Od dwóch tygodni za sprawą bukietu tulipanów, kilku słonecznych dni, paru przebiśniegów i lokalnego ptactwa mam totalną korbę na wiosnę. Pożądam kwiecia, domagam się kolorów, żądam słońca. Wypatruję zielonych pąków równie intensywnie, co nowych donic na balkon.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shopping. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą shopping. Pokaż wszystkie posty
sobota, 1 marca 2014
żądam wiosny
Od dwóch tygodni za sprawą bukietu tulipanów, kilku słonecznych dni, paru przebiśniegów i lokalnego ptactwa mam totalną korbę na wiosnę. Pożądam kwiecia, domagam się kolorów, żądam słońca. Wypatruję zielonych pąków równie intensywnie, co nowych donic na balkon.
środa, 12 lutego 2014
sobota, 1 lutego 2014
w styczniu
W styczniu przyszła zima, spadł śnieg, dużo śniegu spadło, ale to wszyscy wiecie, u Was pewnie podobnie. Po kilku miesiącach zastanawiania się, jaką my właściwie mamy porę roku to rzeczywiście nie lada wydarzenie, więc i ja pstrykałam - siebie na śniegu, Zofię na śniegu, siebie w czapce, a nawet dwóch. Do rangi wydarzenia podniosłabym także fakt, że mam nowe buty. Poważnie mówię. Tę parę botków przywiał do mnie wicher zmian, że się tak patetycznie wyrażę. Jest to bowiem pierwsze od lat obuwie, w którym, gdy stąpam po śniegu, to nie bluzgam. Trzydzieści dwa lata mi zajęło znalezienie butów zimowych, w których jest ciepło, które trzymają się podłoża, a w których nie drobię jak gejsza. O tyle to dla mnie ważne (pomijając najbardziej oczywistą przyczynę - komfort życia w zimie), że chyba jakoś na prostą wychodzę ze swoją kobiecością. To trochę jak z facetami w różowym, zawsze się śmieję, że Ci, którzy nie boją się nosić tego koloru, są świadomi własnej męskości. Myślę sobie, że skoro przestałam się przebierać za panią w płaszczykach i kozaczkach na obcasie, to chyba znak, że już nie muszę nikomu udowadniać, że jestem kobietą. Bo mogę sobie nią równie dobrze być w parce, luźnych spodniach z ważką na tyłku i militarnych botkach. Nie potrzebuję już tego stuku-puku po chodniku, okupionego bólem i opuchlizną, by wiedzieć, kim jestem. Taki mały przełom odzieżowo-stylistyczny tej zimy przerobiłam.
Styczeń 2014 będzie dla mnie już na zawsze miesiącem przełomu, więcej niż odzieżowego, bo prawdziwie życiowego. Nie wydarzyło się jeszcze nic nowego, na razie żegnam stare. Ogarniam się, odpoczywam, liżę rany, kombinuję i myślę. Piję też kawę, piję dużo kawy, często na leżąco. Dobra, pita nieśpiesznie, z pięknych filiżanek kawa (zwłaszcza na leżąco) może być w dzisiejszych czasach synonimem luksusu. Celebruję więc nieśpiesznie ten życiodajny rytuał, bo też się nigdzie nie spieszę. Łapię te luksusowe chwile na instagramie, na którym też w tej sytuacji nieśpiesznej mocno się w styczniu uaktywniłam. Ostatnie parę miesięcy mogłam sobie (kiedy było jasno) najwyżej pyknąć fotkę swojego biurka w pracy albo na ten przykład - kopiarki. Dużo bardziej mam teraz malownicze okoliczności do pstrykania, wyjątkowo mam urokliwe śniadania, kawy, poranki i dni.
Styczeń był także miesiącem obfitującym w doświadczenia konsumpcyjnych uniesień. Wyprzedaże, nowości, imieniny, ocieranie łez - wszystko to sprzyja puszczaniu kasy i otrzymywaniu totalnie niezbędnych do szczęścia przedmiotów. Nasze mieszkanie stało się piękniejsze o nowy dywan, masę pięknych, skandynawskich melaminek i ceramiki, filiżanki, wazoniki oraz prawdziwe perełki i wisienki na torcie - miniradio i słuchawki Philips (zasługują absolutnie na osobny wpis, ten wkrótce).
