Pokazywanie postów oznaczonych etykietą food. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą food. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 17 lutego 2014

obiadowe zło wcielone


W sobotę miałam przygotować obiad dla mężczyzn i dzieci, dwóch mężczyzn i trójki dzieci - gwoli ścisłości. Jednej od pary nie było, ja postanowiłam zadowolić się liśćmi, zostali więc tylko oni - mężczyźni i dzieci.

piątek, 13 grudnia 2013

styl kompulsywno-unikowy (i biszkoptowe pankejki)

Mój styl radzenia sobie z problemami nazwałabym kompulsywno-unikowym. To jest styl toksyczny, najgorszy. Czytają mnie inteligentni ludzie, więc co ja tu będę tłumaczyć. Zwłaszcza, że większość z Was to pewnie hedoniści lub bardziej dobitnie: żarłoki, zakupoholicy, ochlapusy i prokrastynatorzy, więc znacie to z autopsji. Wiem to o sobie od dawna, ale dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jaki to ma związek z pankejkami. Ba ma, serio, już tłumaczę. Zastanawiałam się bowiem od weekendu, jak wyjaśnić Wam obecność kolejnego gatunku pankejków na blogu. Żeby nie było, że jestem nudna, monotematyczna, że znów te placki i w ogóle to laska chyba niewiele więcej ugotować potrafi. Że blog powinien się nazywać The Pancake Project a nie jakaś tam Polka, w dodatku Dot.

Sobotnie i niedzielne poranki, dla większość normalnych ludzi to czas błogi i bezstresowy. Nie dla nas, zadaniowców, perfekcjonistów, którzy żyją z listą rzeczy do zrobienia w tyle głowy dłuższą niż rolka srajtaśmy. Dla nas sobota i niedziela rano to czas, w którym tak bardzo chcemy wpisać się w dominujący styl zrelaksowanego spędzania weekendowych poranków, że aż łapiemy stresa. Oprócz odpoczynku wymyślam sobie na weekend tyle zadań, że na odpoczynek zazwyczaj nie zostaje już czasu. Stąd te pankejki. Po pierwsze: kompulsja, zajadam poranny stres. Po drugie: prokrastynacja, wydłużam sobie czas przed zaczęciem dnia, przed obowiązkami, które sama sobie wymyślam. Można by oczywiście łyknąć szybko bułę i rzucić się do sprzątania, ale ja prokrastynuję, przeciągam czyli. Na wypadek, gdybyście mieli podobne problemy, zostawiam przepis (jak macie dużo problemów, zróbcie podwójną porcję i usmażcie dużo, bo generalnie szybko to idzie).





Białka należy ubić na sztywną pianę, w osobnej misce zmiksować pozostałe składniki, wmieszać delikatnie pianę. Do moich dodałam łyżeczkę ekstraktu z wanilii, wyszło im to korzyść. Rozgrzać patelnię, posmarować kroplą oleju przy użyciu ręcznika papierowego. Kłaść łyżką i smażyć z obu stron za złoto. Podawać z ulubionymi słodkimi dodatkami: cukrem pudrem, konfiturą, kremami i smarowidłami wszelkiej maści. Z jednej porcji wychodzi jakieś 15 pulchniutkich, sytych sztuk.

wtorek, 12 listopada 2013

obiad człowieka leniwego

Lub zabieganego. Albo miłośnika szpinaku. Coś dla wegetarian. Przedstawiam genialny patent mojej mamy - leniwe szpinakowe. Błyskawiczne, delikatne, przepyszne. Same lub jako dodatek do mięs. Mówimy na nie "zielone kluchy" i uwielbiamy wszyscy - polane masłem lub sosem z pleśniaka (wersja wyrafinowana).





Leniwe szpinakowe

  • 0,5 twarogu w kostce (używam półtłustego)
  • 1 opakowanie (450g) rozdrobnionego szpinaku mrożonego
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka masła
  • 1 jajko
  • 100 g mąki
  • 100 g kaszy manny (od biedy może być sama mąka, z kaszą są delikatniejsze)

Przygotowanie:

