sobota, 14 czerwca 2014

czas beztroski (i wakacyjny konkurs)



Ukąszenia komarów, które swędzą najbardziej, porzeczki prosto z krzaka - najlepsze w życiu, włażenie na drzewa, kąpiele w jeziorze, najczarniejsze siniaki i najjaśniejsze gwiazdy, najgłośniejsze świerszcze, najstraszniejsze letnie burze, nowe przyjaźnie na całe życie i przygody, których nigdy się nie zapomni - wakacje z dzieciństwa to totalna magia. 
Smakują pierogami z wiśniami, poziomkami i szczawiem. Te na wsi to także krowy i konie, kury, kaczki (a czasem nawet i drób oraz droga na Ostrołękę).

Nadchodzi czas beztroski i sielanki, długaśnych dni, wypełnionych wszystkim, co ekscytujące. Morze, góry czy las  - wakacje to czas kolekcjonowania wrażeń, zbierania wspomnień na resztę życia. Kto z nas zapomniał pierwszą podróż samolotem, pierwszy widok morza albo pierwszą letnią przyjaźń? Dla dzieci to czas najwspanialszy z wspaniałych, świat wtedy wygląda najpiękniej, smakuje najintensywniej, letnie zabawy są najpyszniejsze z pysznych. Nieważne, czy to babciny ogródek, czy tropikalna wyspa, nadmorska wioska czy jeziora mazurskie. Wszędzie jest teren do zabawy w indian, do letnich domków, szałasów, każde miejsce to kopalnia pamiątek - muszelek, szyszek, bursztynów czy kamieni. Wakacje z dzieciństwa kojarzą mi się właśnie z zabawą w dom, z budowaniem szałasów i tajnych baz razem z podwórkową bandą. Marzyłam jako mała dziewczynka o jakimś prawdziwym domku czy namiocie zamiast tych prowizorycznych. Dziś zamawiam Zośce najprawdziwsze (choć pastelowe) tipi do letnich zabaw i walizki na niezbędne gadżety i wakacyjne skarby. 




źródło: Pinterest

Wakacje to tylko pretekst, by je mieć - tipi dobre jest zarówno na słoneczne weekendy do sadu na wsi, jak i na popołudnia na balkonie czy pochmurne dni w mieszkaniu. Z myślą o lecie, ale do używania przez cały rok.  Z koleżankami, ze starymi, czy do samodzielnej zabawy w dom, zamek księżniczek, indiański wigwam, wysoką wieżę czy psią budę - jestem zakochana w tym pomyśle niezależnie od zastosowania.

To samo walizki - uwielbiam ich retro styl i uniwersalność. Zośka nosi w nich drugie śniadanie i swoje drobiazgi do babci na noc. W pokoju przechowuje w nich ludziki i spinki, latem zbiera do nich szyszki i muszelki.


źródło: Teepee

 źródło: Little Room

Z okazji nadchodzących wakacji zapraszam Was na konkurs z nagrodami idealnymi do letnich zabaw i przygód. Pierwsza nagroda - wybrany wigwam od teepee.pl, druga - wybrany zestaw walizek Forest Pink lub Forest Blue od Little Room.


Żeby wygrać:

1. Zostaw komentarz pod tym postem - opisz krótko swoje najfajniejsze wakacyjne wspomnienie z dzieciństwa.


2. Jeśli masz swojego bloga, umieść u siebie powyższy baner wraz z linkiem do tego posta.
3. Polub nas na Facebooku: Polkę, Teepee i Little Room.
4.  Udostępnij konkursowy baner z fanpage'a Polki na swoim facebookowym profilu.

5. Jeśli dodajesz komentarz jako anonim, wyślij go do mnie także mailem wraz ze swoim imieniem i nazwiskiem na thepolka.project@gmail.com

Komentarze można dodawać do poniedziałku 23-go czerwca, do godziny 12-tej.
Wygranych tego samego dnia do wieczora.

Wszystko jasne? To do dzieła - wakacje tuż, tuż!

68 komentarzy:

  1. Kiedy sięgam pamięcią w ten cudowny czas dzieciństwa, to bardzo ciężko jest mi wybrać to jedno jedyne najfajniejsze wspomnienie. Ale przy okazji tego, że nagroda taka fajna to i temat mi się nasunął w jednej chwili. Najfajniejsze wspomnienie to takie, kiedy razem z moim bratem i całą ferajną z osiedla chodziliśmy do pobliskiego lasu i budowaliśmy sobie szałasy. Każdy w innej części lasu miał swoje terytorium. Tak zbudowane, że zwykły człowiek spacerujący po lesie nie był w stanie naszej kryjówki zauważyć. Sama się teraz sobie dziwię, że potrafiłam tworzyć takie Teepee z kilku gałęzi i sznurka od snopowiązałki. To było coś. Nigdy nie zapomnę jak starsi koledzy wykopali sami ogromną dziurę w ziemi i do ich szałasu wchodziło się po schodkach w dół. Matko co to był za szałas! Prawdziwa twierdza :) A jak ktoś miał swoją prywatną huśtawkę z opony na sznurku w lesie zrobioną przez tatę...to był gość :) Podsumowując to wspomnienie to podziwiam jednak nasze mamy. Nie wiem czy miałabym teraz tyle odwagi, żeby puścić Zośkę do lasu na takie harce samą. A Teepee jest cudowne! Z przyjemnością zabrałybyśmy je na łąkę w niedzielne popołudnie :) Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polko- chyba wkradł Ci się mały błąd, po kliknięciu w Little Room wyświetla się Twój funpage ^^ :)

      Usuń
    2. ups...dzięki za czujność, już poprawione:)

      Usuń
  2. może jestem za duża, ale w sumie nie-genialne takie tipi. Sami mamy teraz jedno a le z kartonu-są boooskie :D ale chyba i materiałowe trzeba ogarnąć:D Aby wasze wakacje były cudne, kolorowe, słoneczne i wolne od komarów :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Och mam wiele wspomnień wakacyjnych ale jedno pamiętam najbardziej, typowe rodzinne wakacje pod namiotami, mama i całe kuzynostwo :) nasz obóz składał się z 4 namiotów ach ile było zabawy, szczególnie nad rzeką ;) czego my tam nie widzieliśmy, och a kogo my tam podglądaliśmy :P bliskie spotkanie z plywającym wężem który wystraszył nas prawie na śmierć ;) a i pogoda robiła nam psikusa i oblewała nas wodą aby zatopić później nasze namioty i te nasze podkopy aby ratować nasz dach nad głową ;) kto by pomyślał że mycie naczyń było fajną zabawą (nie tak jak teraz:P) wszystko było takie fajne, zycie takie bezstroskie.... hmmm w sumie teraz wakacyjne wycieczki też są ciekawe;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wakacyjne wspomnienia z dzieciństwa? To oczywiście letnie wyjazdy do babci na wieś, podczas których piliśmy mleko prosto od krowy i jeżdziliśmy na pole na traktorze wuja.To ganianie za krowami, gdy szły na pastwisko. To szwędanie sie po ogódku cioci i wyjadanie owoców. To czas kapieli w jeziorku lub przeskakiwania rzeczki opodal domu. To czas siedzenia do pózna na dworze i zabaw z okolicznymi dziećmi. To czas wieczornych ognisk, nocnych opowieści, łowienia rybek na wędkę z patyka i spania pod namiotem przed domem. To czas swobody, beztroski i śmiechu... Niedługo wakacje, które spedzę z moją dwójka dzieci - mam nadzieję, że też takie będą :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Największą hecą było zakopanie buta mojego brata dla zabawy wkupie żwiru która leżała obok domu który właśnie budowali rodzice.Niby dla zabawy nieb y płytko a jakoś tak but przepadł i bat został z jednym;-)
    nigdy nie został znaleziony i kto wie czy panowie murarze popiwku nie wmontowali go nasz w dom i tak mój brat odcisnął swój ślad hihi
    a drugie to wspomnienie mojej babci która karmiła kury i nagle przypomniała sobie że już godz.na msze wieczorną więc pobiegła a idąc do komuni znaczyła za sobą ślad ziarnem które sypało się z jej dziurawej kieszeni w fartuchu;-)
    buziaki

    OdpowiedzUsuń
  6. oczywiście biorę udział- stoję w kolejce po namiocik lub walizeczkę... może trafi mnie los szczęścia i moje dzieci uraduję tymi wspaniałościami :) zapraszam do siebie droga Polko:)
    www.shekoku.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. wszystko się zgadza: przyjaźń na całe życie, która zaczęła się we wspólnym kojcu, budowanie szałasów w stogach siana, podchody w lesie z resztą dzieciarni, testowanie odwagi na polach pokrytych stonką i dnie spędzane w jeziorze, aż skóra się całkiem pomarszczyła. szabrowanie na polach z truskawkami, gdzie pożerało się przy okazji z kilo ziemi, ciepłe mleko od krowy i babcine obiady. najlepsze jednak wspomnienia związane są z budą ochrzczoną "małym domkiem", naszą dziewczyńską ostoją, gdzie można było spać lub plotkować do bladego świtu. odbywały się tam regularne bitwy wszczynane przez naszych braci i nazywane szumnie "bitwami o mały domek", które polegały na bombardowaniu wodą z butelek, aż wszyscy byli przemoczeni, włącznie z domkiem. każdy koniec wakacji odczuwaliśmy boleśnie. nasze magiczne miejsce z wakacji ciągle istnieje, choć już zupełnie inne, przyjaźń rozdzieliło 3000 km, nie ma już ukochanego dziadka, ale chcemy je na nowo oswoić dla naszego synka. tipi będzie w tym na pewno pomocne;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Najwspanialszą wyprawą był wyjazd z Dziadkami do Szczawnicy gdzie nasz Synek stawiał pierwsze kroki na ich oczach. Dziadek to najwspanialszy przyjaciel Kubusia. Podziwiali piękne widoki, robili mnóstwo zdjęć i bili km. Nigdy nie zapomnę widoku Taty gdy oczy były wypelnione łzami szczęścia! Tego jak pięknie się bawili i uśmiechali do siebie. Kocham na nich patrzeć! Była i jest to miłość od pierwszego spojrzenia. W poprzednim roku Tacie morskie fale zabrały klapki gdy gonił Kubusia. Co rok mamy świetne wspomnienia. .najcudowniejsze jest to, że to jest takie prawdziwe!! To jest miłość! ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń
  9. Moje wspomnienie najpiękniejszych wakacji to czas, gdy byłam małą dziewczynką i całe 2 czy 3 miesiące spędziłam z dziadkami na ich działce. Pamiętam letni róż poziomek, świeżą zieleń młodego groszku, który łuskałam małymi paluszkami i połykałam słodziutkie ziarenka, żółć ciasta biszkoptowego... Jednak tym najwspanialszym wspomnieniem jest pewne uczucie, jakiego wtedy doświadczałam...

