Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parenthood. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą parenthood. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 października 2013

mała zaraza i okruchy codzienności

Miał być pełen atrakcji weekend, miały być Bliskie Spotkania z Książką, jesienne fotogeniczne spacery, potem dziecko miało iść na sobotnie nocowanie do dziadków, a starzy na imprezę. Były plany na sobotę, plany na niedzielę, no cudownie się to wszystko zapowiadało. Lecz zdechło, wraz z pierwszym kaszlnięciem przypominającym dźwięki zepsutego silnika. Pierwsze szkliste spojrzenie jej czarnych oczu i bliskie spotkania z książką stały się bardzo dalekie. 

Przedszkola to cholerne siedliska wirusów i bakterii, kilkulatki to żadne niewiniątka - to mała zaraza, która zamienia życia rodzin z dziećmi w wieku 3-5 w pasmo chorób i infekcji. Zapalenia wszystkiego, zapalenia całego ciała, życie rodzin przedszkolaków to żywot gilem płynący. Do tego rotawirusy: pawie i biegunki atakujące od małego pacjenta zero z siłą wodospadu przewody pokarmowe wszystkich w rodzinie po babcie, dziadków, ciocie i kuzynów. Od października do maja nie znasz dnia ani godziny, nigdy nie wiadomo, kiedy nagle trzeba będzie rzucić wszystko w pracy, można jedynie podejrzewać, że w najgorętszym momencie. Nie przewidzisz, kiedy trzeba będzie odwołać wszystkie wyjścia, imprezy i weekendowe kolacje, najpewniej jednak wtedy, kiedy plany będą najciekawsze i będzie zależeć Ci najbardziej.

Już, już miałam nie pisać dziś nic - bo znowu nic takiego nie mam do pokazania, a czasu  na szukanie mieszkaniowych inspiracji w sieci między inhalacjami, budowaniem z klocków, czytaniem książek i zabawianiem pacjentki jakoś mało było. Ale przejrzałam aparat, który od jakiegoś czasu leży ciągle pod ręką i uwiecznia wszystkie te duperele, z których składa się życie. I znowu przypomniałam sobie, że ono jest sumą tych małych chwil, niekoniecznie spektakularnych. I że dużo fajnych i ładnych momentów jest w tym przymusowym gniciu w domu. Że był czas na tosty z masłem orzechowym i bananami oraz te z gruszką i orzechami. Że były piękne zwierzątka z najmilszej puszystej modeliny. Półgodzinne siorbanie płatków z mlekiem i towarzysząca mu poważna rozmowa o śmierci, wieczorne cabernet we dwoje i do niego tartaletki z kozim i z figami. Był najbardziej domowy z domowych obiadów i to miłe uczucie, że przestałam psioczyć na przedszkolaki, na wirusy i bakterie, tylko przyjmuję to wszystko spokojnie i robię zdjęcia tym okruchom codzienności.












piątek, 11 października 2013

o dwóch takich, co zrobiły Kontakt

Fajnie jest poznawać ciekawe kobiety, takie z wiedzą i pasją. Fascynują mnie bardzo te, które macierzyństwo zainspirowało do ciekawych inicjatyw, projektów, biznesów. Ja ostatnio poznałam jedną taką, co o rodzicielstwie wie tyle, że jej zazdroszczę i lubię słuchać, jak mądrze o tym mówi. Kinga imponuje mi nie tylko wiedzą, lubię ten jej spokój, ja choleryczka i gaduła, potrzebuję kojącej obecności takich osób. Tyle egoizmu, do rzeczy.

Kinga ma koleżankę Karolinę, obie mają dzieci i chcą więcej, czynią z radosnego, mądrego macierzyństwa swój sposób na życie i nim zarażają. Wymyśliły Kontakt Festiwal, chwała im za to.