  • szpinak podduś na łyżce masła aż się rozmrozi i odparuje z niego woda, posól, popieprz, wciśnij czosnek
  • twaróg rozdrobnij widelcem, posól i popieprz teraz, póki możesz sprawdzić smak
  • uduszony szpinak zdejmij z ognia, odstaw na chwilę do przestygnięcia
  • dodaj ostygnięty szpinak do twarogu, wbij jajko, wsyp mąkę i kaszę mannę
  • masa będzie jeszcze dość rzadka, poczekaj chwilę aż kasza nasiąknie i formuj kluski jedną z technik (nie przejmuj się, że masa się lepi, nie może być za sucha, bo kluchy będą twarde, kleistość ciasta niwelujemy mąką - użyta od zewnątrz, bez wgniatania w środek nie zmieni konsystencji kluseczek i będą delikatniejsze)

Technika pierwsza:

Zamocz ręce w mące, odrywaj nieduże porcje ciasta i formuj kulki, odkładaj na wysypaną mąką tacę, spłaszczaj (można zrobić fikuśną dziurkę jak w kluskach śląskich), postępuj tak z resztą ciasta, mocząc ręce w mące, kiedy będzie to konieczne.

Technika druga:

Stolnicę wysyp obficie mąką, wyłóż całe ciasto, umoczonymi w mące dłońmi uformuj wałek i odcinaj z niego kluseczki.

Wrzucaj je na osolony wrzątek, gotuj kilka minut - do wypłynięcia klusek na powierzchnię.

Polewaj roztopionym masłem lub sosem z pleśniaka (parę łyżek mleka podgrzej w rondelku, wkrusz ser w niebieską pleśnią - ok.10-20g, naprawdę nie mam pojęcia, ile tych składników użyłam, jak zwykle na oko).

niedziela, 3 listopada 2013

cytrynowy eksperyment (udany)

Rzadko jemy mięso w domu, nie jesteśmy zbyt mięsożerni, a ja zwyczajnie nie mam ręki do mięcha. Pieczenie, gulasze i zrazy - nie moja bajka. Łapczywość, z jaką mój mąż rzuca się na obiady u naszych mam, tempo, w jakim pochłania żeberka, kurczaki, karkówki z ziemniarami sugerowałoby, że ma tego na co dzień pewien deficyt. Mi też się zdarza zatęsknić za kojącym smakiem mięsa z sosem i kaszą. Nie byłabym jednak sobą, gdybym czegoś nie udziwniła. Że cytryna fajnie wzbogaca smak drobiu - wiadomo, nie stosowałam jej jednak wcześniej do mięs, które mają być podane z sosem. Eksperyment zaliczam do udanych, cytrusowa nutka pieczonego z tymiankiem i czosnkiem indyka wyszła mu dobre, smak spieczonych cytryn ciekawie odświeżył smak sosu. To samo z pęczakiem, ugotowałam go z łyżką masła, gdy już wypił całą wodę, wcisnęłam ząbek czosnku, wycisnęłam sok z połowy cytryny, wsypałam mnóstwo pietruchy. Dobre było.








Pieczona pierś indycza

  • pierś z indyka
  • 2 cytryny
  • gałązki świeżego tymianku
  • 3 ząbki czosnku
  • oliwa z oliwek
  • sól, pieprz

Mięso umyć, natrzeć oliwą, solą i pieprzem, skropić sokiem z jednej cytryny, drugą pokroić w plastry i obłożyć  nimi mięso. Czosnek pokroić w plasterki i powtykać w mięsne zakamarki, dodać gałązki tymianku i świeżo zmielony pieprz. Piec w brytfance około 45 minut w piekarniku nagrzanym do 200 °C. 

Po upieczeniu wyjąć pierś z naczynia, mięsno-ziołowe osady z dna zalać wodą i przelać do rondelka. Dosolić, dopieprzyć, zagotować, przelać kilka łyżek do szklanki, zaciągnąć łyżką mąki, dokładnie wymieszać i przelać do sosu, cały czas mieszać, by nie zrobiły się grudy. 

Podawać z doprawionym cytryną, czosnkiem i pietruszką pęczakiem, pycha!

sobota, 2 listopada 2013

a breakfast for post-alcohol sadness

Są takie poranki, kiedy życie jest wyjątkowo ciężkie. Niektórzy piją wtedy wodę z kiszonych ogórków, inni sok pomidorowy. Są tacy, co ratują się lekami. Większość lubi wtedy dobrze zjeść, i słusznie. Pożywne śniadanie to podstawa funkcjonowania w kacowy dzień. Dietetycy pewnie mogliby wytłumaczyć, dlaczego stan zdrowia po nadużyciu poprawiają jajka, ja tej wiedzy nie mam, ja tylko czuję, czego domaga się moje ciało: jaja, ser i masło. Coś słonego i wyrazistego, jeśli do tego pojawi się jeszcze akcent zieleni, od razu czuję się jakoś zdrowiej. Do tego razowy tościk, mocna kawa i można powstać z martwych. 