    Ma ono też swój zapach i przywołuje takie nieuchwytne wrażenie pewnej błogości... Taki drobiazg, a zapamiętam go na zawsze! Pościel. Tak, tak... takiej pościeli i takich zapachów nie czułam bowiem od wielu, wielu lat i chyba nigdy już się nie poczuję tak , jak wtedy. I nawet jak teraz o tym piszę, to kręci mi się w oku łza...

    Właśnie wtedy, w tamte wakacje babcia ubierała mnie w długie koszule nocne, a potem spałam we wspaniałej pościeli. Powiecie - jak to wspaniałej, to jaka ona była? Ano właśnie - zwykła, biała, z wykonanym przez babcię haftem, sztywna, krochmalona, pachnąca czystością, mydłem... Nic nie może równać się z tym uczuciem zapadania się w taką pościel - żadna kora, flanela czy satyna. Żaden płyn do płukania nie da takiego zapachu i żadne barwne tkaniny, cudne kolory, błyszczące czy zmieniające kolor niteczki nie zastąpią tamtej surowej, a jednocześnie niewinnej i pełnej ciepła bieli...Jedną taką poszewkę na pościel udało mi się po śmierci dziadków zachować. Nie używam jej, leży w szafce, mam wrażenie, że używanie jej teraz byłoby profanacją.
    Jednak kto wie, być może, gdy mój synek dorośnie, przekażę mu ją, a on z takim samym zachwytem zapadnie się w nią, dającą lekki chłód, w pewien wakacyjny wieczór...


    OdpowiedzUsuń
  10. Wakacyjne wspomnienia... jak to było pięknie. Beztroska zabawa od rana do nocy. Gra w gumę i w chowanego aż do upadłego. Wyjazdy na wieś gdzie z kuzynkami się bawiłam i mleko od krowy piłam. Razem graliśmy w piłkę - siatkówkę a siatką była - brama. My kontra sąsiedzi. Ach co to była za zabawa. I nawet sianokosy nie były nam straszne bo zawsze w nagrodę dostawaliśmy lody. I choć nogi były podrapane to jednak te chwile są niezapomniane. A wieczorami paliliśmy ognisko i piekliśmy kiełbaskę i ziemniaczki . Ta radość, ten zachwyt jest nie do opisania. Niby takie zwyczajne wspomnienia jednak warte bardzo wiele. Schowane głęboko w sercu. Dziś dzieci wakacje spędzają przed komputerem a sianokosy to wstyd. A ja jestem dumna z tego, ze mam takie piękne wspomnienia.... nie do odkupienia.

    OdpowiedzUsuń

  11. (późno) dziecięce, najwspanialsze na świecie, najdroższe i najcenniejsze wspomnienie lata 10 - letniej niegdyś żywiołowej Karoli w schronisku górskim w szczytnej, w mundurze szarym, z lilijką jedynie zapiętą na piersi...:

    - POBUUDKAA!!! Wstawać, wstawać! Który to zastęp ma dziś dyżur w kuchni?
    - eh...znowu my. Przedwczoraj patrol nad proporcem, wczoraj dzień wolny, więc wychodzi na to, że dziś kuchnia... - pomyślała Karola starając się zwlec jeszcze bezwładne ciałko z pryczy.
    Trzeba się pospieszyć! Szykuje się wyjście do miasta. Do szczytnej. Przed śniadaniem - jak zwykle - apel! Mimo żarliwego słońca godnie wyglądać trzeba! Jak przystało na wzorową druhnę, mundur, getry, kryte buty, wszystko musi leżeć idealnie! Drużynowa na apelu zrobi przegląd. Ostatnio Natalia miała przyszywała na nowo wszystkie niechlujnie wiszące guziki...
    Baczność! Spocznij... odmeldować się! Szybkie śniadanie, nie ma czasu! Czeka nas kolejna wyprawa!
    Raz, dwa, trzy. Chwila moment i już wszystkie harcerki ustawiły się swoimi zastępami w zwartym szeregu. Plecaki ciężkie, ale nie ma co! Kolejny dzień, trzeba zapracować na pochwałę! Na wieczornych apelach zawsze rozdawane są odznaki i sprawności za zdobyte umiejętności, pokonane lęki czy nadzwyczajne wyczyny.
    - Gdyby tak udało się zdobyć sprawność gitarzystki... - rozdumała Karola zaciskając sznurowadła w swoich traperach. - Większość druhen z drużyny już je posiada. Tak samo jak chustę... W drużynie jestem już prawie rok....
    Każde wyróżnienie dla młodej harcerki jest ważne. Przecież lubimy być doceniani za nasze starania, ale jest jedno, bardzo ważne i wyjątkowe wyróżnienie jakie może zaszczycić druhnę.. to przyznanie CHUSTY! Jest ona symbolem danej drużyny. Dowodem przynależności, dostają je tylko harcerki zaufane, sprawdzone a jej wręczenie owiane jest ogromną tajemnicą! c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
  12. - IDZIEMY! "Harcerz jest zawsze pogodny, więc narzekać nie ma co!" - krzyknęła Karola do swojej nieco zmęczonej już wędyjowaniem koleżanki. - Jeszcze 5 km i będziemy na miejscu!
    A celem wyprawy był Zamek w Szczytnej. Bo harcerki nie siedzą jedynie z gitarami przy ognisku. Harcerki się kształcą!
    No i szły te druhny, gdy nagle przy kamienistym potoku garstka młodych chłopców swój osobisty mundial odgrywała... Nagle jeden z nich zrobił zamach nogą by za moment piłka wysoko dryfująca po niebie jak kometa prawie w stronę potoku gnała. Bramkarz z prędkością światła znalazł się przy skarpie.. niestety. Nie obronił. Kometa ugasiła swój płomień w górkim, rwącym potoku. Speszenie, nie wiadomo co robić! Przecież tak ważny mecz nie może sie skończyć!
    - to jest właśnie to! Czas na mnie! - jeszcze nie zdążyła krzyknąć, a już jeden bucior leżał ściągnięty, a zaraz po nim drugi. Karola w samych skarpetach, zwinnie jak sarenka zbiegła ze skarpy i bez wahania zmierzyła się z rwącym strumieniem wody. Cięzko było nogi podnosić. Nurt nie był bardzo silny, ale jednak przekorny. Popychał, nie ułatwiał. Jednak piłka odbijająca się na kamieniach nie zdązyla uciec zbyt daleko. Karola szybko ją chwyciła poczym rzuciła z całych sił w stronę dopingujących ją harcerek i piłkarzy. Niestety pierwsza próba zakończyła się niepowodzeniem.
    - ah.. te dziurawe ręce! Co sie dziwić. Do tej gry używa się nóg, a nie rąk.
    Druga próba... UDANA! - ufff.. to jeszcze tylko trzeba się stąd wydostać...
    Z uporem ogromnym zmokła harcerka zaczęła przesuwać się w stronę kamienistego brzegu.. Ogromny szum wody zakłócał starające się przedrzeć krzyki koleżanek
    -KAROLA!! Karola wracaj! WRACAJ PO KAPELUSZ!
    No taak! Jeszcze tylko misja: odzyskać "czapkę z głowy" i będzie można akcję zakończyć!
    Chwila moment, a już Karola suszyła się na brzegu. Mecz uratowany! Harcerki wiwatowały! A Karola? No co.. zasłużyła na odznakę. No i dostała! I wyjątkowo nikt nie czekał do wieczornego apelu.. Już na miejscu przyznano Jej sprawność górskiego pływaka! :)
    (...)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wieczorny apel. Po kolacji dziś sprząta drużyna Anieli. Reszta ma czas wolny. Zapewne będą to jakieś zabawy i pląsy. Nie można też zapomnieć o uporządkowaniu swojej przestrzeni, w razie patrolu porządkowego. Gdy jedna rzecz leży nie poskładana wtedy drużynowa z przyboczną rozrzucają na środek całą resztę z szafki i należy posprzątać wszystko od nowa...
    Robi się już naprawdę późno. Nadchodzi cisza nocna. Na dobranoc ostatnie dziś słowa piosenki:
    "Jaki był ten dzień, co darował co wziął, czy mnie wywiódł pod niebo, czy zrzucił na dno?"
    Sen.
    - Karola, Karola budź się! Baczność! Masz trzy minuty na ubranie w mundur, START!- krzyknęła drużynowa w środku nocy. Była ok 2-3.
    - oeja jeja, co się dzieje, wszyscy inni śpią! Raz dwa, guziki nie chcą się zapinać. Z tego stresu zapomniałam jak wiąże się buty. Czy o czymś nie zapomniałam?! Getry, wiwijki, pasek, lilijka.. wszystko musi być na swoim miejscu!
    Drużynowa wraz z przyboczną zabrały Karolę poza obóz. (...)

    -Pobudka!! Pobudka!
    - Kolejny dzień - pomyślała Karola, poczym spojrzała na wieszak z mundurem i szeroko się uśmiechnęła. Jak co dzień, założyła bluzę, spódnicę, getry, wiwijki.. Tego ranka jednak do umundurowania przybył jeden atrybut. Jeden ale jak ważny! Spod kołnierzyka dumnie wyłaniał się habrowy zwis. Karola dumnie wsunęła nań pierścień, który to dostała razem z upragnioną chustą. Na apelu stanęła dumnie, ale w ciszy! Harcerki nie może cechować pycha. Muszą być skromne a zdobyciem chusty nie wolno się chwalić. Kolejne obozowe dni były tak samo, albo nawet dużo bardziej nacechowane przygodami. Mniejszymi, czy większymi. Nie ważne. Nie pamiętam! Ale tych wakacji, kiedy zdobyłam ten ważny atrybut zaufania, przynależności to nigdy nie zapomnę!

    PS> Fragment o tym jak przebiegało wręczanie chusty wycięłam celowo. Jest to bowem ogromna tajemnica i rytuał inny dla każdej drużyny.

    Pozdrawiam, Karolina K.

