak ją stracę też będę musiała kombinować zmianę funkcji pomieszczeń. szczęściara, że chudłaś, u mnie nic, muszę działać bardziej radykalnie!

      Usuń
  6. Idealnie, pięknie, cudownie... i mogłabym tak długo slodzic ale nie chcę żeby Cię zemdlilo ;p Trzymam kciuki za wysokokaloryczne mleko dla Hani, które spowoduje że boczki same zejdą ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! no niech się zlituje dziecko nade mną :)

      Usuń
  7. Najlepiej nie czekać, nie planować a zacząć odchudzanie natychmiast :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, nie, nie, ja się muszę najpierw przygotować, pożegnać z jedzonkiem :) wiem, że to częsty błąd, ale nie przeskoczę.

      Usuń
  8. Ja też mam postanowienie zrzucić zbędne kilogramy i oponkę, ale jest opornie... Najlepsza dla mnie byłaby chyba radykalna, tygodniowa dieta, bo nie wytrzymam przez miesiąc bez na przykład słodyczy... Słaba jestem, ale w końcu żyję dla przyjemności :D Tylko fakt faktem przyjemniej byłoby bez tej opony na brzuchu.
    Lubię Twoje 53 m2 :) przyjemnie się na nie patrzy. Ceratowy obrus (bo jest z ceraty, prawda?) świetny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, to cerata - dzięki :) tydzień brzmi ekstra, ale to rozwiązanie, gdy trzeba zrzucić dwa kilo do ciasnej kiecki, ja mam dużo, dużo więcej do zrzucenia :(

      Usuń
    2. U mnie niestety też więcej :(

      Usuń
  9. Powodzenia w odchudzaniu ja tak na diecie lub raczej pseudodiecie od kilku miesięcy, ale może w tym toku ;) Piękne zmiany :) pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w tym roku musi się nam udać! dzięki, Aga!

      Usuń
  10. haha ale się ubawiłam z tym skalpelem itp. ;)
    skąd ja to znam, też mam podobne postanowienia :)))
    ślicznie masz! u mnie też żarówkowa girlanda od kilku dni wisi :)
    ach i jeszcze ta lampa dopełnia całości - bajka!
    buziaki na nowy dzień

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie grzesz, kobieto! ty się czasem pokazujesz na blogu i insta w pełnej krasie i tylko pozazdrościć:) ja tu mówię o prawdziwych problemach! a girlandę widziałam u Ciebie - ekstra, jak i cała sypialnia.

      Usuń
  11. wszystko wygląda tak spójnie. biel/czerń i dodatek szary/róż - pięknie to wygląda!

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudnie! Lustro mam takie samo, ale przezornie powieszone poziomo :) Jeszczem nie gotowa żeby się napatrzeć i znienawidzić. Może po porodzie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. absolutnie pięknie!
    ja rozpoczęłam akcję odchudzanie od wczoraj. nie mogę nawet liczyć na bobasa- choć moje bobasy w swoim czasie nie sprawdziły się w roli odchudzaczy, mleko owszem wyciągały ale nic więcej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. paskudy jedne, no, a tyle się nasłuchałam, jak to się pięknie chudnie karmiąc piersią - guzik! trzymam kciuki :)

      Usuń
  14. Twoje mieszkanie bardzo lubię i co byś w nim nie zmieniła to zawsze mi się podoba,
    wiem też doskonale jak ciężko wziąć się za siebie; ze mną jest z roku na rok coraz gorzej, w styczniu zawsze planuje zapisać się aerobik, jogę, zmienić dietę itp. ale jakoś tak schodzi się do następnego stycznia i nic, w tamtym roku nie pomógł mi nawet zakup (okazja na allegro) wymarzonej skóry z river island w rozmiarze 36 (noszę 40/42), może trzeba było sobie kupić w rozmiarze 38, było by łatwiej; co roku też kupuje sobie jakiś przyrząd do ćwiczeń i chyba brakuje mi już tylko bieżni, to też nie pomaga a do tego bardzo denerwuje mojego męża, w tym roku postanowiłam więc nic nie postanawiać, to mi się pewnie uda....
    Pozdrawiam,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak podobno jest, że bez tej spiny apetyt się normuje, ciało zaczyna współpracować, ale jak tu się nie spinać? ech, trudne to jest, zwłaszcza początki.