Poniższy przepis można równie dobrze zastosować w zwyczajny, nie zburzony poalkoholowym smutkiem poranek. Można dodać dowolne składniki, wszystko, co dobrze idzie z jajami: cebulka, pieczarki, kurki, pomidory, sery wszelakie, szczypiorek itepe. To w zasadzie to samo, co pieczona jajecznica czy mini-omlecik, ale o ile ładniejsze.

...

There are those mornings, when life is extremely hard. Some drink the sour water from the pickles' jar, others - tomato juice. Some people resort to medicines. Most however, like to eat well, and they're right. Nutricious breakfast is a foundation of functioning on a hangover day. Dieticians sure could explain, why eggs improve well-being after alcohol overdose, I don't have this knowledge, I just feel my body needs eggs, cheese and butter. Something salty and intensive, if it has a green accent, I already feel healthier. A dark toast, a cup of strong coffee and you may raise from the dead.

The following recipe can be as well used on a regular morning, not destroyed with a post-alcohol sadness. You can add any ingredient that goes well with eggs: onion, mushrooms, tomatoes, cheeses of all kinds, chives, etc. This is pretty much like a baked scrumbled eggs or a mini-omelette, bo so much prettier.










Śniadaniowe muffinki jajeczne

(6 sztuk)

  • 6 jajek
  • kilka plastrów szynki
  • kilka plastrów sera
  • garść liści szpinaku
  • sól, pieprz
  • masło

Jajka rozkłócić, dodać sól i pieprz, potarty i pokrojony drobno ser. Foremkę na muffiny wysmarować masłem, w każde zagłębienie wrzucić szynkę i listki szpinaku, zalać jajkami, na wierzch położyć cienki płatek masła. Piec ok. 10 minut w rozgrzanym piekarniku aż urosną i jajka zetną się całkowicie (można nakłuć patyczkiem lub widelcem, żeby sprawdzić, czy nie wypływa spod spodu surowe jajo).

Można wrócić pod kołdrę i uciąć sobie regenerującą drzemkę, ale nie trzeba - krzepi wystarczająco, by wrócić do żywych.

...

Breakfast egg muffins

(makes six)

  • 6 eggs
  • few slices of ham
  • few slices of cheese
  • handful of spinach leaves
  • salt, pepper
  • butter

Beat the eggs, add salt, pepper, grated or chopped cheese. Butter the muffin form, in each hole put the ham, spinach leaves and pour the eggs in, put a thin slice of butter on top. Bake for about 10 minutes in a hot oven until it grows and eggs coagulate completely (you may prick it with a fork and check whether the raw egg drains out from the bottom).

You may go back to bed now and take a regenerating nap, but there's no such need any more - it will strengthen you enough to come back to the alive. 

poniedziałek, 28 października 2013

the heights of breakfast culinary art

Niedziela, dziewiąta rano. A może ósma? O cholera, jednak ósma, zawsze się gubię po zmianie czasu. Skoro już wstałam, to kierunek: kuchnia. Radio, kawa, otwieram lodówkę i kombinuję. Słodkie, słone? Dobra, niech se chłop pośpi przy niedzieli, usmażę naleśniki. Pankejki były niedawno, dziś mam ochotę na takie cieniutkie, muślinowe. Mieszam więc ze sobą wszystkie typowe, naleśnikowe ingrediencje i zastanawiam się, czym je potraktuję. Naleśniki, nie ingrediencje. Z wiaderka uśmiechają się do mnie dwie koszmarnie kwaśne mandarynki (ubiegłotygodniowy eksperyment, chciałam sprawdzić, czy już pora na mandarynki, otóż: nie) i zastanawiam się, jak złagodzić ich kwaśność, nie czyniąc ich koszmarnie słodkimi. Jak sprawić, by były równie wyrafinowane i muślinowe, co te naleśniki (bo już widzę, że takie będą). Mam - masło! Profesor Google wkracza do akcji i okazuje się, że nie ja pierwsza na to wpadłam, klasyk niby, chyba nawet sama Julia Child maczała w tym palce. O, Jezusie Słodki i Najświętsza Panienko, co to jest za smak i finezja, jakie to są wyżyny śniadaniowej sztuki kulinarnej, jak to łagodnie i doskonale rozpoczyna dzień święty.