    OdpowiedzUsuń
  14. Moje najwspanialsze wspomnienie to wyjazd z rodzicami i znajomymi na biwak nad jezioro Dadaj. Jechaliśmy tam pomarańczowym "maluszkiem" załadowanym po brzegi. To był koniec lat 80 i trzeba było brać ze sobą wszystko, co mogło się przydać. Ledwo starczyło dla mnie miejsca ;P. Na pole campingowe wjeżdzało się po drewnianym mostku, który strasznie się bujał. Pamiętam to uczucie ... bałam się, że wpadniemy do wody. Na polu biwakowym warunki były kiepskie, mam na myśli toalety i prysznice. Po pieczywo trzeba było jechać kilka kilometrów ale ja uważam, że to były cudne wakacje. Nie było komórek, laptopów, telewizorów (ewentualnie małe radyjko).Biegałam całe dnie po wyspie z dziećmi znajomych. Pamiętam jak pomagaliśmy sąsiadom rozkładać namioty. Rok później pojechaliśmy w to samo miejsce i mieliśmy dodatkową atrakcję w postaci krów właściciela wyspy, które zaglądały do naszych namiotów korzystając z tego, że tata i wujek byli na rybach. Pamietam panikującą ciocię i mamę walącą w ganek. Ach ... cudowne czasy.
    Pozdrawiam
    PS polubiłam na facebooku jako Malwina Korcz- Andrzejewska
    PS na tych wakacjach miałam swoje tipi :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Moje wakacyjne wspomnienie które do dziś wywołuje na mojej twarzy uśmiech a zarazem ciarki na skórze!Lato Ja wraz z 3 starszymi siostrami bawiliśmy się na naszym pastwisku , rodzice trzymali barany i owce . Najstarsza siostra wpadła na pomysł aby zrobić wyścigi na owcach ! Tak wiec zaczęliśmy ganiać te biedne stworzenia i dosiadać jak konia ! zabawy było co nie miara gdy udało się najstarszej i średniej dopingowałam ! Wróciliśmy do domu cale brudne ( a wiecie jak to na pastwisku , trawa , odchody , itp.) śmierdzące , poobijane ale jakże szczęśliwe !:)
    fb https://www.facebook.com/profile.php?id=100002344381941
    blog https://www.facebook.com/profile.php?id=260134964140655&ref=ts&fref=ts

    OdpowiedzUsuń
  16. biore udzial
    moja najwspanialsz wakacje z dzieciństwa to kolonie od taty z firmy.Były wspaniałe ,wyjazd na 3 tyg nad morze, bez rodziców wśród wielu nowych kolegól i koleżanek.samodzielność i zabawy do białego rana. to było coś co nie zapomne nigdy
    fb.kasia sochacka
    obs.kasia sochacka
    piekny namiocik

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam wakacyjne wsponienie, które pamiętam jak by przez mgłę, bo mogłam mieć wtedy ze 4 lata.
    Wyszłam rano z domu bardzo wcześnie razem zmoim dziadkiem i razem z sąsiadem pojechaliśmy na pole ja oczywiście na koniu sonsiada :) Pamiętam podbieranie kurom jajek, łapanie motylków w siatki zrobione z firanki mamy, za której pocięcie miałam potem karę, i wspinanie się na moją ukochaną lipę przed domem. Ta dziecięca beztroska zawsze wywołuje na mojej twarzy uśmiech :)
    Udostępnienie na FB:
    https://www.facebook.com/joanna.galus.3/posts/741171029281073
    profil fb
    https://www.facebook.com/joanna.galus.3?ref=tn_tnmn

    OdpowiedzUsuń
  18. Mam wiele cudownych i niezapomnianych wspomnień ale jedno jest tym cenniejsze ponieważ były to ostatnie wakacje w naszej grupie, ponieważ niedługo potem siostra wraz z bratem i rodzicami przeprowadzili się daleko od nas. Mieszkałam razem z dwoma braćmi( Daniel i Krzysiek), a obok nas nasze cioteczne rodzeństwo( Karol i Justyna) i czterech sąsiadów którzy są za razem moimi kuzynami (Damian, Kamil, Grzesiek i Adrian). Często bawiliśmy się w rodzinę wiadomo mama, tata i dzieci a że było nas dużo to czasami i 2 rodziny powstawały ;) No ale doszliśmy pewnego dnia do wniosku, że jak to tak mama i tata bez ślubu i zorganizowaliśmy huczne wesele. Od samego rana razem z siostrą przygotowywałyśmy owocowe sałatki z tego co znalazłyśmy w ogródku, zrobiłyśmy przepyszne kanapki. Przyozdobiłyśmy stół kwiatkami, położyłyśmy babciną zastawę (na szczęście nie zauważyła jak jej ją wykradałyśmy ;) ). Ja założyłam najpiękniejszą sukienkę jaką miałam a siostra jako narzeczona wiadomo musiała mieć suknię ślubną więc trochę skróciłyśmy starą suknię jej mamy i była jak ulał. Chłopaki zajeli się przygotowywaniem obrączek z drutu, i szatą dla księdza oraz smokingiem pana młodego. Kiedy nadszedł czas ceremoni wszyscy wystrojeni powędrowaliśmy w stronę kościoła (służyła za niego kuchnia letnia). Najstarszy z kuzynów pełnił rolę księdza i stał razem z narzeczonym przy prowizorycznym ołtarzu. Siostrę natomiast tak jak w amerykańskich telenowelach prowadził mój brat jako ojciec a ja szłam przed nimi sypiąc płatki kwiatków. Było jak w bajce, do pewnego momentu oczywiście ;) Kiedy nadszedł czas przysięgi nastąpił niesamowity zwrot akcji ;D Kiedy ksiądz zadał pytanie Panu młodemu czy chce pojąc Justynę za żonę zrobił się cały czerwony, rzucił drutowym pierścionkiem przed siebie krzycząc, że nigdy i dał nogę. Wszyscy ruszyli w pościg za nim ale niestety nadażyła mu sie świetna okazja do ucieczki. Akurat drogą przejeżdżał pan wozem którego ciągnął koń. Pan młody uczepił się wozu i pojechał niezauważony przez woznicę tym samym zwiewając nam spod ołtarza. Kiedy woznica go zauwazył zeskoczył z wozu i pobiegł pod nieopodal biegnącą nas rzeczkę i tam siedział aż do samego wieczora. No cóż ślub się nie odbył za to uczta odbyła się bez problemów dla gości ;D Do tej pory gdzy ktoś tylko wspomni o tym ślubie przez 15 minut nie możemy powstrzymać sie od śmiechu. Zamiast uciekającej panny młodej mieliśmy uciekającego Pana młodego ;D
    Udostępnione jak Anna Zdunek Kowalczyk ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. https://www.facebook.com/anastazja.zdunek?fref=photo&ref=tn_tnmn

      Usuń
  19. Moje najfajniejsze wakacyjne wspomnienie to tygodniowy wyjazd z rodzicami nad jezioro.

    Był to mój jedyny wspólny wyjazd z rodzicami i zapewne dlatego ma w moim sercu szczególne miejsce. Odkąd pamiętam moja mama wiecznie zapracowana nie miała czasu na wspólne wyjazdy, a ja z rodzeństwem zawsze byliśmy oddelegowywani do cioć na wakacje aż do tego lata. Miałam 11 lat więc starałam się być bardziej poważna i dojrzała- pozowałam już na nastolatkę. Propozycja mamy na wspólny wyjazd była dla nas totalnym zaskoczeniem. Na początku było niedowierzanie, a gdy zrozumieliśmy, że ten wyjazd ma szansę dojść do skutku pojawiła się wielka euforia przeplatana z odrobiną buntu, bo z jednej strony miałam już 11 lat i wakacje z rodzicami były trochę obciachowe a z drugiej strony ogromna radość, że mogłabym spędzić wakacje wspólnie z rodzicami.
    Sam wyjazd wspominam wspaniale. Wspólne ogniska z kiełbaskami i rozmowami do rana, zbieranie grzybów i jagód, długie spacery po lesie, gry w karty i dużo śmiechu. Ten wyjazd zbliżył nas do siebie- nad jeziorem zaczęliśmy więcej ze sobą rozmawiać i nauczyliśmy się spędzać ze sobą czas.
    Wyjazd minął bardzo szybko, ale dzięki niemu znalazłam wspólny język nie tylko z rodzicami, ale też ze starszym bratem. Po powrocie udało się nam utrzymać zacieśnione więzi aż do dziś i mimo braku czasu na co dzień spotykamy się we wspólnym gronie co weekend.

    FB https://www.facebook.com/aneta.zareba.9?ref=tn_tnmn

    Fupage bloga: https://www.facebook.com/dzieciowakraina

    OdpowiedzUsuń
  20. Mhm... gdyz cale dziecinstwo spedzalam z rodzenstwem ( a mam ich az 6 ) u babci na wsi, ktora miescila sie na totatlnym odludziu, jedyna atrakcja dla nas bylismy my sami i to co natura dala :) czyli rzeki lasy i pola.. Tak wiec pewnego razu babcia odciagajac mnie i moja starsza siostre od zabawy w zbijanego wyslala nas po mleko do sasiadki, a ze daloko nie bylo bo po ukosie przez pola z 10 minut to sobie poszlysmy. szybko nam zeszlo gdy wracałysmy juz od sasiadki i bylysmy z jakies 100 metrow od jej domu uslyszalysmy dziwne odglosy odwrucilysmy sie ale nic nie zobaczylysmy ale gdy odglosy staly sie blizsze zaczelysmy sie rozgladac i zobaczylysmy ze goni nas jakies zwierze. W szoku stanelam jak w ryta ale siostra zazela na mnie krzyczec i ciagnac do przodu no i zaczelysmy wiac. po drodze moja siostra sie potknela i wpadla w wykopany dol stalam i wolalam nna nia zeby sie ruszyla bo biegnie na nia krowa ... w koncu siostra sie wygramolila z dolu i dobieglysmy do domu nie odwracajac sie za siebie. babacia nam nie uwierzyla ze gonila nas krowa bo przeciez z jakiej racji... nastepnego dnia okazalo sie jednak ze babcia miala racje bo to nie krowa tylko byk sie urwal i nas gonil:) od tamtej pory ani razu juz nie poszlysmy do sasiadki a rodzenstwo mialo xz nas ubaw i do tej pory jak jestesmy u babci to sie z tego smiejemy:)
    udostepnieniejako Ewelina Ciarkowska

    OdpowiedzUsuń
  21. Moje najfajniesze wspomnienie wakacyjne z dzieciństwa to wakacje w Polsce u babci.

    Wyjechałam z kraju jako mała dziewczynka,zostawiłam przyjaciół,szkołę i ukochaną babcię.Wyjechałam z rodzicami.Tęskniąc za Polską na kalendarzu rok w rok skreślałam dni do wakacji,planowałam i nie mogłam się ich doczekać.Długa podróż w autokarze była dla mnie cudownym ich rozpoczęciem,niecierpliwie wypatrywałam granicy i znaku ''Witamy w Polsce'',bo potem już tylko 2 godzinki i byłam u babci.Wpadałam jej w ramiona,i nie mogłam przestać się tulić,a z oczu kapały mi łzy szczęścia,że jestem tu znów.Cały okres wakacji był zawsze cudowny,miałam moich przyjaciół blisko siebie,z którymi nie mogłam się nagadać, przecież tyle było do opowiadania,znów mogliśmy godzinami chodzić po lesie,bawić się nad jeziorem czy na trzepaku.Rozkładaliśmy namiot i kilka nocy spędzaliśmy na opowiadaniu sobie historii o duchach,a potem łapiąc się za ręce i trzesąc ze strachu zasypialiśmy.:) Na każdy dzień mieliśmy inne plany,było tego tyle że nie mieściliśmy się w czasie,jakie to było inne od dni spędzanych w w Niemczech gdzie czułam sie bardzo samotnie i obco.A tu miałam tyle atrakcji,tyle ciekawych miejsc,tyle kochanych ludzi wokół siebie...a babcia dogadzała nam zawsze pysznymi koktajlami truskawkowymi i ulubionymi ciastami i zawsze gotowała moje ulubione pierogi.Dni leciały szybko i pamiętam że im bliżej było końca wakacji tym mój uśmiech był coraz rzadszy,jedynie myśl że na kolejne wakacje znów tu przyjadę dodawały mi otuchy.Pamiętam że kilka razy rodzice zaproponowali mi wakacje we Francji lub nad ciepłym morzem,zawsze odmawiałam - bo ja miałam swoje ukochane miejsce wakacji w Polsce,u babci i z moimi przyjaciółmi,nigdy nie żałowałam że zamieniałam wakacje o których niejeden marzy na ten polski,swojski klimat.Moje wakacje w Polsce zawsze były wspaniałe i dzięki nim przetrwałam w Niemczech do ukończenia 18lat gdy mogłam już wrócić tu na stałe. Polska jest moim krajem wakacji z dzieciństwa,do którego zawsze chciałam wrócić i wróciłam :)

