wtorek, 17 lutego 2015

natchnienie i ciężar


Na pytanie: "kariera czy dzieci" odpowiadam: jedno i drugie. 

To z wygody - nigdy w życiu nie miałam tak blisko do pracy. Wstaję rano i już, gotowe. Wciskam guzik w ekspresie i czuję się jak w korpokuchni. No, prawie, bo jednak o 8 rano rzadko bywam w garsonce. Ale jakie to praktyczne - nie tracę rano czasu na ubieranie, makijaż, dojazdy, tylko siup - wyskakuję z łóżka i jestem. Nic, że w piżamce, taki mamy dress code w naszym open-spejsie. Jakie my? No ja i mój team, rzecz jasna. Stawiam na młodość, to dlatego średnia wieku moich współpracownic wynosi niecałe trzy lata. Zasadniczo tylko wyglądają, przydają się też czasem jako dostarczycielki tematów. W końcu niejedno wielkie dzieło zrodziło się z cierpienia.

Próbowałaś kiedyś w swoim biurze pełnić wszystkie funkcje na raz, od dyrektora kreatywnego, przez zarządzającego, po zaopatrzeniowca i sprzątaczkę? Próbowałaś zabrać dzieci do pracy? Spędzić dzień w biurze ze swoim glutem?  Karmić piersią podczas porannego zebrania? Machać grzechotką i pisać maile jednocześnie? Umiesz zebrać myśli i pisać dobre teksty, poganiana stękiem trzymiesięczniaka, który nauczył się właśnie przewracać na brzuch oraz zaczął bojkotować siedzenie w leżaczku? A może potrafisz odizolować się od bodźców z zewnątrz i skupić w pobliżu brudnych naczyń, niepościelonych łóżek i wiszącego prania?  Bo ja nie, kurdebalans.

Staram się, ale średnio raz w tygodniu ryczę, że rzucę to wszystko w cholerę, bo tak dłużej się nie da. Problem wszystkich pracujących matek małych dzieci - w domu wyrzuty z powodu zaległości w pracy, w pracy poczucie winy, że nie jest się z dzieckiem. Mój mały wyrzut siedzi obok i się na mnie gapi, gdy zamiast stymulować jej rozwój, obrabiam zdjęcia. Jak większość młodych matek miota się między domem a pracą, tak i ja się miotam, tylko że w miejscu, ale to żadne ułatwienie, to tylko sprawia, że ja jeszcze dodatkowo się duszę. Po co to robię?  Bo nie cierpię garsonek. Bo kocham mój młody team i nigdzie na świecie nie znajdę równie inspirujących współpracownic. Bo korpokuchnie rzadko bywają wyposażone w miętowe maty i pastelowe naczynia. Bo lubię pisać w piżamie i nauczyłam się to robić karmiąc. Bo choć przeklinam tę marną fuchę biurowej sprzątaczki, to już te pozostałe lubię bardzo i szczerze wątpię, czy gdzieś poza moim officem mogłabym zostać kreatywną albo zarządzającą. Bo nie chcę wybierać.

Mój dom to moje natchnienie i mój ciężar. Moja wolność i moje więzienie. To mój plan zdjęciowy i moje biuro. Prywatny open-space, w którym, żeby pisać dowcipne teksty, muszę najpierw odkurzyć i umyć kibel. To moja sfera prywatna i publiczna. Mój obowiązek i moja przyjemność. To moja rodzina i moja praca. Dbam o niego, jak tylko potrafię, bo to moje wszystko.


























Wreszcie oprawiłam i powiesiłam nowe plakaty w mojej korpokuchni, są wśród nich też bardzo adekwatne do miejsca pracy, bo motywacyjne. Plakaty: "Today is a good day to have a great day", "I'm sorry for what I said when I was hungry", "Przelicznik Kulinarny", "Celebrate the little things" - Lemon Ducky