"Kontakt Festiwal to przestrzeń stworzona przez Rodziców z myślą o Rodzicach, którzy chcą od życia więcej" - mówią o swoim projekcie. "Kontakt to festiwal, podczas którego uczestnicy wspólnie poszukają odpowiedzi na nurtujące pytania, wymienią się doświadczeniami w zakresie wychowania i naturalnego stylu bycia, zainspirują do rozwoju oraz odkrywania lepszej jakości życia i kontaktu – włączą świadome rodzicielstwo" - piszą.

Z tej filozofii powstał letni festiwal, z którego relację możecie zobaczyć poniżej. Ale jak to z pasjonatami bywa - dziewczynom było mało. Ruszają więc dzisiaj kontaktowe Bliskie Spotkania z Książką. Czekałam na to od dawna, niestety - my z Zośką siedzimy w domu i leczymy jakieś kolejne paskudztwo, trzymamy kciuki spod kołdry i jesteśmy w Kontakcie duchem.

Powodzenia, dziewczyny!
♥















środa, 25 września 2013

the anniversary of surviving a massacre

Wciąż nie rozumiem, dlaczego tylko obchodzimy hucznie rocznicę przyjścia Zośki na świat, a nie fakt, że ja przeżyłam tę masakrę, jaką był poród. Oczywiście ja też wolę wspominać moment, w którym na mojej piersi położono tego małego, różowego człowieka i dotarło do mnie z ogromną siłą, że to my go zrobiliśmy, że ona tam była w brzuchu, cała gotowa, z paznokciami i burzą czarnych włosów na głowie. Wolę przywoływać to doświadczenie od wspomnienia poprzedzających go kilkunastu godzin umierania. Niemniej jednak czuję się nieco poszkodowana faktem, że tego dnia nikt nie wspomina moich nadludzkich wysiłków i koszmarnego bólu, tylko jest "hip-hurrra, Zośka jest rok starsza!".

Mimo tego lekkiego zgrzytu i ambiwaletnych uczuć, jakie mam od trzech lat 5-go października, wciąż uwielbiam przyjęcia, strojenie, gotowanie, pieczenie. No i uwielbiam tego człowieka, co to go w bólach na świat powołałam, więc oczywiście przeżywam, planuję, szykuję. Ma być tak po Zosinemu: bardzo czekoladowo, bo takie są jej ulubione torty i muffiny, młoda uwielbia wszelkie pianki i musy, kolorowe groszki i posypki. Artystka z niej niewyżyta, więc będzie też trochę sztuki: lepienie z gliny, malowanie, rysowanie. To dla dzieciaków. Pozostaje jeszcze impreza dla babć i dziadków, ciotek i wujków:) No ale to już inna historia, na pewno uwiecznię, pokażę, podam przepisy. Przed nami teraz ponad tydzień wycinanek, zabaw z taśmą washi, zakupów i pieczenia. 

Uwielbiam to!

...

I still can't understand, why we celebrate so sumptuously the anniversary of Zosia's coming to this world and not the fact that I have survived this massacre of the birth. Ofcourse I also prefer to recollect the moment when this little, pink person was lied on my breast and it stroke me with great strength that we made her, that she was inside me all ready with fingernails and black hair. I prefer to reminiscent this experience rather than the memory of the prior several hours of dying. Nevertheless I feel a bit aggrieved with the fact that noone recollects my superhuman efforts and terrible pain on that day and there's just one big 'hurray, Zosia is one year older!' thing.

Despite this little crack and ambivalent feelings I've had since three years on October the 5th, I still adore parties, decorating, cooking and baking. And I adore this little human being I brought to this world in pain, so despite this pain I still plan and prepare with excitement. It's going to be her way: very chocolatey, cause that's her favourite flavour of cakes and muffins, she loves all kinds of mousses, marshmallows, colourfull candies and sprinkles. She's a small artist, so there will be art involved: painting, drawing and clay. That's the plan for the kids, I still have to throw another party for grandma's and grandpas', unkles and aunts:) But that's another story, I will surely document it here on the blog. There's now over a week of cutouts, playing with washi tape, shopping and baking.