    https://www.facebook.com/kasia.kucharczyk1

    OdpowiedzUsuń
  22. Wspomnienia z dzieciństwa mam do dziś w głowie i sercu, bo przyjemnych chwil się nie zapomina... Związane są one przede wszystkim z urokliwą wsią, gdzie przyszło mi wtedy żyć. Do dziś pamiętam zapach świeżo skoszonego siana, smak cista drożdżowego ze śliwkami czy świeże mleko prosto od krowy z puszystą pianką. Najpiękniejsze było lato, gdy w letniej kwiecistej sukience mogłam biegać z koleżankami po łące i siłą trzeba było nas zabierać do domu na obiad, bo mogłyśmy wtedy bawić się od rana do wieczora. Była zabawa w dom i pieczenie ciast z błota wymieszanego z przeterminowanym proszkiem do pieczenia z kuchni babci, które o dziwo na słońcu wyrastały. Nie zabrakło też "szkoły", gdzie pilnie uczyła się lalka Zuzia a miś Maniek był niezłym urwisem. Niezłą frajdą była jazda na wozie pełnym siana, które zwoził dziadek i palenie ogniska po wykopkach. Smak ziemniaków z masełkiem pamiętam do dziś:) bardzo lubiłam chodzić także na spacery do lasu i na grzybobranie. W lesie razem z przyjaciółmi mieliśmy domek nad potokiem i tam spędzaliśmy wiele czasu. Ze znalezionych w lesie pniaków zrobiliśmy sami stolik i siedziska i tam czytaliśmy bajki i wiersze. Najpiękniejsze wspomnienie z dzieciństwa to były właśnie baśnie, których uwielbiałam słuchać, gdy czytała je babcia lub mama. Bardzo szybko sama nauczyłam się czytać i idąc do "zerówki" sama już czytałam a świat magicznych przygód i bajek pochłaniał mnie bez reszty. Do dziś mam wiele ulubionych bajek, które przechowuję dla potomnych:) Nie potrafiłabym się ich pozbyć, bo mają one dla mnie wartość sentymentalną i przywołują miłe wspomnienia.

    na fb:Bernadeta Bomba

    OdpowiedzUsuń
  23. Spróbuję i ja zawalczyć:)Kiedy myślę o wakacjach mojego dzieciństwa widzę morze...i nie, nie mieszkałam nad nim niestety, ale doskonale pamiętam jak bardzo czekałam na dwutygodniowe wczasy z rodzicami, które mogłam tam spędzić.Jeździliśmy kilkanaście lat w jedno i to samo miejsce, ponieważ były to wyjazdy z zakładu pracy taty, ale nigdy mi się to nie znudziło, czekałam naprawdę cały rok na te dwa magiczne tygodnie i chociaż pierwsze wyjazdy odbywały się pracowniczymi autobusmi, bez klimy i luksusów i trwały całą noc, aby z południa kraju dotrzeć nad Bałtyk, wspominam to z wielkim rozrzewnieniem, byliśmy wówczas jednością nie tylko jako rodzina,ale jako wszyscy jadący wczasowicze:)
    Kilka lat temu pojechałam tam z mężem i synami, koniecznie chciałam pokazać im kawałek magicznego świata, niestety nie mieli takiego wrażenia, przecież to zwykły nadmorski ośrodek i to mocno nadgryziony zębem czasu- mówili...cóż oni mogą jednak wiedzieć, to przecież ja obchodziłam tam 3,4,5...11 urodziny:):)
    Wakacje jednak jak wiadomo to nie dwa tygodnie, ale dwa miesiące, więc pozostały czas również pozostawał do zagospodarowania i był a jakże:):)Spędzałam go z najbliższymi z podwórka pod rododendronem i nie jest to niestety nazwa bawialni, ani klubu osiedlowego, ale bardzo dorodny krzew, pod którym zmieścił się drewniany stolik, ławeczka i półka na zabawki( takie naturalne tipi:)). To był nasz domek na wszystkie słoneczne wakacyjne dni, pieknie pachniał i czasem sprzedawałam do niego bilety wstępu, bo przecież był mój:):)Dziś nie mogę podobnego zapewnić synkowi, ale przy odrobinie szczęścia, może mieć swój też całkiem, całkiem uroczy:):)
    Anka R.

    OdpowiedzUsuń
  24. Piękne nagrody! Córka Nikola byłaby wniebowzięta gdybyśmy wygrały takie cudeńka:)
    Bardzo podoba mi się Twoje zadanie konkursowe:) Rozmarzyłam się...
    Powiem Ci, że miałam wspaniałe dzieciństwo, a czas wakacji wspominam z wielkim uśmiechem na twarzy:)
    Mój sezon wakacyjny zawsze zaczynał się od turnusu nad polskim morzem, a potem wakacje u babci na wsi! Bajeczne, wymarzone, szalone, niezwykłe, wyjątkowe...
    Mam wiele pięknych chwil w pamięci!

    Bieganie boso po świeżej trawie,
    picie mleka prosto od krowy,
    zbieranie jagód w lipcowe upalne dni,
    wielogodzinne spacery po łąkach, polach,
    grabienie siana, zrzucanie żyta z wozu, wiązanie snopków słomy,
    uciekanie przed kąsającymi gęsiami,
    przejażdżki rowerowe po cudownie pachnących lasach,
    buszowanie w stodole babci ( kryjówki, skakanie z większej kopy siana na mniejszą)
    szperanie na strychu i wyszukiwanie niezwykłych rzeczy do zabawy
    wielogodzinne rozmowy z babcią o czasach zamierzchłych, wojennych,
    jedzenie jabłek prosto z drzewa, marchewek z pola,
    nocne kąpiele w rzece,
    ogniska ,
    spotkania i dyskoteki ze znajomymi
    pierwsze papierosy, picie wina :)
    pierwsze miłości, pierwsze złamane serca
    to i wiele wiele innych
    zapisanych na zawsze w mojej pamięci i pamiętniku, który mam do tej pory i do którego zawsze wracam gdy chcę poprawić sobie humor

    Oddałabym wszystko za jeden dzień moich wakacji z dzieciństwa !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  25. Moim najfajniejszym wakacyjnym wspomnieniem z dzieciństwa jest pierwszy wyjazd z rodzicami nad morze i zobaczenie po raz pierwszy "duuuuużej wody" oraz latarni morskiej. Widok z latarni był niesamowity :)
    W dzisiejszych czasach wyjazd nad polskie morze nie jest niczym specjalnym, ale dla mnie wtedy było niesamowitym przeżyciem i najcudowniejszym wspomnieniem.
    na fb jako Paulina Matuszewska

    OdpowiedzUsuń
  26. Wspomnienia z wakacji..hm....już na samą myśl łezka w oku się kręci. To wyjazd do Babci i Dziadka na wieś, karmienie kur, gonitwa za baranami na łące, ucieczka przed złośliwymi indykami ( do dziś się ich boje), szukanie jaj w kurniku, 2 dniowy prosiaczek przyniesiony do łóżka przez babcię, jakby był to jakiś szczeniak, zwożenie słomy z pola, skakanie po zbożu w przyczepie i wybieraniu z niego biedronek, chleb z masłem i truskawkami i mleko prosto od krowy...nie wiem, czy teraz dzieci mają takie wakacje. Gonitwa za pieniądzem, zagraniczne wycieczki, siedzenie przed tv czy komputerem...a szkoda, bo to były cudowne wakacje. W tym roku moja córa skończyła rok i w wakacje ruszamy na poszukiwanie krowy, na szczęście babcia mojej Córeczki, a moja teściowa ma kurki, kaczuszki, małe kotki, króliczki, więc mam nadzieję, że wspomnienia z wakacji mojego dziecka będą równie piękne, tak jak moje :)
    katarzyna Bujaczek
    k.bujaczek@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  27. Najfajniejsze wakacje w dzieciństwie przeżyłam jak wyjeżdzałam do mojej ciotki,wujka, kuzyna i kuzynki na wieś to były prawdziwe wakacje .Będę o nich pamiętac do końca życia. W wieku 4 lat przeprowadziliśmy się do bloków cały czas bloki, hałasy, brak własnego placu , ulice na około jednym słowem nuda. A jak się jechało do ciotki to było życie-PRZYGODA tak było co robic chodziliśmy na pole grabiliśmy siano robiliśmy wysokie kupy siana i skakaliśmy po nich, rzucaliśmy się sianem atrakcja jakich mało przy tym byliśmy czarne jak murzynki tak nas słoneczko na polu łapało;) . Pamiętam jak nas wujek wczas rano budził żebyśmy szły z kuzynką nakarmiły kury, króliki, a najśmieszniejsze było ściąganie mleka od krów ubaw był i wielka odpowiedzialnośc ;D moja kuzynka już miała wprawę jak nie bardzo i pamiętam że się zagapiłam , cycka nacisłam a mleko mi chlus w twarz chyba sobie możecie wyobrazic moje zaskoczenie i ten krzyk :))) i to sa chwile których się nigdy nie zapomni.Zbieranie truskawek z cioci ogródka było tez ciekawe bo wszystkie szły od razu do buzi a nie jak ciotka prosiła do domu do ciasta ;) ogórki, pomidory były zrywane ze szklarni to był prawdziwy smak tych warzyw pamiętam do dziś. Pewnego razu wybraliśmy się na ryby każdy z nas miał wędkę to była dla mnie nowośc nigdy wczesniej nie byłam na rybach tak nam się spodobało że byłyśmy prawie cały dzień i złowiłam 2 rybki może nie dużo ale jak na początkującą dla mnie to był sukces i byłam bardzo dumna z Siebie ;) Wakacji na WSI nie da się niczym zastąpic , są to wspaniałe wspomnienia na całe życie. Marze o namiocie dla córeczki żeby mogła go wykorzystac u cioci na WSI ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podpis:Malwina Duchnowska