Nie miejcie mnie za ignorantkę, wiedziałam, że Crepes Suzette to cieniutkie naleśniki z pomarańczami. Ale cytrusowe masło? To więcej niż przepyszne.

...

Sunday, 9 a.m. Or maybe 8? Damn, 8 it is, I always get lost after the time change. I'm already up, direction: kitchen. Radio, coffee, I open up the fridge and wheel the deal. Sweet or salty? Ok, let the guy sleep longer on Sunday, I'll make crepes. We've had pancakes recently, today I feel like making the thin and muslin ones. So I mix all the typical ingredients and wonder what to treat them with. The pancakes, not the ingredients. I have two supersour tangerines (my last week's experiment, I wanted to try if it's the time for tangerines, the answer is: no) and I wonder how to soften their sourness, not making them terribly sweet. How to make them sophisticated and muslin like those crepes. I've got it - butter! Professor Google steps into action and it turns out I'm not the first one, it's a classic, Julia Child herself had something to do with it. O, Jesus Christ and the BVM, what a taste and finesse, the heights of breakfast culinary art, how delicately and perfectly does this start a holy day.

Don't take me as an ignorant, I knew Crepes Suzette were thin crepes with oranges. But the citrus butter? That's just beyond delicious.













Ciasto naleśnikowe
  • 250 g mąki pszennej
  • 2 jaja
  • 250 ml mleka
  • 125 ml gazowanej wody mineralnej
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego
  • 4 łyżki cukru pudru
  • szczypta soli 
Wszystkie składniki wymieszać rózgą, aż powstanie gładkie, dość rzadkie ciasto. Smażyć cieniutkie naleśniki na patelni posmarowanej masłem (przy użyciu kawałka ręcznika papierowego).

Masło mandarynkowe

  • 100g masła
  • czubata łyżka cukru pudru
  • skórka otarta z jednej mandarynki
  • sok z połowy mandarynki

Masło rozpuścić w rondelku, dodać cukier puder, sok i skórkę z mandarynki. Odstawić aż zgęstnieje, by dało się je rozsmarowywać.

Usmażone naleśniki smarować masłem mandarynkowym i układać jeden na drugim.

Powstrzymać się od krzyku ekstazy - jest niedziela rano, na litość boską!

...

Crepes batter

  • 250 g flour
  • 2 eggs
  • 250 ml milk
  • 125 ml sparkling mineral water
  • 2 tablespoons vegetable oil
  • 4 tablespoons of icing sugar
  • pinch of salt
Mix all the ingredients into smooth, runny batter. Fry very thin crepes on a pan, smoothed with a bit of butter (use kitchen towel). 

Tangerine butter

  • 100g butter
  • teaspoon of icing sugar
  • zest of one tangerine
  • juice of half of tangerine

Melt the butter in a pot, add sugar, juice and the zest. Put away until it hardens so that it is spreadable. Masło rozpuścić w rondelku, dodać cukier puder, sok i skórkę z mandarynki. Odstawić aż zgęstnieje

Spread the butter on each crepe and put one on another.

Check yourself from a scream of extasy - it's Sunday morning, for Christ's sake!

czwartek, 24 października 2013

strawa dla hipstera

Praktycznie każdy chciałby być hipsterem, nie uwierzę, jeśli twierdzisz, że gardzisz okularami w grubej oprawce. Nie każdy jednak ma wadę wzroku, by nosić nerdy (zerówki to już dla mnie szczyt obciachu, o tym marginesie nie wspomnę), nie każdy facet ma dość zarostu na brodę (vide: pan Polka Dot), nie w każdym spożywczaku znajdziesz mleko sojowe. Być może nie potrafisz wyszukiwać niszowych zespołów, alternatywnych pisarzy, undergroundowych performerów, może nie masz drygu do wyszukiwania miejsc, O KTÓRYCH NIKT NIE SŁYSZAŁ. Jest jednak kilka takich gadżetów, które ułatwiają przebranie za hipstera - to kapelutki, czapeczki beanie, termiczne kubki, wyciągnięte tiszerty, muszki, trampki, bluzy z wąsem na przedzie, wielkie szale i wiele innych akcesoriów.Tu mała ściąga:


źródło: pinterest

Spożywczo to: kawa z wspomnianym mlekiem sojowym (obowiązkowo na wynos), quinoa, liście kafiru, oraz wszystko, co nie wiesz, czym jest i co poprzedzone słowami: vege, wegański, wegetariański, eco, ekologiczny, organiczny. Domowe i lokalne także cieszy się powodzeniem wśród tej trendotwórczej elity. Kultową hipsterską strawą są także burgery, nie mylić z hamburgerem, ani watowatym, chemicznym, masowym produktem z sieciowych fast-foodów. Chodzi tu o potrawę typu slow-food, hand-made, nabytą w food-trucku lub lokalnym bistro (o ile jest już na foursquare) z menu na wymalowanej tablicową farbą ścianie, spożywaną w świetle loftowych lamp przy jednoczesnym poczytywaniu niszowych wydawnictw o kulturze miejskiej i sztuce wysokiej. Jeśli więc nosisz wąsy lub brodę i hejtujesz mainstream lub zaprosiłeś na kolację kogoś o podanej charakterystyce, nie wygłupiaj się proszę i nie kompromituj się schabowym ani ciastem z wiśniami, tylko zrób te burgery z soczewicy w domowych bułkach-hamburgerkach.









Zanim wpadłam na to, że zdjęcia tych burgerów powinny być w instagramie, już ich nie było.

DOMOWE BURGERY Z SOCZEWICY

Bułeczki:
  • 680g mąki
  • 200ml mleka
  • 200 ml wody
  • 2 łyżki rozpuszczonego masła
  • 2 łyżki cukru
  • 2 łyżeczki soli
  • 7g suchych drożdży

  • Wszystkie składniki należy włożyć do miski i wyrobić elastyczne ciasto. Przykryć ściereczką i zostawić na 1h do wyrośnięcia.
  • Chwilkę wyrabiać i uformować zgrabne kuleczki.
  • Blachę wyłożyć papierem do pieczenia, ułożyć bułeczki zachowując odstępy i każdą spłaszczyć Przykryć ściereczką i zostawić na 40min
  • Bułeczki posmarować rozkłóconym jajkiem i posypać sezamem. Piec w 200 stopniach przez 10-13 min

Kotleciki z soczewicy
  • 200g zielonej soczewicy
  • 100g kaszy manny
  • 100 g płatków owsianych
  • 1 jajko
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz

  • Soczewicę namoczyć na noc, następnego dnia ugotować ją na miękko w osolonej wodzie.
  • Zmiksować ją w malakserze na gładką masę, dodać jako, kaszę, płatki, przyprawy, zmiksować.
  • Masa soczewicowa powinna poleżeć z 15 minut, aż kasza i płatki nasiąkną - wówczas łatwiej będzie formować z niej kotleciki.
  • Z masy formować kule wielkości piłki golfowej, obtaczać w bułce tartej i rozpłaszczyć, formując ładne, okrągłe kotlety.
  • Smażyć na złoto na rozgrzanym oleju.

Przygotowanie burgerów:

  • Przygotuj sos, u mnie: 2 łyżeczki majonezu, 2 łyżeczki jogurtu naturalnego, 2 łyżeczki pasty z kolendry (może być świeża, posiekana), odrobina soku z cytryny, ząbek czosnku, sól
  • Na każdym z usmażonych kotletów połóż plasterek sera i podgrzej w piekarniku
  • Bułki, najlepiej jeszcze ciepłe, świeżo upieczone, przekrawaj na pół i układaj na dolnej połowie: kotlety z soczewicy z serem, łyżeczkę sosu i dowolne dodatki, ja użyłam plastrów czerwonej cebuli, roszponki i odrobiny fety. 
  • Przykryj górą bułki, wbij patyczek do szaszłyka, by całość dobrze się trzymała i wyglądała hipstersko.

Uwaga! Najlepiej smakują jedzone w czapce! Do popicia konieczna będzie Fritz-Cola albo przynajmniej jakiś przyzwoity John Lemon.  Zjedz, popij, a potem stań przed lustrem i obseruj, jak rośnie Ci broda.