I love it!










piątek, 9 sierpnia 2013

goodnight sleep tight

Nie żebym nie lubiła dzieci, gdy czuwają, ale chyba każdy rodzic przyzna mi rację: cudne są kiedy śpią. I wspaniały jest ten moment, kiedy zasną, a ty jak balon, z którego spuszczono powietrze, zwalasz się ciężko na fotel, z głośnym westchnięciem ulgi. Moja córka nie należy do szczególnych śpiochów, pobudka o 7 rano to u nas rarytas i luksus, niestety. Soboty i niedziele rozpoczynające się o 6 rano to nasz smutny zwyczaj, nie zaryzykuję więc w przypadku dzieciaków stwierdzenia "jak im pościelesz, tak się wyśpią".

Ja ścielę ładnie, gustownie, owszem, łóżeczko z metalową ramą, stos poduszek i sówek, kropki i kwiatki, a jakże, girlanda kolorowych lampek dla łagodnego zapadania w sen przy książce, pewnie, czemu nie. Pozbądźcie się złudzeń: śpioch będzie dobrze spał na sienniku czy innym klepisku, ranny ptaszek w najcudniejszym pokoiku obudzi się o 5 rano. Ale o ile przyjemniej mieć w domu ładny pokoik dziecięcy niż siennik, prawda? Dla nas przyjemniej, bo to ładnie komponuje się z resztą mieszkania, bo łatwiej wtedy poczuć się wtedy dobrym rodzicem i w ogóle. 

Dzieciary raczej nie docenią dekoratorskich wysiłków, nie poznają, że to "świetne wykorzystanie stylu skandynawskiego, mamo", ani że "lubię te industrialne dodatki, tatusiu". Nic z tych rzeczy, docenią kolory, faktury i wygodę, a Wy możecie być pewni, że dziecko nasiąka dobrym designem, że kształtujecie poczucie estetyki już za młodu. To nic, że pół rodziny się już obraziło za zakaz kupowania przedmiotów z wizerunkiem lalki Barbie, różowych pralek czy plastikowych jeździków. Trwajmy na swoim, opierajmy się borderom w Kubusie Puchatki, kupujmy czarne łóżka, malujmy pokoje na biało, wychowujmy pokolenie w dobrym guście.

... 

Not that I wouldn't like children when they are awake, I guess every parent will admit: they are adorable when asleep. And I love this moment right after they fall asleep and you fall on the chair heavily like an emtying baloon with a loud sigh of relief. My daughter is no sleepyhead, a 7 am wakeup is our rare luxury unfortunately. Saturdays and Sundays beggining at 6 am is our sad ritual, therefore I would not risk any 'so you make their bed, so must they lie in it'  in this case. 

I make her bed pretty indeed, it is a white metal bed frame, with a stack of polka dot pillows, owls and colourful cotton ball lights next to it for a gentle falling asleep, why not. Get rid of illusions: a sleepyhead will sleep well even on a pallet or a barn-floor, an early bird will still be one in the most beautiful bedroom. But it so much better to have a pretty bedroom than a barn-floor, right? It is nice to create a kids' room to match with the rest of the house, and making it cozy makes you feel like a better parent. 

Kids will rather not appreciate your decorative efforts, they can't tell that those are 'great scandinavian-style decorations, mommy' nor 'a great use of industrial accents, daddy'. No way, but you can be sure that your kid soaks with good design, that you shape his or hers sense of aesthetics since an early age. Do not worry whan half of your family takes offence for your ban on objects with an image of Barbie doll, pink washing mashines or plastic driving toys. Last in your positions, say no to borders with Winnie the Pooh, let's buy black bed frames, let's paint their rooms all white and raise this generation in good taste.


 source: anotherdayup.com, meubs.fr

 source: freshhome.com, lovelylife.se

source: beatehemsborg.blogspot.com, couthouse.com.au

source: mypaperlily.blogspot.com, ic.pics.livejournal.com

 source: vertbaudet.de, kidsroom.dk


source: www.lillenord.com, designoform.com


source: boligliv.dk, frivolebysuus.blogspot.fr



source: mommo-design.blogspot.it, mokkasin.blogspot.com