      Usuń
  15. "Bo Zośka niestety wysysała wszystko - mleko, energię życiową, tylko nie depozyty" - skąd ja to znam... Fajna, luzacka jadalnia! A najfajniejsze poczucie humoru. I pogoda ducha.

    OdpowiedzUsuń
  16. Aha. . Dieta. . Im bardziej się nie lubię ,że tu i tam za dużo mnie jest tym bardziej mam zły humor, że muszę sobie odmawiać niemal wszystkiego żeby wyglądać jak należy. Zawsze dieta idzie w parze z energią bo organizm nie traci jej już aż tyle na trawienie; ale i ze złością, że czekolada nie ma tyle samo kalorii co sałata:))
    Powodzenia! Trzymaj i za mnie kciuki. Razem łatwiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no wkurzające to jest jak nie wiem, to taka zmora życiowa. jeść uwielbiam, ale konsekwencje unieszczęśliwiają. bez jedzenia jest smutno i kusi, ale za to człowiek pięknieje i nabiera pewności siebie. umieć zachować kompromis to moje marzenie :)

      Usuń
  17. Kurcze bo masz duże mieszkanie...przynajmniej wizualnie...i zachciało mi się powiekszać kuchnie ale nie wiem gdzie ja wtedy z sypialnią się podzieję....:P
    Ps. napatrzyłam się u ciebie i kupiłam wiszącą otwartą półkę do kuchni....z tym że wchodzi mi ona z 9cm w światło okna...myslisz że to tragedia będzie???:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mhmm...no nie wiem, generalnie nie najlepiej, ale może jak umiejętnie poustawiasz na niej rzeczy? My też bez sypialni właśnie przez to wyburzanie :(

      Usuń
  18. Pięknie jak zwykle. Ja tez przestawiam ciągle meble,a tak z trzy razy do roku i najchętniej u córki. Uwielbiam Twój styl i wynalezione przez Cb cudeńka.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Super klimat! Taki skandynawski, ale nie za bardzo wyczyszczony... Figura się nie martw, przecież właśnie chudniesz karmiąc małą!
    Pozdrawiam
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie coś nie chudnę...z Zośką było to samo, nie starczyło karmienie niestety. dzięki, miło mi, że Ci się podoba :)

      Usuń
  20. Cudnie jak zawsze. A co do odchudzania, też sobie obiecałam,że od stycznia zacznę się ale jak na razie skończyło się na planowaniu i stosie ulotek z reklamami klubów fitness ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Ile Ty masz cudów :)) Lustra dużego to i u mnie brak :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Haha, ze skalpelkiem tudzież killerkiem mam tak samo. Końcówka starego i początek nowego roku to u mnie trochę problemów zdrowotnych, więc miałam wymówkę, za to powoli wracam do sprawnych, więc czas się wziąć za zimowe ciało ;-) Całuję!

    P.S.
    Plakat prezentuje się bosko! :-*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję jeszcze raz, też tak uważam! A pomyśleć, że mi mąż kadził, żeby już więcej nie znosić tego do domu, bo nie ma gdzie wieszać :) zdrówka więc!

      Usuń
  23. Haha pierwsze zdanie rozłożyło mnie po prostu na łopatki:))) No boska jesteś!:) Ja też staram się wrócić do formy po ciąży, zobaczymy jak mi to wyjdzie. Cudnie u Ciebie jak zwykle. Wielkie buziaki przesyłam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, powodzenia w takim razie życzę :)