      Usuń
  28. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  29. Mam na imię Karolina mam 6 lat i mieszkam z rodzicami w małej podlubelskiej wsi. Wschód tu czuć pełną piersią, bieda aż piszczy dookoła a w powietrzu unosi się zapach beznadziei. Pośród tego wszystkiego stoję ja-chłopczyca numer 1 we wsi zwana:Karolek(tata zawsze chciał mieć syna).Z porozbijanymi od upadków kolanami i buzią brudną od czereśni. Jest sierpień 1992roku,żar leje się z nieba a kurz drapie nozdrza. Biegniemy całą bandą: ja i sześciu chłopaków do naszego ukochanego miejsca. Do naszej bazy. Wtedu dla nas była całym światem,teraz kiedy jeżdże do rodziców na wieś ciągle oczom nie wierzę że ona jeszcze stoi. Stara ,drewniana stodoła na której znać ducha czasu. Już wtedy,kiedy się tam bawiliśmy była w nienajlepszym stanie. Dziury były tak duże że wystawialiśmy przez nie ręce. Dach skwierczał przy mocniejszym podmuchu wiatru,a na belkach widać śladu małego pożaru,który niechcący wywołaliśmy. Do dziś widnieją wydrapane nasze imiona. To były najpiękniejsze wakacje w życiu. Codziennie przychodziliśmy do naszej bazy. Ustalaliśmy plan wojny,albo składowaliśmy broń(kamienie,gałęzie,proce). Każdy z nas miał brudne ręce którymi zrywaliśmy jabłka kradzione od starego dziadziusia. Nogi mieliśmy tak czarne od brudu że zanim wróciliśmy do domu to moczyliśmy je z kałużach żeby mama nie krzyczała.Na podarte ubrania sposobu już nie było.Ale to najpiękniejsze dzieciństwo jakie mogłam sobie wymarzyć. Dziękuję Mamo,Dziękuję tato za brud,dziury i biedę dzięki której rozwinęła wyobraźnię i wyrosłam na porządnego człowieka! Na fb jako Karolek Karoluszek Lineczka192@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  30. Mieszkałam z rodzicami w kamienicy...pomyslelibyscie pewnie było szaro,buro i ponuro-nic bardziej mylnego-jako jedyna kamienica mieliśmy duuuze podwórko z ławkami,huśtawkami,karuzelami( na tamte czasy luksus) ;)Towarzystwo było w jednym lub zbliżonym wieku,było nas sporo-wiec i wakacje mieliśmy razem i tak bardzo na nie wszyscy czekaliśmy,by zacząć ,,łobuzowanie"-ale takie pozytywne;)Za płotem mieszkańcy mieli swoje ogródki działkowe a na nich swoje warzywka i owoce..Pamiętam ta adrenaline jak skakaliśmy przez płot-(oj nie jedne portki sie podarły na nim)by najeść się do woli nie koniecznie dojrzałego agrestu-kwaśny był jak cholera( do teraz zbiera mi sie ślina na samą myśl),kwaśnych wiśni i twardych mirabelek,gruszek niedojrzałych i papierówek z robakiem,marchew z ziemi opłukana na ,,odwal sie" smakowała naj...nikt z nas sie nie martwił bólem brzucha,zarazkami itp i jakoś nawet na zdrowie nam to wyszło:) po ,,posiłku" graliśmy w ,,komórki do wynajęcia",rysowanie patykiem po piachu-,,państwa i miasta" i skakanie z niskiego dachu-kto dalej.Jak było ciepło rozkładaliśmy koc i piliśmy....uwaga...wodę z kranu z wrzuconymi landrynkami z nadzieja,że woda zmieni smak i kolor:))) Oj...to były wspaniałe beztroskie czasy do których często ze znajomymi wracamy i zastanawiamy się czy nasze dzieci też będą umiały wymyślić zabawy ,z niczego" ? :) Dziekuję,że dzięki Wam mogłam choć na chwilkę ,,tam" wrócić;) Emilia Rosik

    OdpowiedzUsuń
  31. Najfajniejsze wakacje u Babci <3 we Wrocławiu, w bloku, co roku od kiedy miałam 4 lata, całe dwa miesiące. To były piękne chwile w gronie przyjaciół...
    Dziś nie ma już Babci (odeszła 25 grudnia 2013), przyjaciele zniknęli... dobrze, że jest kilka zdjęć i mnóstwo wspomnień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. masz nowych przyjaciół, którzy bardzo Cię/Was kochają :** :))) / Kasia

      Usuń
  32. Cześć!
    Moje najbardziej utrwalone wspomnienie z dzieciństwa:
    Jestem z tego pokolenia, kiedy Internet jeszcze nie był tak bardzo popularny. W wakacje praktycznie nie było mnie w domu. Zawsze było coś do zrobienia na dworze. Wspólnie z podwórkowymi znajomymi budowaliśmy tzw. bazy w krzakach a prawdziwym rarytasem była ziemianka, którą wykopał mój brat z chłopakami na łące. Przykryli ją chwastami i liśćmi i nie była w ogóle widoczna. Prawdziwa kryjówka! Na początku nie pozwalali nam dziewczynom się z nimi bawić, ale w końcu przekupiłyśmy ich własnoręcznie zrobionymi kanapkami oraz kompotem i już byłyśmy ich najlepszymi kompanami w zabawie. Chciałabym chociaż na jeden dzień wrócić do tamtych czasów i poczuć się beztrosko jak dziecko tak po prostu... :)

    Udostępnione i polubione na https://www.facebook.com/cherrilady
    /Kasia

    OdpowiedzUsuń
  33. Witam, bardzo proszę o sprecyzowanie określenia "krótko opisz", ponieważ już dziś widzimy elaboraty na 3 komentarze. Może ograniczy organizator wypowiedź do liczby iluś słów (200-300?). Bo tak, to aż się robi trochę niesmacznie :) Pozdrawiam, Ania

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najlepszy spoaob na brak talentu jest zanizanie poziomu i ograniczanie uczestnikow. To dopiero niesmacze ;)

      Usuń
    2. Skoro w regulaminie konkursu jest napisane ,,krótko,, to chyba coś znaczy... zgadzam się co do sprecyzowania, w przeciwnym razie książkę można na ten temat napisać....
      Agata

      Usuń
  34. Z moim ukochanym dziadziusiem Bronkiem wakacje nabierały innego wymiaru. Miał on głowę pełną pomysłów ,a swojej wnusi przychyliłby nieba. Pamiętam go jako wysokiego,szczupłego ,schorowanego staruszka,lecz z jego wnętrza wychodziła ogromna moc,siła. Która jednała sobie ludzi i unosiła go ponad wykańczającą chorobę. Ale ja pamiętam jego wspaniałę zabawy.Spędzaliśmy razem całe wakacyjne dnie, kiedy rodzice byli w polu. Pamiętam jak dziś wyrzeźbiony z kawałka drewna mały gwizdek.Biegałam jak szolona bosymi stopami po mokrej trawia i gwizdałam chyba pół dnia.Pamiętam jak pozwalał mi skakac po kałużach. Ciepła woda zmieszana z błotem bryzgała po twarzy i wpadała między szpary w zębach.Pamiętam jak wchodziliśmy razem po czereśnie na sam szczyt.Bo tam zawsze były najbardziej czerwone. A w południe spaliśmy w cieniu pod gruszą na dziurawym kocu miętosząc z zębach źdźbło trawy. Na fb Karolek Karoluszek

    OdpowiedzUsuń
  35. Mam wiele wakacyjny, cudownych wpomnień. Mieszkałąm w małym miasteczku, na ulicy, na której mieszkało dużo dzieci. Naszą coroczną zabawą była zabawa w domek. Przez całą zimę gromadziłam w piwnicy wyjątkowe słoizki, pojemniczki, talerzyki itd. Jak tylko nadchodził letni czas wyciągałyśmy wszystko i urządzałyśmy sobie na podwórkach domki. Każda z nas starała się aby jej był jak najpiękniejszy. Mamom podkradałyśmy mąkę, ryż, mannę i inne składniki spożywcze do "gotowania".
    Odwiedzałyśmy się na kawkę z naszymi dziećmi, wspólnie chodziłysmy na zakupy itd. To były cudowne chwile bo mimo rywalizacji o jak najpiękniejszy domek nigdy się nie kłóciłyśmy.
    Oprócz tego mo najwspanialsze chwile to wycieczki z babcią i dziadkiem na jagody do lasu. Babcia zawsze dawała mi po kryjomu jagody do mojej kanki, abym miała więcej uzbierane;)
    Babcia zabierała nas na łąkę gdzie zaplatała mnie i moim kuzynkom wianki na głowę. Zakładałyśmy nasze spódnice, które mocno się kręciły i w tych wiankach tańczyłyśy boso po trawie.
    To były prawdziwe beztroskie wakacje. Nigdy nie byłam na prawdziwych wakcjach z rodzicami, ani nad morzem ani w górach bo przy trójce rodzeństwa dla moich rodziców to było nierealne, ale chodziłyśmy z siostrami na miejski basen, tata zabierał nas na wycieczki rowerowe na skałki, na jurze krakowsko - częstochowskiej.
    Teraz moim chłopcom staram się zapenić beztroski wakacyjny czas. Też jeździmy na wycieczki rowerowe, zapraszamy ich małych przyjaciół na wspólne zabawy. Łazimy po drzewach, dachach od szopek i ja przy mich dzieciach po raz kolejny przeżywam swoje dzieciństwo ze zdwojoną siłą:)
    Uwielbiam być mamą i cieszę się z tego czasu.
    Mój synek młodszy mówi, że nie cierpi lata i wakacji i najbardziej lubi zimę. Gdy pytam go dlaczego, to mówi, że zimą nie ma komarów, a latem go gryzą. Taki namiot byłby idealnym rozwiązaniem do naszych letnich, wakacyjnych zabaw.
    Chciałąbym aby mój synek pokochał lato:)
    Pozdrawiam!
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  36. Mam brudne nogi, całe mokre i brązowe od mułu. Kawałki trawy się poprzylepiały a piasek przyjemnie drapie między palcami. Upalne wakacje dawno, dawno temu, na wsi. Najpiękniejsze w moim zyciu i ostatnie jakie pamiętam z dziadkami. Nieopodal ich domu jest mały staw, wtedy wydawał mi się morzem. Płacząca wierzba zanurzała w wodzie swe długie gałęzie . Tafla wody odbijała błękitne niebo, a w powietrzu unosił się zapach niepokoju przed burzą. Ja mały Krzyś z burzą blond loków na głowie nie myślałem długo co by tu robić. Długi sznur przyczepiony do drzewa był moją lianą a ja niczym tarzan ratowałem Jane z opresji. I co chwilę echo niosło po okolicy głośne „plum”.I już każdy wiedział, że przyjechałem do dziadków na wieś. Tylko wychodząc z wody grzążłem w mule i zawsze miałęm brudne nogi.(Krzysztof woźniak)

    OdpowiedzUsuń
  37. Mam bardzo mało wspomnień z dzieciństwa, może dlatego,że było ono moim najgorszym okresem w życiu. Ale jest takie jedno miłe wspomnienie z wakacji, do którego często powracam. Miałam 9 lat. Czułam się duża i ważna. Ale byłam też zakompleksiona i miałam głowę wielką marzeń. Uwielbiałam spacerować, zrywać kwiaty i moczyć bose nogi w strumieniach. Byliśmy z moim ciotecznym bratem i ciocią w Doktorcach. Mała miejscowość, z pełną wirów rzeczką,a w niej , w środku lasu ośrodek wypoczynkowy z drewnianymi domkami. My mieliśmy domek na skraju ośrodka tuż przy wyjściu na piękne łąki. Czułam się wspaniale, lekko i radośnie. Były dzieci, nawet sporo i plac zabaw niedaleko. Spędzałam tam całe dni. Najczęściej wskakiwałam na huśtawkę i bujałam się wysoko,wysoko tak by bosymi stopami dotykać nieba. Był tam też Ryszard. Miał 16 lat i był nieziemsko przystojny. Przynajmniej wtedy tak go widziałam. Bujał mnie na huśtawce a pewnego dnia jak spacerowaliśmy uplutł mi wianek z mleczy. Zakochałam się. To była moja pierwsza miłość. On kiedy wieczorem musiałam iść spać, z chłopakami zaglądał mi przez okno ,taki lufcik pod samym sufitem do domku i rozmawiał ze mną, dopóki ciocia nas nie pogoniła.
    Chodziłam do niego do domku,do jego rodzeństwa, a jego mama przygotowywała nam kogiel mogiel. Jadłam go wtedy pierwszy i ostatni raz w życiu.
    Słońce, woda błyszcząca w jego promieniach, ciepłe spojrzenie tego chłopaka, pięknie ukwiecone łąki. Cudownie jest wspominać takie chwile. Te pierwsze tęsknoty, radość z odkrywania nowego, czyste niewinne uczucie.