niedziela, 20 października 2013

simple pleasure for the lack of a kissing and cuddling partner

Ostatnio często zdaję sobie sprawę z tego, że proste rzeczy są w życiu najlepsze. Że najwięcej szczęścia dają sprawy małe i zasadniczo łatwe do osiągnięcia. Ciepła ręka dziecka, świeży chleb, czerwone wino, mocny pocałunek, kawa, kwitnące jabłonie, gorące noce, szuranie w liściach, rześkość słonecznego, mroźnego poranka, poranne mizianie w pościeli, chodzenie boso po trawie, niedzielne śniadania. Gorzka czekolada, mleczna czekolada, czekolada w proszku, w płynie, czekoladowy tort i czekoladowe ciasteczka. Jeżeli nie masz pod ręką dziecka, świeżego chleba, czerwonego wina, kwitnących jabłoni, ani partnera do pocałunku czy miziania w pościeli, zawsze zostaje Ci czekolada. Jednym w najwspanialszych w swej prostocie wcieleń i zastosowań czekolady są ciasteczka. Dobre czekoladowe ciasteczko jest ciemne, prawie czarne, intensywne, wilgotne i lekko ciągnące, idealnie gdy goryczka 70 % kakao przełamana jest słodyczą kawałeczków mlecznej lub białej.

Do ciasteczek potrzebna jest popitka, zwana także zapojką. Tak, wiem, mleko to nowa biała śmierć, nasze enzymy nie rozkładają tych cukrów, a kości nie wchłaniają tego wapnia. Czy cośtam. A niech se nie rozkładają i nie wchłaniają. Ja za to wchłaniam bardzo czekoladowe ciasteczka, popijam je zimnym mlekiem i odpływam. Czarne i białe, klasyk. Jedna z małych, prostych życiowych przyjemności, dostępna na wyciągnięcie ręki.

P.S: Są takie wymagające podejścia barokowego okazje, kiedy prostota nie pasuje i nie wypada wręcz. Czasem trzeba na bogato, z sosem, posypką i zasmażką. Wtedy między dwa takie ciasteczka kładziesz kremówkę ubitą i połączoną z masłem orzechowym i masz whoopie pies. Fajnie, co?

...

I've realised recently how simple things are the best in life. That simple matters, which are pretty easy to achieve bring the most happiness. Child's warm hand, fresh bread, red wine, strong kiss, coffee, blossoming apple trees, hot nights, morning cuddles in bed, walking barefoot on the grass, Sunday breakfasts. Dark chocolate, milk chocolate, chocolate powder and liquid, chocolate cake and cookies.  When a child, fresh bread, red wine, blossoming apple trees, kissing and cuddling partner are temporarily not within your reach, you may use chocolate. One of the best in its simplicity incarnation of chocolate are cookies. Good chocolate cookies are dark, almost black, intensive, moist and a little chewy, it's perfect when the bitterness of 70% cacao is broken with the sweetness of milk or white chocolate chunks.

Cookies need something to drink. Yeah, I know, milk is the new white death, our enzymes don't brake down its sugars and the bones don't absorb the calcium. Or something. They may not brake down nor absorb. I however absorb very chocolatey cookies, drink cold milk and melt away. Black and white, classic. One of the simple little joys in life, available within reach.

P.S. There are certain occassions which demand a little more baroque attitude, when simplicity is not an option. Sometimes you need to make a carnival on the table. Then you need to put some whipped cream mixed with peanut butter and between the two of those cookies and you get whoopie pies. Cool, huh?







Ciasteczka czekoladowe Nigelli Lawson

125 g gorzkiej czekolady
175 g posiekanej czekolady (u mnie mleczna)
150 g mąki
30 g kakao
1 łyżeczka sody
½ łyżeczki soli
125 g miękkiego masła
75 g brązowego cukru
50 g drobnego cukru
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
1 jajko z lodówki

W kąpieli wodnej rozpuść 125 g gorzkiej czekolady (najlepiej 70% kakao). Resztę posiekaj na małe kawałki.

W misce wymieszaj suche składniki: mąkę, kakao, sodę i sól. 

Masło utrzyj z brązowym i białym cukrem na gładką masę, dodaję roztopioną czekoladę i znowu zmiksuj. Wbij do masy jajko, wlej ekstrakt waniliowy (można wcześniej dodać do masła cukru waniliowego), dodaj sypkie składniki i dokładnie wymieszaj.

Na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia wykładaj uformowane dłońmi kulki ciasta i ułóż w sporej odległości od siebie. Podczas pieczenia same się rozpłyną.

Wstaw do piekarnika nagrzanego do 170 stopni na około 20 minut. Daj im odpocząć i ostygnąć po wyjęciu z piekarnika. Albo nie dawaj, poparz sobie palce język, oparzenie ugaś zimnym mlekiem.

...

Hey, you, English-speaking guys, the recipe comes from Nigella Lawson and you can find it on her website. Sorry about that:)