No podłodze w kuchni pojawiła się miętowa mata z wiosennej kolekcji Rice ze sklepu Livebeautifully. Stamtąd też były moje ostatnie kuchenne nowości.Możecie je teraz kupić taniej, bo jeszcze przez dziesięć dni obowiązuje tam kod rabatowy dla moich czytelników: 

http://www.livebeautifully.pl/
 
A te cztery drewniane matrioszki od Sketch Inc to mój osobisty dowód na to, że marzenia się spełniają. Wzdychałam do nich od dawna, jednak zawsze były jakieś ważniejsze wydatki, no i trzeba było je sprowadzać z zagranicy, a to często kłopotliwe. Trafiłam na nie ostatnio w nowo otwartym, genialnym sklepie z gadżetami dla dzieci - Kalaluszek. Okazało się, że właścicielka czeka na dostawę, a na stanie ma jedynie lekko uszkodzony zestaw, który - uwaga, uwaga - wysłała mi za darmo (sic!). O mało nie posikałam się ze szczęścia, gdy wyciągałam jedną z drugiej, kolejną to ładniejszą. Kocham je miłością zboczoną i nikomu nie pozwolę ich dotknąć. 

Matrioszki Sketch Inc - Kalaluszek

58 komentarzy:

  1. Piękne te Twoje współpracownice :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże Ty nawet pianki do kakao masz w odpowiednim designie, zwariowałam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale pianek nie ma w złym designie! Znam tylko te - z Tigera i z M&S jeszcze, jedne i drugie mają ładne opakowania :)

      Usuń
  3. Mama to najcięższy etat, bo 24-godzinny :) Ja już niedługo też podejmę ten etat, nawet podwójnie. Piękne zdjęcia! Inspirujesz! Zastanawiałam się,czy kolor minty jest odpowiedni dla dziewczynki.Jest! Teraz wiem mniej więcej jak będę rozróżniać moje bliźniaczki. Róż i mięta ;) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudnie! Powodzenia na podwójnym etacie:)

      Usuń
  4. Jesteś taka świetna w tym jak piszesz i co piszesz i zabawna, że aż nie wiem jak to powiedzieć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no weeeź, teraz ja nie wiem, co powiedzieć :)

      Usuń
  5. jak ja ciebie rozumiem hehe. dzisiaj mialam na stanie swoja 5latke z glutem, i 2 miesieczna... caly czas zapominalam ze po feriach i 14 letnia w szkole ( nie mial kto mi kawy zrobic). zostalam mistrzynia pisania i obslugi programu graficznego jedna reka.. da sie hehe.. ostanie grafiki robilam 3 palcami ahah. ale za to gulasz ugotowalysmy juz o 10 przed poludniem:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiecie co lubię najbardziej w byciu kurą domową, że gdy się zacznie wiosna i lato to większość ludzi będzie od 8 do 16 w robocie, zamknięci w 4 ścianach. A ja całe dnie na dworze ehhhh już tylko o tym marzę :) chyba troszkę wybiegłam do przodu, ale co tam, POLKA ma tulipany na stole to chyba też o wiośnie myśli :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, myślę i już się nie mogę doczekać tych spacerów w słońcu, gdy inni będą w pracy :)

      Usuń
  7. piękny tekst napisałaś! zgadzam się w 100%

    OdpowiedzUsuń
  8. Taki już los matki. Albo w garsonce z wyrzutami sumienia, że dziecko w placówce, a nie przy cycku, albo w domu na wszystkich możliwych etatach, w ciągłym rozkroku między tym co chce, a tym, co musi. Ja z dwojga złego wolę w piżamie i z moim glutem :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja chyba też, chociaż tęsknię do pisania obiema rękami :)

      Usuń
  9. Jakie podobne do siebie te Twoje współpracownice. Śliczne są!!!
    Ja też uwielbiam to domowe biuro i moch dwóch współpracowników, tyle, że u nas średnia wieku młoszych to 7 lat:) i dwóch chłopcaków.
    Mata w kuchni piękna!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. czaro białe baby najlepsze;)

    OdpowiedzUsuń
  11. U Was zawsze jest tak perfekcyjnie! Jestem pełna podziwu... naprawdę. Zapewne jesteście inspiracją dla wielu - dla nas też!

    www.MartynaG.pl

    OdpowiedzUsuń
  12. Czytam ten post przy biurku w pracy i szczerze Ci zazdroszczę :) Choć ciążę mam dopiero przed sobą już teraz wiem, że podzielę Twój los. Przypuszczam, że macierzyństwo to najlepszy projekt zawodowy jaki może się wydarzyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba zależy jakie macierzyństwo i dla kogo...na pewno jest to...mhmm...wyzwanie! :) poza tym piszę o swoim domu jak o pracy przede wszystkim dlatego, że to tu pracuję nad blogiem, jednocześnie zajmując się domem i dziećmi.

      Usuń
  13. Jak Ty to świetnie ujęłaś!!! Zgadzam się z Tobą w 100%, sama to przeżywałam i nadal przeżywam wielokrotnie, zwłaszcza w weekendy chociaż moje córy już nieco starsze, średnia wieku to 5,5 ;) Pracuję zawodowo, ale otwarcie mówię już od jakiegoś czasu, że życie ucieka i tak bardzo chciałabym spędzać z NIMI więcej czasu, dlatego gdybym tylko mogła to z chęcią oddałabym się 100% pracy w korpo-domie ;) Ściana w kuchni wygląda rewelacyjnie!!! Uwielbiam typografie :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Cześć Polka,

    możesz przypomnieć skąd masz te kubeczki z inicjałami dziewczyn?

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetne zdjęcia, dziewczyny git!

    OdpowiedzUsuń
  16. piekne dzieci, śliczny dom, wspaniała mama :)

    super!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. Haha, uśmiałam się, bo mam podobnie. Z tą korpokuchnią, dresscodem i mopowaniem pomiędzy poszczególnymi "projektami" w pracy ;-) Tyle, że mój team realizuje się w przedszkolu :-)

    Buuu, a gdzie Hope? :-(

    OdpowiedzUsuń
  18. na 10 zdjęciu od góry widać jak młodsza już idzie w ślady mamy i "robi fotczi"...
    jesteś dzielna jak my wszystkie Mamy!
    mama 3 dzieci : 15, 10 i rok

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetny tekst i taki prawdziwy. Szczerze kibicuje w dalszych projektach zawodowo-życiowych :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Kocham miętę i turkus...piękne zdjęcia...takie słodkie, aż do ..schrupania :)
    zazdroszczę korpokuchni...
    ps. uwielbiam twoje wpisy...

    OdpowiedzUsuń
  21. ja nauczyłam sie obrabiać zdjęcia z dzieckiem biegającym i skaczącym po naszym łózku za moimi plecami , co jakiś czas wieszającym się na mnie i marudzącym do ucha o zmianę piosenki.. lub krzyczącym "mama patrz!" i matka musi wykecić nie naturalnie głowę choćby na chwilę ;p ewentualnie z dzieckiem ( prawie 3 latkiem) ułożonym na moich kolanach z głową na mojej prawej ręce ( tej którą manewruję myszką !) bombiącym kaszkę z butelki i ciągnącym mnie za włosy w tym samym momencie.. jeśli mogę pracować w takich warunkach to mogę wszystko ;)))
    ja tak jak ty posiadam nie umiejetnosc skupienia sie na pracy w bałaganie ;)

    ps. matrioszki boskie i rozumiem twoje zboczenie, choc nie moje kolory ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Ja też uwielbiam miętę i turkus, błękitny również. Mata kuchenna jest przepiękna - marzy mi się taka.. tylko cena trochę zaporowa.. :/ a możesz zdradzić nazwę farby którą pomalowany jest taboret z ikei? mój cały czas jest lity i czeka na odpowiednią farbę, a ta mięta jest idealna! :)
    Wpis świetny - jak zwykle rozbawia do łez! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dobrałam odcień z mieszalnika - farba Flugger do drewna z Castoramy

      Usuń
  23. PS. nie ma nic piękniejszego niż robić to, co się lubi i co sprawia przyjemność, nawet jeśli bywa trudno, ale wtedy nie czuje się zmęczenia a praca przestaje być pracą - tylko przyjemnością. Tobie się to udaje i tak trzymaj! :) nie ukrywam, że zazdroszczę. :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Myślę, że zaczyna się powoli doceniać pracę kobiet w domu, do czego przykładają się takie osoby jak Ty. Piękne uśmiechy maluchów, co ta za leżaczek-bujaczek? pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leżaczek Bright Starts, jeszcze po Zośce. A pracę w domu doceniać należy, tyle, że ja dom nazywam biurem nie tylko z powodu domowych obowiązków, ale dlatego, że tu pracuję - prowadzę bloga: robię zdjęcia, piszę itd.