    OdpowiedzUsuń
  38. Swoje wakacje generalnie wspominam najfajniej, najfajniejsze jest to, że zawsze je spędzałam razem z rodzicami i bratem i tak też mamy zamiar spędzać teraz każde wakacje z naszą Hanią, nie ważne gdzie i jak, ważne, że razem :) W ciągu roku praca, zajęcia, generalnie oprócz weekendów gonitwa, ale w wakacje zawsze można wykraść parę tygodni i spędzić je razem. Jeśli już miałabym wybrać jedno wspomnienie, to chyba byłyby to nasze wspólne wycieczki z rodzicami, bratem i dziadkiem na grzyby, a w szczególności na BORÓWKI! Wracaliśmy zawsze z bratem fioletowymi dłońmi, ubraniami i wywieszonymi językami. Oczywiście z borówkami nie w wiaderkach, a w naszych brzuchach. Dziadka już z nami nie ma, ale piękne wspomnienia i zdjęcia, które je uwieczniły pozostały! Nie jest to wspomnienie jakiś super wczasów, w super hotelu, z super jedzeniem.... Ale takie wspomnienia nie mogą się z nim równać. Rodzina, śmiech, mnóstwo śmiechu, wspólne chwile razem na zwykłych, prozaicznych czynnościach - to jest to. Bo skarb w zyciu, to umiejętność cieszenia się z prostych rzeczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udostępnienie na fb: Anna Marszałek (Włoch)

      Usuń
  39. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  40. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  41. Mój album ze wspomnieniami z wakacji jest pełen. Krótkich, pastelowych migawek, gdy byłam zupełnie mała, a także pikantnych historyjek z burzliwego okresu nastolęctwa. Jednak najpiękniejsze wspomnienia zaczynają się od momentu, gdy na wakacje zaczęła jeździć z moim przyszłym mężem.

    Wspólnie przeżyliśmy burzę stulecia w środku lata na Placu Świętego Piotra w Rzymie, gdzie byliśmy jedynymi ludźmi stojącymi w strugach deszczu i podziwiającymi kapiące się cuda miasta. Razem kąpaliśmy się w turkusowych jeziorach w parku narodowym w Chorwacji.

    Jednak najpiękniejsze wspomnienie mamy z wakacji, które mieliśmy rok temu. Wybraliśmy się pod namioty do greckiej, dzikiej zatoki, gdzie z dala od niemal jakiejkolwiek cywilizacji spędziliśmy miesiąc. Pewnego wieczora, gdy w spokojnej zatoczce karmiliśmy małe rybki kawałkami słodkiej bułki niedaleko rozbiła się karawana przyczep z Romami. Sąsiedzi okazali się nadzwyczaj gościnni i chętni do dzielenia się wszystkim co zdołali upchnąć w ogromnych bagażnikach. Następnego dnia akurat opuszczaliśmy nasze schronienie i planowaliśmy powrót do Polski, więc ostatnią noc przetańczyliśmy z barwnymi, nowymi znajomymi.

    Gdy się żegnaliśmy następnego dnia. Najstarsza z Romek powiedziała coś na pożegnanie, czego oczywiście nie rozumieliśmy. Słowa przetłumaczył jej wnuk, który wyjaśnił, że spotkamy się za dwa lata, ale nas już nie będzie dwoje ale troje. Uśmiechnęliśmy się jedynie pod nosem. Wiedzieliśmy, że w naszym przypadku na maluszka są bardzo małe szanse.

    Cóż. W przyszłym roku do zatoczki wybieramy się z naszą córeczkę. Mamy nadzieję spotkać Romów i podziękować im za dobrą wróżbę :)

    OdpowiedzUsuń
  42. Witajcie. Namioty piękne, ja zawsze robiłam z kocy i krzeseł. Też było sympatycznie.

    Co do wakacji, hm... jako dziecko często jeździłam do dziadków na wieś, byłam raz nad morzem, raz na Mazurach, raz w górach. Natomiast aż 3 razy, rok po roku byłam na kolonii z pracy mojego taty w Janowie Lubelskim. Ilość mówi sama za siebie, musiało być cudnie. Taki tam Janów, trochę lasu, jeziorko właściwie żadna rewelacja. Mimo wszystko wakacje w Janowie były dla mnie pięknym czasem. Mieszkaliśmy w domkach po kilka osób, kąpaliśmy się pod prysznicem, który był na dworze. Ja bardzo brzydziłam się żab, chłopaki w ramach "podrywu" wrzucali nam przez lufcik te ohydne gady. Było przy tym mnóstwo pisku. W Janowie odbywał się oczywiście chrzest kolonijny. Z zawiązanymi oczami, w kostiumach kąpielowych, na boso po szyszkach, pokrzywach, bagnach, jedząc kanapkę z czymś absurdalnym, aż w końcu całując kolano Posejdona w celu otrzymania cyrografu z przydomkiem "Wesoły karpik" ?! Nie można pominąć wspaniałej huśtawki na 6 osób. Wieczorami obowiązkowe huśtanie. To nie była zwykła huśtawka, tam odbywała się integracja, pierwsze sygnały sympatii. W Janowie organizowano corocznie bicie rekordów Guinessa. Mój ulubiony to założenie w wyznaczonym czasie na jedną osobę z domku jak najwięcej ubrań. Nie wiem z jaką liczbą, ale wygrałyśmy. Włożyłyśmy na najmłodszą współlokatorkę wszystkie nasze .... majtki :) Mogłabym pisać o koloniach dużo, bo trwały 3 tygodnie także sporo się wydarzyło, ale miało być krótko. Fajną tradycją są białe, zielone,itp. noce. W ostatnią noc chciałyśmy zrobić psikus koleżankom z innego domku, ale jedna z dziewczyn wpadła w ogrodzenie i odbiła sobie kratę na brodzie. Wszystko się wydało, a ofiara wróciła do domu z ładnym szlaczkiem :P
    Podsumowując i wiele pomijając Janów kojarzy mi się z pierwszą przyjaźnią i pisaniem listów przez wiele lat do koleżanki z Chełma, z pierwszym zauroczeniem, oddaleniem od rodziców( wycieczki do automatu żeby zadzwonić z budki telefonicznej), sprawdzianem z zaradności i wolnością. Było pięknie :)

    OdpowiedzUsuń
  43. Każde jedne wakacje spędzone pod swoim blokiem wspominam bardzo miło i z nostalgią - zabawy w chowanego, podchody, skakanie w gumki, zabawa w dom na kocykach na trawie, wspólne budowanie budowli w piaskownicy - wiek uczestników od 5 do 25 lat :)), gra w karty i wiele innych zabaw na zawsze pozostaną w mojej pamięci i nikt tych pięknych chwil już nigdy mi nie odbierze. Chciałabym żeby moja córka miała także takie wspaniałe wspomnienia z dzieciństwa, jakie ja posiadam. Myślę, że tipi lub walizki dostarczą jej dodatkowych przyjemności podczas całorocznych zabaw :)

    OdpowiedzUsuń
  44. Było ciepłe lato, choć czasem zawiało ,
    dużo wtedy u mnie w domu się działo !
    Ja miałam może 5 latek, byłam łobuzem
    który także w przyznaniu się do winy był tchórzem.

    Miałam młodsze rodzeństwo, z nimi się bawiłam,
    jako najstarsza, przed nimi wielce się mądrzyłam!
    Jaka jestem wysoka, mądra, jaka wspaniała niesłychanie,
    ja ładniejsze od Was mam ubranie ...

    Tak ciągle powtarzałam, byłam sobą zauroczona,
    może dlatego że wcześnie byłam rozpieszczona.
    I zazdrościłam młodszemu rodzeństwu uwagi rodziców,
    bo po ich narodzinach straciłam swych kibiców.

    Miłość mamy i taty na trójkę dzieci podzielona,
    już nie cała uwaga była mi właśnie przydzielona !
    Więc ja wtedy, chcąc być znów w centrum uwagi,
    postanowiłam .... wykorzystać chwilę rodziców nieuwagi.

    Wzięłam dwa worki po sianie które koło garażu leżały,
    i pobiegłam do domu, tam gdzie mebelki rodzeństwa stały!
    Wszystkie ich rzeczy do worków spakowałam,
    i właśnie za pisanie karteczki na nie się zabrałam, .

    Zawiązałam worki i liścik na nich zostawiłam,
    czym później bardzo moich rodziców rozbawiłam.
    Wytaskałam worki na zewnątrz i postawiłam przy płocie,
    co zobaczył mój tata przechodząc w przelocie .

    Zawołał mamę, i zapytali co ja właściwie robię,
    a ja uciekłam, po powiedzieć nie mogłam, nawet sobie.
    Wtedy odczytali karteczkę na której było nabazgrolone,
    moje wyznanie do ... zaraz powiem, to było utrwalone .

    A napis brzmiał " DO BOCIANA "

    Kochany Bocianie, dziękuję za siostrzyczkę i braciszka ale możesz już ich zabrać . Już nie są mi potrzebni, a kradną mi sprytnie .... uwagę i miłość rodziców .

