Ale będę ryczeć w te Święta!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kalendarz adwentowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kalendarz adwentowy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 4 grudnia 2014
wtorek, 3 grudnia 2013
blaski, cienie i kalendarz adwentowy
Ciężko zrobić cokolwiek dla siebie czy w domu, gdy jest się sam na sam z dzieciarem. Dzieciar skutecznie sabotuje wszelkie Twoje próby wykąpania się, posprzątania, pracowania czy cokolwiek sobie tam zaplanujesz. Małe, roszczeniowe bestie zniweczą wszystkie wysiłki, by przy weekendzie ogarnąć chałupę, zrelaksować się, nadrobić zaległości, nie mówię już o tak bzdurnych wymysłach jak czytanie. Nasza młoda jest bardzo samodzielna, więc nie chodzi już a takie "maaamo, daj", "mamooo, pomóż", co nie zmienia faktu, że ruchliwe z niej dziecię, a do tego gaduła. Jej nieco ponadmetrowa obecność jest widoczna i słyszalna z daleka, zawsze i wszędzie, jej kreatywność nie zna granic i paszcza jej się nie zamyka. Gdy więc jesteśmy same mogę zapomnieć o blogu, o napisaniu czegokolwiek, bo jej trajkotanie zagłuszyłoby myśli największym filozofom. Zapomnieć mogę o porządku, mimo że tak o nim marzę na weekend, bo nie zdążę wstać z łóżka i już mam stajnię w przedpokoju, piknik w kuchni i krajobraz jak po wojnie w jej pokoju. Rytuał porannych weekendowych kąpieli dawno już zarzuciłam, po tym jak kilka razy leżałam w wannie wypełnionej kaczuszkami, łódeczkami i wiaderkami, albo wybiegałam jak postrzelona i ganiałam goła, ociekająca wodą po chacie, ratując ją z różnych opresji i katastrof. Piszę to trochę na odsłodzenie wczorajszego posta, wyszło jakoś zbyt słitaśnie, jak wnoszę po Waszych komentarzach. Są blaski i cienie takich weekendów, moje drogie. Miniony weekend też był taki: z jednej strony babskie zakupy i prace ręczne, z drugiej: chlew, niedoczas, zmęczenie materiału. Nasz kalendarz, który chyba Wam się spodobał na facebooku powstawał na trzy: w piątek składanie kupionych na Allegro pudełeczek, w sobotę wypełnianie czekoladkami i naklejanie wydrukowanych wcześniej numerków, w niedzielę dopiero udało mi się obwiązać to wreszcie sznurkami i kokardami i ostatecznie zawiesić z boku lodówki. Ładne to to, ale ile roboty. Jeśli musiałyście weekend zrobić cokolwiek innego - czujcie się usprawiedliwione, że nie macie kalendarza. Ja już nie dałam rady ugotować nawet połowy obiadu.
Etykiety:
advent calendar,
christmas,
christmas decorations,
DIY,
dzieciaki,
kalendarz adwentowy,
kids,
macierzyństwo,
motherhood,
Święta
czwartek, 28 listopada 2013
zaczynamy odliczanie
Już za chwileczkę, już za momencik zaczynamy odliczanie. Już nie narażę się na falstart, już wszystkie christmasy z marketowych głośników będą uprawnione, już mogę spokojnie co weekend piec kolejne partie ciasteczek i chować je do puszek i słojów, oficjalnie jest pozwolenie na lampki, wieńce, mikołaje zewnętrzne dmuchane i cały ten cudowny klimat. Nie ma się co zastanawiać, czy te dwa dni i jeden i wieczór są warte całego tego zachodu, tych wszystkich dekoracji, wypieków, godzin spędzonych na wybieraniu, kupowaniu i pakowaniu prezentów, lepieniu pierogów, tego wysiłku, jakiego wymaga przytaszczenie do domu drzewa czy ulepienie stu pięćdziesięciu uszek. Bo nie jest. Kompletny nonsens to jest.
Dlatego ja się nie zastanawiam, nie analizuję, nie myślę trzeźwo ani nie używam w tej kwestii zdrowego rozsądku. Grudzień, adwent są po to by je celebrować, jasne, że z myślą, że na końcu są one - wyczekiwane, magiczne Święta. Ale nie ma się co łudzić, że ten miesiąc jest tylko po to, by te dni były idealne. Bo nie będą. Teściowa skrytykuje Twój barszcz albo przypalisz karpia, choinka Ci opadnie jeszcze przed Wigilią albo dostaniesz fatalne prezenty, albo będziesz zbyt zmęczona, by się tymi dniami cieszyć, albo Twoi bliscy zbyt dalecy, by było dobrze. Coś pójdzie nie tak, to więcej niż pewne. Ja i tak zaczynam odliczanie, nie skupiam się na samym finale, tylko celebruję to, co tu i teraz. Będę palić światełka i świece, stroić, dekorować, piec pierniki, kupować prezenty, będę robić z Zośką łańcuchy, gwiazdy i serduszka, wykrawać ciasteczka, nie na czas, nie na ilość, tylko ciesząc się każdą z tych chwil z osobna.
Zaczynamy w najbliższy weekend papierniczo-słodyczowym babskim szopingiem i pierwszym przedświątecznym wyzwaniem z cyklu DIY: kalendarz adwentowy. Podobają mi się wszystkie te pudełeczka, wiaderka, pakuneczki, kieszonki i domki, jeszcze nie zdecydowałam na 100%, w którą stronę pójdziemy, negocjacje trwają. Oprócz walorów estetycznych kalendarze adwentowe mają jeszcze jedną zaletę, ułatwiają odpowiedź na bardzo ważne pytanie, które w grudniu pada po cztery razy dziennie: "Mamoooo, a kiedy przyjdzie Mikołaj?".
źródło: pinterest
Jeśli chcielibyście mieć własny kalendarz adwentowy, ale brakuje Wam czasu, talentu, produktów albo po prostu macie lepsze rzeczy do roboty niż grzebanie się z dwudziestoma czterema pudełeczkami, możecie kupić sobie piękny kalendarz od kogoś, kto ma talentu w nadmiarze. Moja bratowa uszyła ich tym roku mnóstwo, jeden ładniejszy od drugiego, o tak się prezentują w Zosinym:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
loading..



