Będzie więc w lutym u nas o wiele inaczej, mam nadzieję, że nie smutno. Na pewno wolniej i piękniej. Nie czułam się w zasadzie nigdy deterministką, ale teraz wierzę w te słowa, powiesiłam je nawet nad łóżkiem:
środa, 15 stycznia 2014
perspektywa babciocentryczna
Babciu, babciu, cóż Ci dam? Bo chyba nie Biovital. Babcie zazwyczaj zasługują na więcej (no chyba że to zrzędliwe staruchy, ale te z dzisiejszych rozważań wyłączmy). Zakładając, że jesteście w podobnym wieku, co ja, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że podobnie jak ja nie macie już babć. Ci, co mają, niech się cieszą i czytają dalej. Kto nie ma, a ma własne dzieci, a te dzieci - babcie - wy też czytajcie. Tak, wiem, babcie uwielbiają laurki i kwiatki. Ale czy na pewno urocze bohomazy Waszych grzdyli uszczęśliwią je bardziej niż coś osobistego? Czy sądzisz, że kolejny zestaw podkładek pod kubki/kubków/poduszek/koszulek/breloczków/magnesów (niepotrzebne skreślić) z podobizną Stasia czy Julki (tyle, że rok starszych) to właśnie to, o czym marzy babcia Stasia czy Julki?
Mogłoby się zdawać, że wyłazi ze mnie hipokryzja, bo: a) jestem wielką fanką handmade b) od trzech lat Zośki babcie dostają od nas kalendarze ścienne z młodą. Śpieszę wyjaśnić, że: a) nadal jestem wielką fanką handmade b) ja akurat wiem, że kalendarz to właśnie to, o czym marzą babcie Zośki:) Wypróbowałam 3 lata temu i nie dają mi przestać, już od grudnia dopominają się o kolejny.
Zmierzam generalnie do tego, żeby nieco zmienić perspektywę z dzieciocentrycznej na babciocentryczną. Bez grzdyli nasze mamy nie byłyby wprawdzie babciami, to fakt. Ale naszła mnie w tym roku przed Dniem Babci taka refleksja, żeby tę ich babciowość celebrować nie tylko w odniesieniu do młodej, tylko wynagrodzić codzienne zaangażowanie jakoś inaczej. Babcia też cżłowiek, lubi ładne rzeczy.
Mam pełną świadomość, że ani poniższa typologia, ani moje propozycje prezentowe nie wyczerpują arsenału babć i ich potrzeb nawet w połowie, ale trudno, na tym się znam - na ładnych rzeczach. Poza tym nie wiem, gdzie kupić figurę Matki Boskiej Częstochowskiej z odkręcaną głową.
1. Babcia romantyczna
Są takie babcie z gatunku tych wytwornych i subtelnych, które zawsze mają ułożone na wałki włosy, pachną wodą różaną i szminką Celii. W domu mają mnóstwo bibelotów, komody pełne starych zdjęć w zdobionych ramkach, porcelanowych piesków, kredensy wypełnione kryształami i rodzinnymi pamiątkami. W ich szufladach leżą medaliony z podobiznami dziadków, gdy byli piękni i młodzi. Kochają kwiaty i szydełkowe poszewki, obrusy w róże i filiżanki w kwiatki.
1,2,3,5,7 - IKEA
4 - Lisbeth Dahl (Live Beautifully)
6 - L'ocitanne, seria różana
2. Babcia - leniuszek
Napracowała się już w życiu i teraz się relaksuje. Ma siedem par okularów w różnych częściach mieszkania, pięć napoczętych książek przy łóżku i stos gazet na kuchennym stole. Pije dużo herbaty, czarnej i mocnej, kawy takowoż. Pali świecie i papierosy często też, mimo, że na nią krzyczycie. Lubi swój wielki fotel, lubi leżeć w nim, otulona w pled i czytać długo w noc. To dlatego późno wstaje, nie dzwoń więcej nerwowo przed dziewiątą, daj się kobiecie wyspać.
1,6 - Emalia Olkusz, seria Nostalgia
2,4 - Green Gate (Pretty Home)
3,5,7 - IKEA
3. Babcia herbaciara
Ikoną tej postaci jest królowa angielska, herbaciara ma też dużo klasy, ale i sąsiadek. Nie wyjdziesz od niej bez herbatki, a jak herbatka, to i ciasteczko albo dżemik. Poi Ciebie i wszystkie sąsiadki, herbatka z rana, herbatka w południe, herbatka do serialu i herbatka przed snem. To dla niej życiodajny rytuał, nie marnuj w tym roku kasy na koc elektryczny czy nowy beret.
1 - uwielbiamherbate.pl
2 - Bonne Mamam
3 - Clipper
4,6 - Marks & Spencer
5,9 - Green Gate (Pretty Home)
7,8 - Ib Laursen
10 - Garden Trading
4. Babcia piekąca
Ona zawsze pachnie szarlotką, nawet jeśli jej wcale nie piekła. Jest mistrzynią sernika (tego z przepisu Wandzi, ale nie chce go zdradzić - twierdzi, że dostaniesz ten gruby, pożółkły zeszyt po jej śmierci). Najbardziej na świecie lub Was karmić, zawsze ma przynajmniej pół blachy pleśniaka, jak przychodzicie. I co to jest za pleśniak, o matko! Nauczyła się odmierzać na szklanki, bo waga od dawna oszukuje, ciasteczka chowa do puszki po kawie z darów. Niech karmi i piecze z klasą wreszcie, i ona, i te szarlotki zasługują na to.
