poniedziałek, 9 marca 2015

łajza superstar


Przez cały weekend po głowie chodziły mi różne okrągłe, zakończone wykrzyknikami zdania na tematy okolicznościowe.


Chciałam o kobiecości w sobie właściwym, lekko wkurwionym na rzeczywistość tonie. Choć szklane sufity i nierówności ekonomiczne mogą być wdzięcznym przedmiotem ósmomarcowych rozważań, to jednak ja tu się w sferze bardzo prywatnej obracam, miało być więc bardziej obyczajowo. Miało, lecz nie wyszło. Zaplanowane na dzień-półtora odświeżanie łazienki (które - nie uwierzycie - mój mąż forsował już jesienią, a JA byłam PRZECIWNA (sic!), tak bardzo dość miałam tamtego wrześniowego malowania) przeciągnęło się, jak tylko remonty potrafią się przeciągać. Do tego wypożyczona babci na weekend Zofia powróciła przedwcześnie, z gorączką i szlag trafił moje feministyczne dywagacje. Kaszel i brud poremontowy ściągnęły moje myśli z wysoka. No, nie dadzą tu pointelektualizować człowiekowi w tym domu! Mój Dzień Kobiet był jednak przez to bardziej kobiecy niż kiedykolwiek. Bo cóż może być bardziej damskim akcesorium niźli szmata czy termometr bezdotykowy? Ten drugi do złudzenia przypomina broń palną, strzelasz dziecku w czółko, choć tak naprawdę najchętniej sobie byś czasem palnęła w łeb. Szmata, mop, odkurzacz - to przecież bardziej babskie gadżety niż goździki, pończoszki czy czekoladki. Kobiecość - ta od szmaty i chorych dzieci - może mało medialna jest, może nieefektowna, ale jakże prawdziwa. Ja więc wczoraj tę swoją kobiecość celebrowałam bardziej niż niejedna, której przy święcie zezwolono na dzień lenia, której mężowie i synowie podawali przypalone kotlety, za mocne kawy i ciasta z zakalcem. Celebrowałam, jakoś specjalnie kobieco się przy tym nie czując, bo mój mąż też biegał ze szmatą i też mierzył temperaturę. Teraz więc poważnie.

Już miałam temat odpuścić jako nieaktualny i odgrzać go ponownie w okolicach Dnia Matki, aż przypadek zrządził inaczej. Po weekendzie tak egalitarnym, że nawet Agnieszka Graff by się popłakała, wykonawszy już ostatni taniec z odkurzaczem, przysiadłam sobie z kawą i weekendową "Wyborczą". Z okładki "Wysokich Obcasów" nieobecnym spojrzeniem patrzył na mnie nikt inny, jak ona - Chujowa Pani Domu. O, patrzcie, to już dziś wystarczy przypalać kotlety, nie sprzątać w mieszkaniu i mieć pustą lodówkę, by być na okładce feminizującego magazynu - pomyślałam sobie. Gloryfikacja lenistwa jako bunt przeciwko perfekcyjnym gospodyniom, jako wyraz sprzeciwu wobec oczekiwań w zakresie kobiecych ról, obowiązków i umiejętności. A ja ubolewam nad tym zjawiskiem i nie jest to hipokryzja ani zdrada feministycznych poglądów. Ubolewam jako człowiek, że fenomenem popkulturowym można zostać nie z powodu jakichśtam swoich uzdolnień, a dzięki własnemu lenistwu. Sama się z tego początkowo śmiałam, bo też i sama uwielbiam mówić kobietom, że nie muszą być idealne. Ale umieć ugotować tylko ogórkową? Oczekiwałabym więcej od nastoletniego syna, gdybym go miała. Wyobrażacie sobie takie publiczne eksponowanie własnej brzydoty i zaniedbania na przykład? "Bo mi się nie chciało" - podpis pod zdjęciem owłosionych łydek. "Nie cierpię przysiadów" - bach, obwisła pupa. Serio?

