Czy ja jestem już stara? Czy zdziadziałam?
Serio, martwię się, bo oto od jakiegoś czasu uwielbiam powroty. Kiedyś, gdy zbliżał się ostatni dzień wczasów, obozu, czy gdy dobiegał końca najzwyklejszy studencki wypad do czyjejś letniej chałupy, czułam smutek. Nieraz chowałam się po kątach z mokrymi oczami, pamiętam zasnute mgłą pakowanie plecaków, ściśnięte gardło podczas pożegnań i ostatnie tęskne spojrzenie na miejsce wypoczynku. Koniec każdego wyjazdu był smutny, zawsze. Jakiś cudowny czas miał już zostać tylko wspomnieniem, przede mną - powrót do opatrzonych kątów i rutynowych działań, wypakowanie bagaży i wielkie pranie.
Od niedawna przeżywam to zupełnie inaczej, nie straszne mi te bagaże ani wielkie pranie. Im bliżej końca nawet krótkiego pobytu, z coraz większą czułością myślę o swoim łóżku, własnej wannie i ulubionym kubku. Czy to przejaw starości, że męczą mnie wygibasy w obcych łazienkach, za twarde posłania, cudze rytuały? Wciąż lubię wyjeżdżać, cudowne są takie kilkudniowe zmiany planszy z
miejskiej na wiejską. Dobrze jest słuchać żurawi zamiast autobusów, wdychać polne wonie zamiast betonowych, zatopić się w zieleni, zdrzemnąć pod orzechem i oglądać zachód słońca nad polem. Teraz jednak nie przeciągam powrotu w nieskończoność, sprawnie pakuję torby, bez sentymentu zamykam bagażnik, nie posyłam tęsknych spojrzeń, nie odwracam się, jadę do domu. Żadnych mokrych oczu i ściśniętych gardeł. Rozpakowuję bagaże, zaczynam wielkie pranie, karmię kota, podlewam podeschnięte kwiaty, parzę herbatę w ulubionym kubku, rozkładam się we własnej wannie, koję wzrok kolorami, które uwielbiam. Opatrzone kąty i rutynowe działania dziś nie mierżą, a dają spokój i bezpieczeństwo. Już lubię powroty. Albo zdziadziałam albo wreszcie mam DOM.
Kubek w kropki Krasilnikoff i herbaty Tafelgut - Scandishop.
O! Było przemeblowanie w kuchni! :D Podoba mi się :) Chyba bardziej funkcjonalnie, co?
OdpowiedzUsuńA w temacie domu: mam to samo! Czuję, jak mi kręgosłup strzela na samą myśl o własnym łóżku! :D
no, to całe szczęście! a może to takie ciążowe wygodnictwo? :) przemeblowanie było, wróciliśmy do dawnego układu, żeby jeszcze upchnąć szafę przy drzwiach. wokół stołu tylko trochę ciaśniej niestety.
Usuństawiam na to drugie.. DOM :)
OdpowiedzUsuńok, uff:)
Usuńprzyjedź do mnie i wyczaruj takie piękne miejsce, jak u Ciebie :)
OdpowiedzUsuńalexanderkowo.blogspot.com
żebyś wiedziała, jak bardzo marzę o urządzaniu ludziom chałup:)
UsuńPieknie jest w Twoim domu, na pewno milo jest do niego wracac. Ja od kiedy mam corke uwielbiam byc w domu, lubie nasza codziennosc wg wlasnego,domowego rytmu. Dziwne,ale prawdziwe;)
OdpowiedzUsuńczyli to jednak przez dzieci i te własne domy:)
UsuńDOM! ja tez bardzo lubie moje cztery katy I ta rutyne I relaks...
OdpowiedzUsuńAleż przepiękne kadry Twojego domu:)
OdpowiedzUsuńOstatnio dokładnie też o tych powrotach pisałam, o tym jak cudownie jest mieć gdzie wracać i cieszyć sie na to:) Pozdrawiam Cię słonecznie:)
http://my-homeonthehill.blogspot.com/
dzięki, pozdrowienia!
Usuńbo dom to nasz azyl i z wiekeim doceniamy co mamy :)
OdpowiedzUsuńja tez lubię wyeżdżać ,ale powroty sa super !
inaczej jest wracać do domu w którym się wychowujemy za dzieciaka czy nastolatka kiedy wszystko jest zrobione pod gust rodziców a co innego wracać do swojego gniazdka, które urządziliśmy pod siebie :)
OdpowiedzUsuńo to, to chyba właśnie!
UsuńNie dziwie sie,że chce sie wracać do takiego gniazdka.
OdpowiedzUsuńPięknie mieszkasz, lodówka moje marzenie :)
Pozdrawiam
ale pięknie u Ciebie:-)
OdpowiedzUsuńczy mogę wiedzieć gdzie kupiłaś tą lodówkę??? świetna jest!
pozdrawiam
To lodówka retro marki gorenje, kupiona w jakimś internetowym sklepie z agd - nie pamiętam już, mamy ją od pięciu lat już.
UsuńJejku.. zakochałam się.
OdpowiedzUsuńObserwuję.
Uwielbiam Twoje kąty! Przyjemne, przytulne, przepiękne. A powroty są fajne chyba właśnie od momentu, kiedy ma się własne gniazdo :)
OdpowiedzUsuńDziękuję! chyba rzeczywiście dopiero "na swoim" stajemy się domatorami.
Usuńjeśli zdziadziałaś - to ja też :) pozdrawiam
OdpowiedzUsuń- wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej- MAMY DOM :)
pozdrawiam drugą zdziadziałą:)
UsuńCiocia z Londynu pisze. Nie zdziadzialas (nawet powiem,ze wypraszam sobie, bo mam tak samo), po prostu znalazlas swoj bezpieczny przyladek, calkowicie prywatny, osobisty, Twoj tylko.
OdpowiedzUsuńdzięki, ciotka, umiecie wy pozytywnie zinterpretować wszystkie moje odpały:)
UsuńChciało by się rzec-nie ma jak w domu :) To chyba normalne,że człowiek najlepiej czuje się we własnych czterech kątach ale u mnie jakichkolwiek wyjazdów jak na lekarstwo także gdy uda mi się wyjechać na te parę dni nad morze to nie chce się tak szybko wracać ;p
OdpowiedzUsuńBuziaczki ;0
:))
OdpowiedzUsuńAlbo 4 dni ze mną dały Ci się we znaki ;)
OdpowiedzUsuńJak tu się nie cieszyć na powrót do takiego pięknego miejsca, domu...Wszędzie dobrze ale w DOMU najlepiej.
OdpowiedzUsuń:)
ja mam takie same odczucia. dokładnie.
OdpowiedzUsuńJeszcze zanim dotarłam do końca postu pojawiła mi się myśl, że po prostu znalazłaś swoje miejsce na ziemi! A dom swoją drogą piekny - marzę o takim, ale co tam- mam jeszcze czas! Pozdrawiam ciepło!
OdpowiedzUsuń