      Usuń
  25. rozumiem twoje rozterki tak dobrze - a od wrzesnia wracam do pracy plus to co teraz robie a maluchy w domu :( ech...

    ale Ci fajnie z tymi matrioszkami - zeby mi sie tak marzenia chcialy spelniac :D pozdrawiam

    jak juz chwile pouzytkujesz mate to pisz jak wrazenia bo mnie kusi cos na plytki w kuchni bo zimno a z drugiej strony boje sie czyszczenia- ostatnio z 6jajek zrobilam jajecznice na podlodze i ratunkiem byly plytki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mogę Ci od razu powiedzieć, że trzeba od czasu do czasu wyszorować w wannie i wywiesić na balkonie - już miałam w kuchni takie maty. A takie nagłe wypadki jak te jajka na bieżąco wycierać i już:)

      Usuń
  26. w tle widziałam piękne pudełko na guziczek i mini pianki proszę o informację gdzie je można kupić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pudełko - Present Time, pianki - Tiger.

      Usuń
  27. Dobrze to ujęłaś :DD A foty tak cudne, że zamiast tych plakatów powinny na ścianie wisieć :)

    OdpowiedzUsuń
  28. Prawdziwy tekst o matkach pracujących !! Tylko niektóre muszą wciskać sie w te garsonki :-)

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja dzięki Tobie w prawdziwej korpokuchni mam ogromną przyjemność mając błyskotliwa lekturę do obrzydliwej korpokawy:) ujelas temat idealnie. . Moje dwa smyki w domu , ja zasuwam z wyrzutami sumienia a jednak w domu tęsknię za openspacem i toną maili..i gdzie tu logika Agnieszko. .?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma w tym logiki, jest typowe kobiece rozdarcie. Znam to, rozwiązania nie znam :) mnie też czasem ciągnie gdzieś bardziej "do ludzi"

      Usuń
  30. Otworzyłam firmę będą c w domu z dziećmi...i pracuję z nimi u nogi i jest ok:)))Ps. tylko ja porządku takiego nie mam:P

    OdpowiedzUsuń
  31. Może nie będę mówić, że zazdroszczę, bo dzieci nie mam i nie wiem co to znaczy siedzieć z nimi tyle czasu w domu i wszystko ogarniać :P Ale na pewno Twoja praca oraz biuro podoba mi sie bardzo i nie miałabym nic przeciwko gdybym kiedyś miała podobne! Twoja Asystentka może spodziewać się ode mnie telefonu. next week ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ok, tylko do starszej zadzwoń, bo młodsza mogłaby go zjeść zamiast odebrać :)

      Usuń
  32. Podobają mi się te ramki :D Sama myślałam o tym, żeby zrobić samodzielnie cytaty i najlepsze grafiki z moich gazet (zboczenie zawodowe) i właśnie w takich ramkach to wyeksponować.
    "taki mamy dress code w naszym open-spejsie" - dobrze powiedziane, żadna singielka w garsoneczce nie podskoczy :)
    PS. Twoja córka ma niesamowite rzęsy!

    OdpowiedzUsuń
  33. Fajne zdjecia! Mlode robia miny jak zawodowe modelki :) Oby wiecej takich przytulnych miejsc pracy :D

    OdpowiedzUsuń
  34. Dywan jest mega! Lecę go obejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń
  35. Jak ja kocham Cię czytać! I już, już miałam pytać skąd mata i czy jest w innym kolorze, a tu bach, kod rabatowy, link do sklepu. Lecę na zakupy :D
    Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  36. a gdzie można nabyć taki fajny plakat ze zwierzętami?

    OdpowiedzUsuń
  37. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  38. Przeczytanie takiego posta to jak spotkanie z grupą wsparcia na warsztatach psychologicznych :)
    Uśmiecham się i łączę "w bólu" jednocześnie! ;)))
    Pozdrawiam,
    Mama Ignacego i Juliana :)

    OdpowiedzUsuń
  39. Cudowny tekst. Doskonale wiem co czujesz. Chociaż sama mam tylko jedną współpracownicę, która 3 dni w tygodniu spędza u Dziadków, to i tak nie wiem w co ręce włożyć. Wyrzuty sumienia, gdy zamiast ogarniać mieszkanie piszę posty czy pakuje paczki, a gdy sprzątam z tyłu głowy chodzą myśli, że zaniedbuje pracę. Nie mówię już o zaniedbaniu kreatywnego rozwoju mojego dziecka :) A i tak to kocham! Nie ma to jak domowa korporacja.

    OdpowiedzUsuń