Pewnie wkurza mnie to tak mocno, bo sama się staram. Bo w naszym domu maluje się ściany co 2-3 lata, a potem wspólnie sprząta. Bo piekę zajebiste ciasta i jestem z tego dumna. Bo denerwuje mnie, że wyjdzie taka, pokaże swój niewyrośnięty placek czy spaghetti gotowane w czajniku i już jest - ikona, fenomen, Simone de Beauvoir polskich internetów normalnie. Z całym szacunkiem, ale w momencie kiedy z autorki niepoważnego fanpage'a przechodzi pani Magdalena na okładkę "Obcasów", to ja temu zjawisku mówię "nie". No wkurzyłam się, mówię Wam, bo miałam już wgrane na bloga te zdjęcia domowej, miodowej granoli, którą upiekłam sobie i rodzinie kilka dni temu. A na zdjęciach miętowa miseczka i emaliowana łycha do płatków pod kolor. Ta łazienka świeżo odmalowana, taka śliczna. Czy ja jestem przez to uwięzioną w opresyjnej konwencji ofiarą? Czy to czyni ze mnie sztywniarę i frajerkę, podczas gdy wyluzowane intelektualistki trzymają swoje pogniecione ubrania na krześle? Ja też nienawidzę sprzątać i nie cierpię prasować, ale jestem dorosła, na litość boską, i mam faceta od tego też, żeby z nim te niewdzięczne obowiązki dzielić. Żadna tam ikona, żadna z niej Simone, to jest łajza superstar. Zapraszam na kurs gotowania, pani Magdo, dwie lewe ręce to kiepska wymówka.

 




łyżka emaliowana miętowa - Pretty Home

Granola miodowa

Składniki:

400 g płatków owsianych drobnych
150 g płatków owsianych górskich
100 g migdałów blanszowanych
50 g migdałów ze skórką
50 g sezamu
50 g pestek słonecznika
200 g miodu
150 g dobrego oleju roślinnego
1 łyżeczka cynamonu
100 ml wody

Przygotowanie:

  • w garnuszku połączyć miód, olej, wodę i cynamon, podgrzać aż wszystko się roztopi
  • w misce wymieszać suche składniki i połączyć je z miodową polewą
  • piekarnik nagrzać do 160 st C, płatki wsypać na dużą blachę i wstawić do nagrzanego piekarnika na godzinę – co 15-20 minut należy przemieszać wszystko drewnianą łyżką, by równomiernie się rumieniło
  • zmniejszyć temperaturę do 140 st C i dopiekać jeszcze 45 minut (również mieszając co jakiś czas)
  • po upieczeniu dokładnie wystudzić, przechowywać w szklanym słoju

źródło: White Plate

24 komentarze:

  1. :) Nie denerwuj się, nie warto, serio... Policz do dziesięciu i czekaj.Moda na flejtuchowatość i niedbalstwo minie jak faza na sklepy z towarem za 5zł. Tandeta, nijakość, niedoróbki wszelakie to moda tylko chwilowa i szybko wszystkim bokiem wyjdzie. Będzie dobrze, słowo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. aaaa, zapomniałam dodać, że przepis na granolkę podkradam ;) Wierzę, że jest pyszna, a dzięki miseczce i łyżce pod kolor wygląda tym bardziej zachęcająco!

      Usuń
  2. Aguś prowadzę bloga z głupią nazwą, bo Doskonała Pani Domu. I wiesz co? i jestem z tego dumna, że lubię sprzątać, że nie muszę się wstydzić jak ktoś wpadnie z niezapowiedzianą wizytą. Najwięcej czasu spędzam w sklepach z chemią gospodarczą i lubuję się w sprzętach ułatwiających życie pan domu.Tylko, że mnie nikt do telewizji zapraszać nie będzie i artykułów w gazecie też nie napiszę bo nudna jestem w tej swojej czystości .Wenita Kostis (ChPD) zrobiła coś co się po prostu sprzedaje i chwała jej za pomysł.Tylko ile w tym prawdy? Też czasem jestem ChPD bo zdarza mi się coś przypalić, zepsuć i wywalić, ale uważam że takie rzeczy nie są do pokazywania. Nie lubię propagowania lenistwa, wkurzają mnie hasła, że czyste domy mają nudne kobiety. G... prawda! czyste domy mają fajne babki, które dbają o siebie i o innych, którym zależy, a brudne domy mają BRUDASY I LENIE. A tak na marginesie. Widziałam kiedyś mieszkanie ChPD i wcale nie ma syfu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też przeczytałam na blogu, że jej mieszkanie LŚNI. A ChPD to tylko 'kreacja'.
      Ale po co to wszystko? Po co ten 'twór'? Ktoś się bawi w komika i rozbawia kobiety/żony/matki i mówi im, że syf w domu jest fajny i zabawny... Obala idealność i cukierkowość. Tylko, że niektórzy znajdują w tym usprawiedliwienie na swoje nicnierobienie, bałagan i 'dwie lewe ręce' do gotowania.
      A przestańmy się spinać, że musi być idealnie. Każdy ma swoją definicję na 'idealność'.
      Nie wiem, czy ja poczucia humoru nie mam, ale ChPD mnie nie bawi. Za stara chyba jestem.

      Usuń
  3. I wcale się nie dziwię, że się wkurzyłaś. Mnie normalnie szlag trafia na sam widok owej nazwy. I jedyne co mi przyszło do głowy to to, że mamy do czynienia z małolatą (czy to z metryki czy to mentalnie), która po prostu chce zaistnieć, a że chujowość w dzisiejszych czasach jest fajna... sama przeklinam okropnie, ale razi mnie to na forum publicznym, wnerwia Magda Gesler rzucająca garami i drąca mordę, ale to jest dzisiaj takie cholernie na czasie, im więcej wyzywania, przeklinania tym lepiej się sprzedaje... a owy twór o którym mowa to po prostu kolejny produkt dla mało inteligentnej masy. smutne

    OdpowiedzUsuń
  4. Zgadzam się w stu procentach, widziałam artykuł i gdy tylko się domyśliłam po bohaterce, obrazkach i nagłówkach, jaki będzie miał przekaz- zrezygnowałam z czytania.
    Bo też jestem z tych, co cieszą się z możliwości niesprzątania i walczą o to, by nie każda kobieta MUSIAŁA być perfekcyjną panią domu i matką, z ciastem w piekarniku i idealnie wyprasowanymi kołnierzykami w szafie, ale z drugiej strony- jak widzę ludzi (nie chodzi o płeć w ogóle) którzy się chwalą, że umieją ugotować tylko wodę na herbatę i że nawet jajecznicę przypalają- to ręce opadają, bo tu nie o poglądy chodzi, nie o gender equality i inne modne sprawy, a o życiowy ogar, rozgarnięcie, zaradność elementarną jakąś. Można nie gotować, jak się nie lubi, ale przechwalać się tym, że się nie umie i uczyć się nie zamierza- no, słabe. Można nie prasować, jak się lubi pogniecione rzeczy, ale obsługa pralki i żelazka nie jest znowu tak skomplikowana, żeby inteligentne osoby (znowu o płeć nie chodzi wcale) sobie z tym nie poradziły. I nie, nie uważam, że ktoś powinien coś robić "tym bardziej jako kobieta"- tylko "tym bardziej jako dorosły człowiek", facet czy babka, no nie mają się czym szczycić, jeśli podstawowe obowiązki domowe są im zupełnie obce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OK, edit: przeczytałam ten artykuł teraz, żeby być fair w swoich ocenach. Porusza parę kwestii, z którymi się zgadzam w 100%. "O to chodziło - mówi Magda - żeby dać pstryczka w nos utartym rolom. Kto powiedział, że to wyłącznie kobieta powinna się zajmować domem, być opiekuńcza i gospodarna? Mamy XXI wiek!"- i w sumie to jest chyba przesłanie pani Magdy, bo z dalszych fragmentów wynika, że jej nieogarnięcie, brud w domu i pusta lodówka jest bardziej kreacją stworzoną na potrzeby bloga. I jeśli to pocieszanie się, że nie zawsze wszystko musi wyjść perfekcyjnie komuś pomaga, to w sumie nie mam nic przeciwko.

      Usuń
    2. No i pełen obraz daje komentarz z bloga autorki: "I właściwie do tego sprowadza się cała filozofia ChPD – by brać się z życiem za bary i nie upiększać go na siłę. Jestem okropnie zmęczona aktualną tendencją do przechwalania się sukcesami, wynikami, wyścigiem kto pierwszy, kto dalej, kto lepiej. Na przekór – chwalę się tym, co mi nie wyszło. Nigdy nie chciałam dopisywać ideologii do tego, co robię, bo umówmy się – to przede wszystkim LOL content często parszywego sortu – ale w momencie, w którym zaczęłam dostawać po 200-250 maili dziennie z informacją, że działam lepiej niż NFZ, bo uzdrawiam śmiechem; kiedy dzięki mnie ktoś doszedł do wniosku, że do wszelkich potknięć można podchodzić z dystansem, zrozumiałam, że coś jest na rzeczy". Więc tu nie chodzi o tę ogórkową nieszczęsną, tylko o fakt, że mimo wszystko kobiety (i mężczyźni) czują presję, że muszą być naj. Że ciasto musi się udać, bo teściowa przychodzi. Że dobrze trzeba wypaść, bo koledzy patrzą. I o to, żeby temu się właśnie umieć oprzeć. Także po głębszym rozważeniu sprawy: pani Magda mnie przekonała, bo w prawdzie ja rozmrażam lodówkę przynajmniej raz w roku, ale jak widać- nie o tym u niej mowa.

      Usuń
    3. Nobel dla Ciebie za obiektywną wypowiedź.
      Ma sens sprzątanie, makijaż, dzieci, praca i ma sens brak parcia na bycie idealną w każdej minucie i dziedzinie życia.

      Usuń
  5. Ja nigdy nie rozumiałam fenomenu ChPD. No ale ja jestem sztywniarą i zdjęć zasyfionej chałupy bym nikomu nie pokazała ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mi by nawet do głowy nie przyszło, by takie zdjęcia robić ;)

      Usuń
  6. Cześć, przepraszam, że może nie do końca na temat,ale mam pytanie odnośnie półki nad wanną, gdzie mogę taką zakupić? Z góry dziękuję za info. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Dzięki Bogu, że jesteś! Przynajmniej nie jestem odosobniona w tym uczuciu. Pomimo tego, że ta sesja z okładki jest naprawdę dobra, to dlaczego nie gloryfikować tych, które są zajebistymi matkami i żonami, pieką ciasta, gotują, mają oporządzone mieszkanie, świeże kwiaty w wazonie, zawsze perfekcyjny makijaż i włosy, a do tego spełniają się zawodowo? Oczywiście, tych kobiet jest cholernie mało, ale to raczej one powinny stać na piedestale, do którego my - matki, żony (nie kochanki) chcemy dążyć!

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Tobą w 100 %! Nie będę powtarzać, bo moja przedmówczyni napisała dokładnie to, co i ja myślę na ten temat!
    Powiem jedno - Idealne Panie Domu górą ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ano widzisz! Mi się oberwało jakiś czas temu za to, że jestem idealną matką (panią domu chyba też podpinano pod to). Bo gotuję zdrowe i pożywne obiadki dla dzieci, wymyślam kreatywne zabawy i jeszcze do tego szyję, a no i w domu czysto mam.
    Zabolało mnie to bardzo, bo za idealną to się nie uważam. Za normalną jeśli już;) A wogle to jakaś zbrodnia?
    I powiedziała to osoba, którą ja podziwiałam za to, że po macierzyńskim wróciła do pracy zawodowej. Ja ją podziwiałam, a ona powiedziała że mnie nienawidzi za to...

    Nie znałam wcześniej ani bloga, ani autorki... Może miało być z humorem o tym, że nie wszystko musi być idealnie? Razi mnie sama nazwa. 'Chujowa'
    Drukowanymi literami może lepiej, żeby dzieci się nauczyły szybciej dobrego słowa?
    Nikt nie jest idealny, dom to nie muzeum, ale po co nawoływać do nicnierobienia, bo to takie zabawne? Ach, mam syf w domu, ale na fp ChPD pisza, ze to cool, wiec nie sprzatam.

    OdpowiedzUsuń
  10. Daleko mi do idealnej pani domu, nie lubie sprzatac i lsniace podlogi nie sa moim priorytetem w zyciu.. ale lubie miec czysto. wlasnie dlatego to robie. i tego ucze swoje dziewczyny.. moja 15 letnia corka umie wiecej niz niejedna wspolczesna kobieta i nie dlatego,zeby byla kura domowa..tylko uwazam ze kazdy dorosly czlowiek powinien z domu rodzinnego wyniesc pewne umiejetnosci. czyli sprzatnac po sobie, umiec sobie ugotowac(nie tylko parówki) i zarobi na siebie.. matki tego nie ucza bo nie maja czasu.. i potem efekty..ale zeby tym sie chwalic.. no nie ma czym

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja myślę, że każda skrajność budzi emocje...pozytywne lub negatywne...

    Kiedyś tak się nakręcałam fenomenem "Wyrodnych Matek"...omijając łukiem te "perfekcyjne"...i co?
    teraz zaglądam i tu i tam...jak mam za dużo lukru, to czytam te wyrodne...jak mam za dużo "narzekania" to se trochę lukru kapnę...

    Sama nazwa "chujowa" jest fakt..wulgarna, ale też chwytliwa...a wiadomo jakie czasy...chwytliwa nazwa ... przyciąga...więc udany zabieg marketingowy...
    Ja też jestem skrajna...raz siarczyście zabluźnie, a drugi popłaczę się ze wzruszenia...a czasem złapie balans i kiwam się jak Jogin na macie, śpiewam mantry, peace and love...
    I ani nie gloryfikuje przypalonej patelni od trzech dni leżącej w zlewie, ale też nie spalam się aby świeciła się jak psu jajca :)...Lubię porządek, ale nie lubię sprzątać, więc sprzątam, aby mieć względny porządek i móc w spokoju napić się kawy i jednocześnie nie przyklejając się do blatu w kuchni...pzdr

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja doceniam kreacje mające na celu pokazać, że NIE MUSIMY. Nie znaczy to, że nie możemy ale znaczy, że nie musimy. Jeśli nam nie przeszkadza to nikt nie może od nas tego wymagać. I niestety nie rozumiemy tego bo nam się wciska od zarania dziejów, że jesteśmy odpowiedzialne za dom. A gówno prawda! W tym szalonym kraju jak widać trzeba aż takich kontrastów, żeby uświadamiać żeby zmieniać żeby do kogoś to wreszcie dotarło. Dlatego szanuję każdą nieogoloną łydkę, o ile nieogolona jest dla idei, uwielbiam naturalnie siwe włosy Manueli Gretkowskiej i każdą najzwyklejszą kobietę za jej nieład włosów i brak makijażu TYLKO dlatego że jej się nie chciało i poczuła że NIE MUSI!.

    A wiesz dlaczego? Bo w naszym dziwnym kraju to wymaga niebywałej ODWAGI, na co najlepszym dowodem jest Twój wpis.

    Pozdrawiam i ogromnie się cieszę, że Cię CHPD wku...ła. o znaczy, że jest na najlepszej drodze to celu. Miłego dnia. Ala

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam wrażenie, że zarówno Tobie, jak i niektórym Twoim czytelniczkom, coś (może emocje?) nie pozwoliły na przeczytanie tekstu z WO ze zrozumieniem. Przecież on (artykuł, ale także sam profil CHPD) nie jest gloryfikacją lenistwa tylko pokazuje (oczywiście z sposób mocno przejaskrawiony), że kobieta - tak samo jak mężczyzna - ma prawo popełniać błędy oraz - w szerszym kontekście - że przyjęcie tzw. tradycyjnego podziału ról powinno zależeć od woli samych zainteresowanych, a nie wynikać z przymusu społecznego.

    A wszystkim kobietom, które twierdzą, że robią karierę zawodową, a do tego zajmują się perfekcyjnie domem, dziećmi, mężem i sobą, chciałam powiedzieć, że... Wam nie wierzę! No chyba że należycie do bardzo wąskiego grona zawodów, w których kariera nie wiąże się z poświęcaniem jej min. 10 godzin dziennie (wliczając dojazdy).
    Osobiście przerabiałam różne scenariusze (super płatna praca w minimalnym, czyli tym 10h wymiarem pracy, ale z dużym obciążeniem stresem, ze średnim poziomem rozwoju zawodowego; praca słabiej płatna, stres ten sam, godziny te same, ale wyzwania większe; praca w domu, słabo płatna, bez perspektyw rozwoju, ale z możliwością większego zarządzania swoim czasem) i w każdej z tych opcji, przy bardzo dobrej organizacji pracy, na jakiś element życia zawsze brakowało czasu (mimo że wraz z mężem dzielimy po równo tzw. obowiązki domowe). Zawsze trzeba było wybrać jakieś priorytety. Doby nie da się rozciągnąć, a ilość godzin do zagospodarowania można zwiększyć tylko kosztem czegoś (np. zmniejszyć wymiar etatu, ilość snu, zrezygnować z hobby itp. albo po prostu zlecać niektóre rzeczy pomocnikom).
    W kontekście realnego życia przechwałki niektórych kobiet, które wskazują, że na wszystko można znaleźć czas i pokazują tylko to, co jest potwierdzeniem tej tezy, drażnią... A wypowiedzi kobiet, które uzupełniają ten schemat o twierdzenia, że wszystko robią same, a mąż tylko zarabia na życie, wywołują współczucie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Tobą w 100%. Ja też nie wierzę, że można być perfekcyjną we wszystkim i mieć czas na wszystko. Zawsze coś kosztem czegoś. Wolę być szczęśliwą kobietą z pajęczyną w rogu pokoju, niż perfekcyjną Panią domu, której nic nie cieszy, a jej jedyną pasją jest mycie podłóg. :)

      Usuń
  14. profil ChPD odpowiada mi jako opozycja do wmawiania kobietom, że są nieszczęśliwe bo mają nie dokładnie umytą łazienkę, a mężowie zaczną je szanować gdy nauczą się składać prześcieradło z gumką. Nie jestem jednak zwolenniczką gloryfikowania nieróbstwa. Raczej jestem za wyborem. I prawem kobiety do tego, ze by czasem skarpetki walały się po szufladach samopas oraz, żeby od czasu do czasu ciasto na imprezę przytargać z cukierni.

    OdpowiedzUsuń
  15. mam, podobnie jak jedna z poprzedniczek, wrażenie, że artykuł nie został przeczytany ze zrozumieniem. nie znajduję w nim gloryfikacji abnegacji domowej. po pierwsze autorka sama przyznaje, że ten bajzel to pewnego rodzaju kreacja dla potrzeb fanpage'a, który wg mnie (zajebistej pani domu ;)) jest prześmieszny. mam kilka durszlaków do odcedzenia ryżu, ale torebka tegoż powieszona na gałce od szafki kuchennej bawi mnie. nie węglę wypieków, ale zwęglone pączki z podpisem "ciorne kule" uważam za zabawne. i nie jest to rozbawienie złośliwe. po drugie - autorka nie twierdzi, ze ustawia się w kontrze do perfekcyjnych pań domu, twierdzi tylko, że słabo jej wychodzi ten sport i i że lepiej się z tego pośmiać niż ulegać frustracji. inna też sprawa, że ja czytam blog magdy - venila kostis - i wiem, że to wartościowa dziewczyna, która myśli, zwiedza, czyta, pochłania świat. osobiście uważam, że czasem lepiej przeczytać zapierającą dech w piersiach literaturę, albo zobaczyć nowy zakątek pięknego miasta i odpuścić pucowanie wanny. sama jestem z gatunku o niepoluzowanych pośladkach, ale ja na takie egzemplarze jak magda (czyli w chacie nie lśni, ale za to w głowie owszem) patrzę z podziwem i zazdrością, a nie z politowaniem czy przyganą.
    nie warto podchodzić do porządku w domu i zupy pyrkającej na ogniu z przesadną powagą. owszem, przyjemnie jest jak jest posprzątane, poprane i dobry obiad na stole, ale to nie jest środek wszechrzeczy, naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoda, że tak ten tekst odebrałaś. Wkurzasz się, bo sama się starasz? Ale zaraz, dla kogo to robisz? Bo jeżeli dla siebie i rodziny, żeby czuć się dobrze, to w czym problem? Nie malujesz ścian w mieszkaniu, żeby znaleźć się na okładce magazynu. A może wkurzasz się, bo sporo jest w tym wszystkim prawdy i chciałabyś, żeby nie zależało Ci tak bardzo...?
    Chujowa Pani Domu jak mówi sama Magda, to kreacja i nie znaczy wcale, że żyje w syfie. A nawet gdyby, to myślę, że w dobie dążenia do perfekcyjności taki głos jest ważniejszy od kolejnych porad, które zdałyby test białej rękawiczki.
    No i na koniec pamiętaj, że feminizm polega między innymi na tym, żeby żyć jak się chce i dać żyć innym kobietom tak jak chcą.

    OdpowiedzUsuń