    I od tamtej pory rodzice bardziej kochać nas wszystkich zaczęli,
    nową erę poświęcania uwagi, miłości dla nas rozpoczęli .
    I ja wtedy zrozumiałam, że rodzeństwa oddać bocianowi nie da się,
    i .... wtedy zobaczyłam w nich sprzymierzeńców do zabawy !
    Od tamtej pory jestesmy nierozłączni mimo iż od tego wydarzenia minęło paręnaście lat. A rodzice do tej pory wspominają tamto wydarzenie z szerokim uśmiechem na twarzy i z nutką wzruszenia w oku. Wiem, że teraz moje dzieci czuć mogą się podobnie, dlatego też chciałabym dla nich taki wspaniały tipi by mogły bawić się wspólnie, nierozłącznie i by połączyły ich więzi nie tylko krwi. To moje najskrytsze marzenie . Pozdrawiam 56manka@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  45. Moje wspomnienia z wakacji są zamknięte w smakach i zapachach... Kompot truskawkowy i makaron robiony przez babcie- to jedno z tych dań, które przenosi mnie na wieś i które wzbudza najwspanialsze wspomnienia lata... placki ziemniaczane z młodych ziemniaków- smażone przez babcie, a jedzone w domkach zrobionych na dworze ; zupa szczawiowa, rabarbar z cukrem, porzeczki czerwone rwane prosto z krzaka... Pamiętne marchewki zrywane z grzadki i jedzone na drzewie- w ukryciu przed babcia;) smak wakacji to tez pomidor z cukrem, czy jeszcze zielona truskawka( takie uwielbiam najbardziej). Gdy poczuje zapach urwanej szypulki z pomidora, przenoszę się wspomnieniami do szklarni dziadka... Widzę dziadka w koszuli w kratę... podlewa swoje grzadki z pomidorami i paprykami... Uśmiecha się do mnie i zrywa mi najczerwienszego pomidora, którego biorę do ręki i wciągam jego zapach ... Ten zapach zawsze przypomina mi wakacje i dziadka, którego nie ma z nami już 16 lat... Również zapach ogórków, kopru, czosnku i octu przenosi mnie do wakacji na wsi... Widzę wtedy babcie w fartuchu stojąca nad stołem, robiąca ogorki w upalne lato:) ciesze się tym zapachem w każde lato, bo babcia nadal produkuje co wakacje swoje przetwory:) i jeszcze zapach fasoli, o tak to tez magiczne wspomnienie... Siedzimy ja, siostra, mama i babcia w spiekocie(tak mówiła babcia) na strychu i przygotowujemy fasolę do suszenia... Jest upał, pełno śmiechu i ten zapach świeżo luskanej fasoli... Ten zapach zawsze będzie przypominał mi jedno- beztroskie dzieciństwo i najwspanialsze wakacje.. Nie zapach gór, czy morza... Nie smak ryby, krewetek czy oscypka... Nie wspomnieniem są dla mnie krajobrazy czy wycieczki nad morza, czy jeziora bo i takich było dużo... Najwspanialsze wspomnienia wakacji to wieś, moja mała arkadia... Zapachy i smaki przenoszą mnie nie tylko do wakacji, ale i bliskich ukochanych ludzi, z którymi te wakacje spedzalam. pozdrawiam Lidia.ambroziak@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  46. Moje wspomnienia z wakacji są zamknięte w smakach i zapachach... Kompot truskawkowy i makaron robiony przez babcie- to jedno z tych dań, które przenosi mnie na wieś i które wzbudza najwspanialsze wspomnienia lata... placki ziemniaczane z młodych ziemniaków- smażone przez babcie, a jedzone w domkach zrobionych na dworze ; zupa szczawiowa, rabarbar z cukrem, porzeczki czerwone rwane prosto z krzaka... Pamiętne marchewki zrywane z grzadki i jedzone na drzewie- w ukryciu przed babcia;) smak wakacji to tez pomidor z cukrem, czy jeszcze zielona truskawka( takie uwielbiam najbardziej). Gdy poczuje zapach urwanej szypulki z pomidora, przenoszę się wspomnieniami do szklarni dziadka... Widzę dziadka w koszuli w kratę... podlewa swoje grzadki z pomidorami i paprykami... Uśmiecha się do mnie i zrywa mi najczerwienszego pomidora, którego biorę do ręki i wciągam jego zapach ... Ten zapach zawsze przypomina mi wakacje i dziadka, którego nie ma z nami już 16 lat... Również zapach ogórków, kopru, czosnku i octu przenosi mnie do wakacji na wsi... Widzę wtedy babcie w fartuchu stojąca nad stołem, robiąca ogorki w upalne lato:) ciesze się tym zapachem w każde lato, bo babcia nadal produkuje co wakacje swoje przetwory:) i jeszcze zapach fasoli, o tak to tez magiczne wspomnienie... Siedzimy ja, siostra, mama i babcia w spiekocie(tak mówiła babcia) na strychu i przygotowujemy fasolę do suszenia... Jest upał, pełno śmiechu i ten zapach świeżo luskanej fasoli... Ten zapach zawsze będzie przypominał mi jedno- beztroskie dzieciństwo i najwspanialsze wakacje.. Nie zapach gór, czy morza... Nie smak ryby, krewetek czy oscypka... Nie wspomnieniem są dla mnie krajobrazy czy wycieczki nad morza, czy jeziora bo i takich było dużo... Najwspanialsze wspomnienia wakacji to wieś, moja mała arkadia... Zapachy i smaki przenoszą mnie nie tylko do wakacji, ale i bliskich ukochanych ludzi, z którymi te wakacje spedzalam. pozdrawiam Lidia.ambroziak@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  47. Każde wakacje parę lat wstecz,gdy było się dzieckiem to super sprawa, czas wolności, zabaw i siedzenia do nocy z koleżankami na podwórku :) . Choć najfajniejszymi wakacjami były dla Mnie wakacje z czasów gdy byłam w podstawówce . Codziennie wychodziliśmy po południu na podwórko, graliśmy w szukać, podchody, bazy itp ( jak to za małolata) :) ale ten dzień, który pamiętam jako najfajniejszy był nie co inny .. A dlaczego ? Bo zjawił się ON .. Kolega kolegi, starszy o rok ode mnie, ładny i miły chłopak, siedzieliśmy wtedy wszyscy w parku, gdy przyszedł kolega R. serce biło Mi jak szalone, rumieńce z pewnością też były i cała noc rozmyślania o Nim . Po dwóch czy może trzech dniach dowiedziałam się,że koledze R się spodobałam hihi takie młodzieńcze zaloty, on mówił koledze co Mi ma mówić i odwrotnie ja tak odpowiadałam :) aż zaczęliśmy gadać razem i tak oto po paru dniach kolega R stał się Moim chłopakiem R, pierwszym chłopakiem :) takim chwilowym, no bo my dzieci byliśmy to nie wiedziało się co to miłość, jak dla Mnie pierwsza miłość :) hehe jak to dziś wspominam to śmiać Mi się chce jakie dzieci są fajne, jak się po raz pierwszy zakochują itp .
    Aa no i mam jeszcze jedno wspomnienie z wakacji 2012 roku może już nie z dzieciństwa choć mam dopiero 21 lat :P to takie, że dowiedziałam się, że pod Moim serduszkiem bije malutkie drugie serduszko <3 do końca życia będę to pamiętać <3<3 cudownie jest mieć wspomnienia, prawda? :)

    Nagrody bomba od dłuższego czasu marzy Mi się tipi dla Mojej najważniejszej córeczki Oliwii <3<3<3
    E-mail: maly19r10@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
  48. Witam, jak większość najlepiej wspominam wakacje na wsi.Ja jeździłam do babci i dziadka. Z moim kuzynem chodziliśmy do lasu, budowaliśmy tam szałas, na strumyku tamę albo mostek. Robiliśmy mapy naszych ulubionych miejsc i tajnych przejść. Wpadaliśmy do domu piliśmy sok porzeczkowy robiony przez babcię i dalej gdzieś na łąkę. Wieczorami nogi podrapane przez różne chaszcze strasznie piekły podczas mycia. W cieplutkie dni rower między nogi i nad jezioro - cóż chcieć więcej.
    Pozdrawiam Dorota szyjikolorowozyj.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  49. Tutaj Was wszystkich na pewno zaskocze, ze najfajniej wspominam wakacje u babci na wsi:) Pamietam jak z kuzynami postanowilismy zrobic basen. Wykopalismy dol nie za gleboki, bo kopanie w upale meczy, zeby woda nie przeciekala wylozylismy go torebkami foliowymi i nosilimy wiadrami wode. Mielismy potem super kapiele blotne. Pamietam tez jak z kuzynkami bawilismy sie w dom na budowie. Wylozylysmy podlogi mchem z lasu i mialysmy lesny dywan

    OdpowiedzUsuń
  50. Najfajniejsze? I to krótko? Będzie ciężko :P Najfajniejsze wakacje spędziłam z siostrą i z trzema kuzynkami - tata, jedna ciocia, druga ciocia i ich córki zebrane do kupy w drodze ze Śląska nad polskie morze. Magia! A tam? Moc atrakcji, wspaniałych wspomnień, których nie da się opowiedzieć krótko... O "najfajnieniości" tych wakacji świadczył jednak fakt, że byłyśmy razem. Wiadomo, że radość najlepiej dzielić z jak największą ilością osób! ;) Dlatego opowiem JEDNYM wakacyjnym wspomnieniu, które miało miejsce bliżej aniżeli nad morzem, ale nasza piątka znów była razem... ;) Tego dnia dostałyśmy pozwolenie od "starszyzny" i poszłyśmy same zwiedzać zamek Lipowiec. Z rodzicami zawsze szło się jakimś utartym szlakiem... Tu nie miałyśmy żadnych ograniczeń. Zwiedziłyśmy lochy (szelest papierka-śmiecia pod moimi butami nieomal przyprawił nas o zawał ;)), wystawę archeologiczną (kiedy nie ma rodzica podchodzącego do sprawy tak pooooważnie, dziecko czerpie przyjemność z obserwacji makiet, kawałków ceramiki i tym podobnych :)), weszłyśmy na wieżę, snując romantyczne historie... Wreszcie ganiałyśmy się po dziecińcu, wyobrażając sobie, że długie królewskie suknie plączą się nam między nogami... Wtedy na zamku prawie nie było ludzi - tylko my i Historia, która odżyła ożywiona naszą fantazją... Efektem tego wypadu było swoiste przedstawienie aktorskie dla rodziców, cioć i wujków kilka lat potem. Ale to już inna historia... ;)

    Baner zamieściłam na swoim blogu marta-nefertari.blogspot.com :).
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  51. Z wakacji najbardziej pamiętam w dzieciństwie wyjazdy z siostrą do dziadków na wieś. Gdy przez cały rok czekałam aż się zobaczę z dziećmi tam mieszkającymi, z którymi większość dnai spędzałam na dworze. Pamiętam nasze wspinaczki na wierzbę rosnącą niedaleko dziadków domu, zabawy z dzieciakami w polu kukurydzy, zbieranie kwaśnych jeszcze mirabelek i się nimi objadanie, wspólne z babcią i dziadkiem i siostrą zbieranie ziemniaków, truskawek, pamiętam gdy po upalnym dniu była burza i biegałam w deszczu ciesząc się z orzeźwienia, pamiętam zapach skoszonego siana. Pamiętam gdy pierwszy raz w życiu zobaczyłam małe prosiaczki i dowiedziałam się że mleko jest od krowy:-) .Pamiętam klatki z królikami które miał mój dziadek, wyprawy z termosem pełnym botwinki i ciepłym jeszcze plackiem drożdżowym nad jezioro, wycieczki rowerowe na pole gdzie dziadek miał swoją kukurydzę, ziemniaki, groszek, marchew. .teraz już ani królików nie ma, ani dziadka.....Wiele lat minęło, ale wspomnień wiele pozostało. I miałam wspaniałe dzieciństwo.