      Usuń
  24. Jako posiadaczka takiego samego mieszkania niezmiernie zazdroszcze. Ja mam wlasnie postawiony ceglany murek pomiedzy przedpokojem a salono-kuchnia ale przez to nie wchodzi mi wiekszy stol. Ehh i tak zle i tak niedobrze ;) Przy takim mieszkaniu potrzebne sa kompromisy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie dlatego ja się bronię przed mocowaniem mebli do ścian i robieniem rzeczy na stałe, bo potem ciężko ruszyć, jak się zmieni koncepcja. u nas akurat ścianka między przedpokojem a jadalnią nie ograniczyłaby stołu, ale już barek mi nie włazi tam, gdzie był kiedyś...ech, potrzebujemy więcej metrów, zdecydowanie :)

      Usuń
  25. U mnie tez odchudzanie w progresie, ale dziś znów nagrzeszyłam.. Zjadłam 8 krówek w pracy (ale z jaką przyjemnością) wgapiając się w ekran komputera, i jak tu żyć? Pozdrawiam Edyta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. podnieś się, popraw koronę i zasuwaj dalej :)

      Usuń
  26. ;)))) też bym chciała zgubić co nieco ;D poszło mi ostatnio w boczki ;P praca siedząca i podjadanie nie wróży nic dobrego! grrr
    Kochana pięknie u Ciebie, tyle perełek!!! buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję! powodzenia z utratą boczków. ja cała wyglądam jak boczek :)

      Usuń
  27. Trzymam kciuki za zrzucanie zbędnych kilo. Mi od czterech lat jakoś się nie udaje, chyba za bardzo lubię jeść dobre rzeczy i nie kręci mnie życie na sałacie ;)
    Co do mieszkania to za każdym razem jak wrzucasz nowe fotki wnętrz to wydaje mi się, że ściany u Was są gumowe i jakimś magicznym sposobem je jeszcze poszerzasz ;) Efekt super. A i gdybyś nie wiedziała co zrobić z witryną to ja chętnie się nią zaopiekuję hihi ;))))
    Pozdrawiam noworocznie!
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dzięki, cieszę się, że udało mi się jakoś optycznie powiększyć mieszkanie. chciałabym zostawić witrynę, strasznie mi jej szkoda, na razie pojedzie do wiejskiego siedliska moich rodziców :)

      Usuń
  28. Slicznie u ciebie!
    Ja killerze od 1.01 właśnie powstał u mnie post o moim postanowieniu. Wszystko mnie boli i jest ciężko ale może razem damy rade?

    OdpowiedzUsuń
  29. dobra jest taka mobilizacja, ale ja na razie nie podejmuję wyzwania - i po raz pierwszy wierzę, gdy mówię "nie mam czasu" . ćwiczenia muszą jeszcze zaczekać aż Hanka będzie rzadziej jeść, póki co wisi na piersi, a czasu w przerwach ledwo starcza na ogarnięcie się.

    OdpowiedzUsuń
  30. Odkryłam Twój blog całkiem niedawno i przepadłam! Cieszę się, że tak często wrzucasz nowe posty pomimo braku czasu, z miłą chęcią czytam każdy kolejny. I z wielką przyjemnością czytam wcześniejsze i wcześniejsze wpisy. Masz lekkie pióro, za co bardzo Cię cenię.
    A w kwestii mieszkania, to przerobiony tzw. "układ szczeciński" z pokojami 16, 9 i 6 prawda? Widziałam takich mieszkań wiele, ale to jest absolutnym hitem. Nie mogę się napatrzeć, jak z takiego architektonicznego koszmarka można stworzyć przytulny kąt. Osobiście nie odważyłabym się jedynie na tak drastyczne otwarcie kuchni i jadalni na przedpokój, ale u kogoś ogląda się to bardzo przyjemnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. Super mieszkanko.
    My wlasnie jestesmy w trakcie remontu . Scianek nie moge wyburzacc, ale totalna rewolucja jest.
    Wiem ,ze chce biala kuchnie ale nie wiem jakie dobrac blaty i kafle . Chce ,zeby kuchnai byla jasna i przutulna.
    :)
    Polko masz jakie pomysly??
    Pzdrawiam.
    Ps. milutko u Was.

    OdpowiedzUsuń