1,7 - Ib Laursen (Live Beautifully)
2 - Katie Alice Cottage Flower
3 - Bloomingville (Amazing Decor)
4 - Green Gate (Pretty Home)
5 - Kitchen Craft
6 - Lisbeth Dahl (Live Beautifully)
piątek, 6 grudnia 2013
magiczne fluidy i szał pał
Nie ma wątpliwości - był, odwiedził nas, gdy spaliśmy. Pierwszy, niepodważalny dowód to buty pełne łakoci i upominków. Na kuchennym stole został też niezbity corpus delicti w postaci śladów po jego nocnej uczcie. Zostawiliśmy mu szklankę mleka i talerz ciastek, specjalnie przypalonych dla niego przez Zosię i tatę. Młoda dołożyła jeszcze banana, zatroskana o jego formę w tę wietrzną noc. Drugi raz w życiu widziałam moje dziecko dosłownie roztrzęsione z emocji, małe, drżące rączki niezdarnie walczyły w pudełkami i taśmami, rwały papiery, zaspane czarne oczka błyszczały i z każdą chwilą otwierały się coraz szerzej z zachwytu, a pulchne policzki nabierały rumieńców z wrażenia. Piszczała, skakała, tuliła swoje aniołki i małego jamnika. Istny szał-pał.
Kto nie widział dziecka w mikołajkowy poranek, nie widział prawdziwej magii, szczerej fascynacji, nie doznał tego szczególnego rodzaju wzruszenia. Nie sądziłam, że oszukiwanie dziecka może mi sprawić kiedykolwiek taką radość.
Tę chwilę w porannym półmroku zostawię tylko dla nas, za piękna, zbyt rodzinna i tylko nasza była, by biegać z aparatem. Uwieczniłam krajobraz po bitwie, gdy młoda, posilona sporą dawką czekoladowych misiów i żelków, z aniołkiem w kieszeni poleciała już do przedszkola.
Jeszcze ten śnieg za oknem, czysty i puszysty, tak, jak chciałam. Magiczne fluidy wiszą w powietrzu, czuję to wyraźnie. Ale cudnie jest.
P.S: Dziś odpalamy piernikową manufakturę, w weekend będą więc pepparkakor oraz świąteczne DIY: domowe kule śniegule. Zaglądajcie!
poniedziałek, 2 grudnia 2013
babskie sprawy (z czterolatką)
Babski weekend. Zamiast zabiegów w spa miałam nocną nasiadówę we własnej łazience z mikrodermabrazją i maseczką (jest meeega). Zamiast kolorowych drineczków miałam herbatę z cytrynówką, wypitą samotnie przed komputerem. Kobiecy szoping w moim wydaniu to nie nowe fatałaszki, tylko ciepłe kozaki dla czterolatki, foremki do ciasteczek, brokat i sztuczny śnieg do ozdób choinkowych. Byłyśmy z Zośką same, dogadzałyśmy sobie od rana puszystymi pankejkami z żurawiną i skórką pomarańczową, pizzą na mieście, łaziłyśmy w piżamach do południa, wyklejając cyferki na kalendarzu adwentowym (jutro!). Zosia i ja, mama i córka, babskie sprawy, chichranie i spanie w przytuleniu, chociaż całe łóżko nasze. Nie chciałabym utrwalać w niej takiej kliszy, że jak babski dzień, to zakupy. Były też prace ręczne, rozmowy, wygłupy, książki, zabawki, malowanie. Ale lubię to, lubię oglądać z nią chomiczki na wystawie zoologicznego, przymierzać ubrania, oglądać duperele i tłumaczyć jej, dlaczego ich nie potrzebujemy. Jestem zawsze bardzo dumna, bo nigdy nie było u nas sklepowych histerii i wymuszania zakupów, dogadujemy się i umawiamy, na co możemy sobie pozwolić, na jakie atrakcje jest czas i kasa. Mądra moja.
Ja też byłam grzeczna na zakupach, nie kupiłam (prawie) nic niepotrzebnego. Dostałam tylko wewnętrznej histerii ze szczęścia na widok wielkiego akwarium, wypełnionego po brzegi ceramicznymi gałkami w nanu nana. Jak wygłodniałe dziecko w sklepie z cukierkami, zwariowałam. Następnego dnia odmieniłyśmy z młodą jej komodę, mama i córka, śrubokręt w dłoń i mebel jak nowy. Potem galeria świątecznych obrazków, podrukowałam jej różne Mikołaje, renifery i napisy, do tego sznur lampek i szyna nad biurkiem jest już adwentowa.
A jak Wam minął weekend? Jakieś przedświąteczne przygotowania?
Udanego tygodnia,
A.
Etykiety:
christmas,
christmas decorations,
dekoracje,
dzieciaki,
home decor,
kids,
kids' rooms,
lifestyle,
pokój dziewczynki,
shopping,
Święta,
zakupy
niedziela, 1 grudnia 2013
co będzie grane
Nie wiem, jak Wy, ale ja planuję przez najbliższe 24 dni świetnie się bawić. Będę pielęgnować w sobie wewnętrzne dziecko, kurę domową, pławić się w przedświątecznym klimacie, dekorować, piec, spędzać czas na wycinankach i wyklejankach. Wczoraj z Zośką (oraz połową Trójmiasta) wybrałyśmy się za zakupy, uzupełniłyśmy zapasy kleju, brokatu, kolorowych papierów, powiększyłyśmy kolekcję foremek o kilka mniej lub bardziej świątecznych kształtów. Jesteśmy (prawie) gotowi, ogłaszam oficjalny start przygotowań przedświątecznych w krainie Polka Dot.
W moim domu rodzinnym co roku na tydzień-dwa przed Świętami mama wieszała na lodówce kartkę z napisem "lista zajęć przedświątecznych". Spis ten zawierał kolejność porządków, wypieków i zadań, organizował nasze życie w ostatnich dniach przed godziną "zero". Nie, żeby moja mama była jakaś specjalnie zadaniowa, ale to bardzo ułatwia życie, zwłaszcza, jak wyprawia się Święta dla piętnastu osób. Ja nie wyprawiam, ja się jeszcze wbijam do rodziców jednych i drugich, nie znajdziecie więc tutaj przepisów na dania Wigilijne, nie robię bowiem ryb, galaret, nie wyprawiam obiadów. Nie znajdziecie u mnie makowców, pierników i innych klasyków, jestem świąteczną słodyczową eksperymentatorką i ciasteczkowym potworem.
Zrobiłam sobie listę zajęć przedświątecznych, pokażę ją Wam, żebyście wiedzieli, czego się spodziewać. Podzieliłam ją na tygodnie adwentu i tak znajdziecie u Polki, co następuje:
Tydzień pierwszy:
1. Świąteczne kremy: lemon, orange, cranberry curd. Cytrynowy z kardamonem, pomarańczowy i żurawinowy z nutą cynamonu. Użyję ich później do trufli i kruchych ciasteczek z dziurką.
2. Pierniczki - będą tradycyjne, kruche, dekorowane lukrem i przepyszne, ciągnące tzw. "ginger snaps".
2. Domowe kule-śniegule ze słoika.
3. Musujące pastylki do kąpieli - pomysł na upominek "handmade".
5. Ozdoby choinkowe z papieru.
Tydzień drugi:
1. Pomysły na pakowanie prezentów + etykiety do druku mojego projektu.
2. Inspiracje na świąteczne wieńce.
3. Domowe krówki z cynamonem i migdałami - ja w tym roku robię je jako świąteczny upominek dla znajomych.
4. Zamiast choinki - stroik świąteczny. Dla tych, którzy wyjeżdżają na Święta i nie kupują własnego drzewka albo dla tych, którzy chcieliby mieć świąteczny akcent w każdym pomieszczeniu.
Tydzień trzeci:
1. Kruche ciasteczka - wycwaniłam się i z jednego ciasta robię kilka różnych gatunków ciasteczek. Zagniatam maślane ciasto z kilku porcji i zamieniam je na lukrowane gwiazdki, orzechowe serduszka i ciastka z dziurką, wypełnioną różnymi fajnymi gadżetami.
2. Choc chip cookies i ciasteczka czekoladowe - jak wyżej: jedna baza, kilka gatunków ciastek.
Tydzień czwarty
1. Sernik cynamonowy - świąteczny klasyk i (dla niektórych) król stołu. Puszysty, wysoki, na pierniczkowym spodzie - genialny.
3. Trufle cytrynowe z białą czekoladą (i nutą kardamonu). Ja na Święta od klasycznych ciast wolę podjadać różne takie drobiazgi: domowe pralinki i ciasteczka. Te są absolutnie wyjątkowe.
źródło zdjęć: pinterest
Subskrybuj:
Posty (Atom)
loading..
























































