Po moim sierpniowym zrywie wyprawkowym poczułam się spokojna. Że niby tyle już mam, jestem prawie gotowa.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciąża. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 22 września 2014
piątek, 19 września 2014
poniedziałek, 15 września 2014
czwartek, 26 czerwca 2014
okrutna natura a wielkie szczęście
Gdy zdarza mi się czasem ponarzekać na mój los, słyszę zazwyczaj od teoretycznie życzliwych mi osób: "przecież chciałaś być w ciąży".
czwartek, 12 czerwca 2014
czwartek, 5 czerwca 2014
to ciepłe uczucie
Coś się nie rozpisuję o tym moim nowym dziecku, co? Aż sama się dziwię, myślałam, że więcej dzidziusiowych treści tu będę przemycać.
środa, 23 kwietnia 2014
co (nie) będzie grane
Ja dziś znów z tą wiosenną metaforą wyjeżdżam, sorry. Tym razem kiełkowanie – ale powiedzcie - pasuje, prawda? Wyszłam rano na balkon podlać moje kwiatki i tak mnie naszło.
sobota, 19 kwietnia 2014
przedświąteczne przemyślenia (o nowym życiu)
Dziś jest przedświąteczna sobota doskonała, nie zmieniłabym w niej ani chwili. Poranne chichoty w łóżku, seria rodzinnych przytulasów i wygłupów, w kuchni piękne słońce i w tym słońcu śniadanie, czekoladowa babka, sernik, chrzanowy sos.
wtorek, 4 lutego 2014
robię ludzi
Pięć lat temu mniej więcej o tej porze odkryłam, że jestem w ciąży. Dziwne jest to uczucie, kiedy w zasadzie nic się w moim ciele nie zmieniło, ale sama świadomość, że wyrośnie mi w brzuchu człowiek, wywróciła wszystko. Pominę fizjologiczne szczegóły, wszyscy mniej więcej wiemy, o co chodzi, że człowiek bywa śpiący, spuchnięty, gruby, że biust rośnie o trzy rozmiary tygodniowo i różne inne brzydkie psikusy ciało robi. Ja Wam dziś chciałam opowiedzieć historię ogromnej ciekawości, bo emocjonalnie to dominowało u mnie przez całą ciążę. Jak na niecierpliwca przystało, największy problem miałam z tym, żeby wytrzymać te dziewięć miesięcy, tak bardzo chciałam ją poznać. Dobrze, że do słonicy miałam podobne tylko wymiary, bo te chodzą w ciąży prawie dwa lata, zwariowałabym. Bardziej podoba mi się, jak to rozwiązały gryzonie, bo miesiąc to jest optymalnie, to jest mniej więcej tyle, ile ja mogę wytrzymać.
Nie należałam niestety to ciężarnych szczupłych, którym tylko piłka wyrasta z przodu, ani do natchnionych, które wciąż głaszczą się po brzuszku z błogim uśmiechem. Hormony szalały, ja puchłam, tyłam, ryczałam i czekałam, straszne było to czekanie. Masz w środku człowieka, on daje znać o swoim istnieniu non stop praktycznie, bo rozpycha się, przesuwając żołądek do gardła, kopie w pęcherz, wierci się tam, a ja go nie znam. Dziecko będę miała za chwilę i nie wiem, jakie ono jest, jak wygląda?! Przez niemal siedem miesięcy nie mogłam nawet myśleć o niej po imieniu, nawet płci nie znałam i katusze to były straszne. Czułam się trochę tak, jak wtedy, gdy jako dziecko dowiedziałam się od mamy, że zanim się pojawiłam, nie znali mnie z tatą. Poczułam się okropnie, dotarło do mnie, że mnie kiedyś nie było i oni nawet nie wiedzieli, że będę.
Patrzę na nią teraz, taką piękną i zadziorną, upartą, rozgadaną i śmieszną i czuję się tak samo, jak wtedy. To niemożliwe, że jej nie było. Jak mogłam jej kiedyś nie znać? Ja może jestem jakaś ograniczona, ale wierzcie mi, moje zdziwienie nie minęło po pierwszym tygodniu jej pobytu na świecie. Ja się dziwię codziennie prawie - zrobiliśmy człowieka, jak to jest w ogóle możliwe? Patrzę się w te ciemne oczka prawie jakbym patrzyła w lustro i nie opuszcza mnie zachwyt. Nie, żeby tak zachwycał mnie widok w lustrze czy żeby macierzyństwo było tylko zachwycające, ja generalnie należę do nurtu bez lukru. Ale nie chce mi się dziś pisać o tym, jak z bezsilności miałam ochotę wyskoczyć przez balkon, albo jak ze złości chciałam ją rozszarpać na kawałki. Bo tak, zdarzało się, że miałam ochotę wyskoczyć albo rozszarpać. Ja mówię tu o zachwycie nad życiem, tak, o tym patosie stworzenia właśnie.
Matki mają te przewagę nad nieródkami, że jak im inne rzeczy w życiu nie wyjdą, mogą se zawsze powiedzieć "jestem zajebista, robię ludzi". Generalnie planuję, że jeszcze mi w życiu różne rzeczy powychodzą, a tymczasem to małe cudo ratuje mnie swoimi minami, naszym durnym rechotem, najdelikatniejszym dotykiem małej rączki, ciepłem nocnego oddechu, idiotyzmem rymowanek i mądrością najprostszych pytań. To niemożliwe, że jej nie było.
Jestem zajebista, robię ludzi.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
loading..