    OdpowiedzUsuń
  52. Reszta warunków także spełniona :)
    Na fb jako Manuela Gołombowska
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  53. Najlepsze wakacje? 1997 r. Rok i wakacje powodzi... Wywieziono nas w las... Nad jezioro... Razem z harcerzami :) Wybudowali oni dla nas domki, łóżka, kuchnię, jadalnię :) 3 tygodnie daleko od domu, w ciszy, wśród natury... Najlepsza szkoła przetrwania i samodzielności :)

    OdpowiedzUsuń
  54. Moje wspomnienia z wakacji to jeden wielka łobuzowa historia. Na podwórku byliśmy bandą. Miała ona własną bazę w najdzikszych krzaczorach, konary sprawiały,że ledwo można tam było się dostać. Ale my sobie radziliśmy. Nogi podrapane do krwi, wielkie siniaki w kolorach tęczy i brudne od piachu pazury (Bog jeden raczy wiedzieć ile dni niemyte:P). Pod ziemią tworzyliśmy sekrety (szybka czyt. kawałek rozbitego szkła, a pod nią kwiatki, kamyki i inne skarby ukryte dla potomności), ustalaliśmy plan i całymi dniami biegaliśmy po kniejach. Najstarsza koleżanka była szefem bandy (koleżanka, wyobrażacie sobie? Wtedy nikt nie wątpił,ze nadawała się do tego)- w końcu była najstarsza, był respekt, znała życie, miała doświadczenie...;) Nie każdy mógł być w bandzie, głosowaliśmy, odrzuceni nie mieli u nas czego szukać. Bazę ozdabiały kwiaty, ręcznie wykopane z ogródka sąsiadki (kiedy to odkryła niemalże zawału dostała). Rodzice zostali poinformowani;) To były czasy, co? Zero zmartwień, kościste nogi i ręce, opaleni na heban, plastry na kolanach, z wielkim słonecznikiem do łuskania stąpaliśmy przez świat. Wołaliśmy do siebie przez okna, a jak rodzice nas z kolei wołali do domu to udawaliśmy,że nie słyszymy (domofonów i komórek nie było)/Ta nasza baza (ostatnio byłam sprawdzać czy te krzaczory nadal są) to była taka twierdza i do dzisiaj żałuję, że moje dzieci tego nie dostąpią. Dlatego pragnę dla nich takiego cudownego Teeeeepeeeeee! :)
    Paulina

    OdpowiedzUsuń
  55. Moje najpiękniejsze wspomnienia wakacyjne sięgają właśnie czasów dzieciństwa. Byłam miastową, "blokową" dziewczynką i większość wakacji w okresie szkolnym spędzałam na podwórku, więc niezwykłym wydarzeniem dla mnie były wszystkie wyjazdy w dzicz. Jeszcze dziś na wspomnienie wakacji nad jeziorem u cioci Ani i jej trójki dzieci, czuję zapach trzcin i wiatru, zgrzyt piasku w zębach, słyszę szum wody.
    Wraz z ciotecznym rodzeństwem całe dnie spędzaliśmy nad jeziorem, biegając boso, znosząc do kryjówki patyki, pałki, trzciny, przemierzając las w poszukiwaniu najlepszych skarbów do budowy. I tacy umorusani, zasapani, podrapani, ale z błyskiem w oczach, tworzyliśmy domek naszych marzeń – szałas rozbitków.
    Był on umieszczony w łuku powalonej wierzby, niezwykły, naprawdę duży, świetnie zaplanowany i modyfikowany codziennie. Wszystkie elementy były mocno powiązane i podczepione do drzewa, utykaliśmy je słomą, liśćmi i mchem, a podłogę ułożyliśmy ze znoszonych w pocie czoła otoczaków. Aby zabezpieczyć się przed intruzami, powbijaliśmy dookoła zasieki z balików i zastawiliśmy "niebezpieczne" pułapki. W środku ze starych skrzyń skleciliśmy łóżko i stolik, a podwieszone latarki pozwalały na zabawę nawet późnym wieczorem. Stare gazety były na wagę złota - służyły nam jako tapeta, a że część z nas nie umiała dobrze czytać, przyjęliśmy, że są to wiadomości ze świata o poszukiwaniu nas jako rozbitków. A my przecież wcale nie chcieliśmy, aby ktoś nas znalazł :)
    Kiedyś, gdy padał ulewny deszcz, wzięliśmy z domu parasole i przymocowaliśmy je tworząc dach. Do dziś ciocia nie wie, w jakich okolicznościach zginęły te parasolki.
    W związku z naszą pasją spędzania pod wierzbą każdej wolnej chwili, cioci ginęły również słoiki z kompotem, dżemy i miód. Ach, jak te pyszności smakowały z kawałkiem urwanego chleba w szałasie nad wodą … i tu już wracają kolejne wspomnienia - kulinarne .... mmmmrrr... własnoręcznie przez ciocię robione masła, śmietany, sery, konfitury oraz chleb. Jeszcze dziś mruczę na wspomnienie ich smaku i zapachu.

    Tak spędzane przez kilka lat wakacje u wujostwa były moimi ukochanymi w dzieciństwie, a może nawet i w całym życiu… Do dziś mam w pamięci wszystkie szczegóły oraz wzruszam się na myśl, jaka była więź między dzieciakami, jak się wspieraliśmy, potrafiliśmy planować, działać i - po prostu - się nie nudzić.

    OdpowiedzUsuń
  56. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  57. mysle,ze wiekszosc z nad ma te wspomnienia zwiazane z dziadkami na wsi. ja co prawda do tej wsi mialam blisko bo pod warszawe, wiec kazdy weekend tam spedzalismy budujac nasze marzenie, nasz domek. a w wakacje ile sie moglo to robilo sie u siebie w ogrodku lub u dziadkow. ze smiesznych sytuacji pamietam jak od 7 zbieralismy ziemniaki - ciocia, wujek, dziadkowie, cala nasza ferajna a bylo nas bez najmlodszych 10 :) mi wypadlo zbierac ziemniaki z najstarszym ciotecznym bratem, ktory nas smarkaczy traktowal z gory i kazdy sie go bal. wiec wiadomo jak sie czulam,ze akurat musialam trafic na niego - pelnia szczescia i euforii :P zbieramy zbieramy, ja cicho jak trusia,zeby on tylko nie nasmiewal sie ze mnie ani nic nie gadal,zeby inni sie nie smiali. a tu nagle brat zaczyna mi opowiadac jakies smieszne historie z dziecinstwa - a to o tym jak wujek wracajac z wigilii u drugich dziadkow przewrocil z nim wozek i wrzucil go do rowu (zima, -20st na dworze :P), a to jak wrzucil kamien do studni zawyl i sie schowal a dziadkowie lecieli wylawiac dziecko, etc etc zasmiewalismy sie z tych hostorii bo starszyzna sie takze rozkrecila wiec tych historii zaczelo przybywac i wszyscy sie zasmiewalismy a tylko ciocia sie denerwowala,ze spada nam wydajnosc. az z tego smiechu dostalam takiej czkawki,ze nic nie pomagalo - pilam, zatykalam nos, uszy, odwracanie glowy do gory nogami, jakies przestrachy. jak nie chciala przejsc tak sobie nie przechodzila. a tu nagle brat idziw w moim kierunku rzuca czyms wolajac - ropucha. jak nie skoczylam w gore i ucieklam kilka metrow to raz zniknela czkwaka. a ropucha okazala sie ziemniakiem :D pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  58. Witaj,
    bardzo fajny konkurs z przecudnymi nagrodami:)
    Miałam naprawdę szczęśliwe, beztroskie i ciekawe dzieciństwo. Mam wiele fajnych, wakacyjnych wspomnień. Z dzieciństwem i wakacjami nieodzownie kojarzy mi się zapach maciejki wieczorową porą, którą mama co roku siała w ogródku pod domem, zapach siana na polach nieopodal, chabry, maki i rumianki w polach pszenicy, oglądanie spadających gwiazd wieczorową porą, czas aktywnie spędzony z dziećmi z sąsiedztwa. Moje dzieciństwo przypadało na lata 80-te ubiegłego stulecia, nie było wtedy jeszcze komputerów, internetu, a dzieci większość swojego wolnego czasu spędzały na dworze, jadły owoce prosto z krzaczków i nie przejmowały się, że można zachorować. Mieszkałam razem z rodzicami i gromadką rodzeństwa (jest nas 6! już dorosłych dzieci) oraz najukochańszą babcią w małym domku z bardzo dużym ogrodem, ogromnym sadem w małym mieście pod dużym miastem. Wakacje to dla mnie czas nie tylko kolonii i wyjazdów, ale przetworów z owoców i warzyw z domowego ogródka. Pamiętam, jak w ogrodzie w wielkich metalowych baniach myliśmy, a potem płukaliśmy słoiki na kompoty, dżemy, konfitury, ogórki z octem i kiszone, warzywne sałatki. Pamiętam wyprawy z babcią nieistniejącą już koleją wąskotorową do pobliskiego lasu na jagody i grzyby i pyszne, pachnące, świeżutkie drożdżowe jagodzianki, które babcia albo mama z naszą pomocą dla nas robiły. Pamiętam też stosy letnich pierogów z truskawkami, czereśniami i jagodami i ziemniaczane knedle ze śliwkami, które na dworze z babcią i siostrami lepiłyśmy. Na pobliskich łąkach zrywałam kwiaty, które później suszyłam i robiłam z nich różnego rodzaju dekoracje. W czerwcu, kiedy dojrzewały czereśnie całymi dniami siedziałyśmy z siostrą na czereśniowych drzewach, zajadając się pysznymi owocami. Popołudniami wylegiwałyśmy się na kocu albo prowizorycznym hamaku, słuchając "lata z radiem". Razem z moją najlepszą koleżanką organizowałyśmy wypady rowerowe do pobliskich miejscowości, różnego rodzaju gry i zabawy na dworze. Razem z dziećmi z sąsiedztwa bawiliśmy się w tzw. "domek", wystarczyło drzewo, jakieś deski, kilka pniaczków drzewa, które służyły za stolik i krzesełka. Na półkach miałyśmy wszystkie produkty spożywcze: ziemia to kawa, piasek cukier, kamienie to ziemniaki, z wody i piasku lepiliśmy placki ....Zabawa była przednia, różnego rodzaju przygód oczywiście nam nie brakowało, ale nikomu nic złego się nie stało i pozostały nam wszystkim wspaniałe wakacyjne wspomnienia....
    Pozdrawiam
    Aneta
    aneta.majchrzak@wp.pl

    OdpowiedzUsuń
  59. Moje najwspanialsze wakacje?? Sad dziadka, jedyne drzewo na które potrafiłam się wspiąć i mój wymyślony przyjaciel:)Spędziłam w tym sadzie całe wakacje!!!:)ale wspomnienie mam do teraz:))
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń