Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choinka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą choinka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 grudnia 2013

ten zapach (a może likier?)

Zośka przesypuje łopatką do donicy piasek, ukradziony jak co roku przez W. z piwinicy. Przesypuje z rozmachem. Kot się czai, wyciąga z pudła moje pomalowane w ubiegłym roku szyszki na sznureczkach i gania za nimi po całym domu. Światełka nie działają, żaden z trzech sznurów. Jak za dotknięciem magicznej różdżki nagle jeden z nich ożywa, potem gaśnie, drugi tak samo. Zanim W. poprzekręcał żaróweczki i naprawił dwa komplety, Zośka zdążyła ubrać strój anioła i odlecieć do nieba, połamać trzy choinkowe laseczki-lizaki, kolejne dwa zeżreć, z białego łańcucha zrobić kluski dla małpy; kot - wywlec połowę szyszek z pudła; ja - wypić trzy kieliszki likieru, którym co roku korumpuje mnie zaprzyjaźniona drukarnia. Siedzę w dresach, nieco już wyluzowana słodkimi procentami na środku wykonanej przez młodą i kota kolorowej kupy łańcuchów, szyszek, zawieszek, mandarynkowych skórek, zepsutych światełek. Robi się późno, w zasadzie to młoda powinna już spać. Kiedy wreszcie można zacząć stroić choinkę, Pan siada w fotelu i patrzy (ukończywszy uprzednio monolog o roli pana domu w obstalowywaniu choinki), Zośka znajduje sobie nową zabawę w drugim końcu mieszkania. Stoję rozczarowana na środku tego syfu i nie wiem nawet, kiedy to rozczarowanie zamienia się w oczarowanie. Boże, jak pięknie jest. To chyba przez ten zapach. A może to likier?