Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza jaglana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasza jaglana. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 lutego 2014

kotletem w pączka


Jako bloginka szczwana i wyrachowana, jako wytrawny strateg, uknułam sobie taki tłustoczwartkowy plan: przeczekać pączkowe szaleństwo, wytrwać jak ten przyczajony tygrys i doczekać wieczora.

poniedziałek, 25 listopada 2013

zupa ekomatki (dla połowy osiedla)

Składnik niemal magiczny, podobno odkwasza, rozgrzewa, wzmacnia odporność i czyni różne inne cuda. Kasza jaglana, wraca do łask na fali mody na zdrowie odżywianie. Ekomatki wyciągnęły ją z otchłani zapomnienia i tak oto wpadłam na jej trop jakiś roku temu i zwariowałam. Jako modna, eko i matka rzuciłam się na te złote kuleczki i zaczęłam robić z nich wszystko, co się da: kotleciki wszelkiej maści, pasty kanapkowe, zupy, słodkie śniadania z mlekiem, miodem i bakaliami. Ciężko stwierdzić, czy się od tego odkwasiliśmy jakoś szczególnie, ale moje sumienie było spokojne, a nasze brzuchy pełne. Czułam się modna i eko, a w dodatku kotleciki, pasty i zupy smakowały znakomicie.

Talerz gorącej zupy po powrocie do domu to jedna z lepszych rzeczy, jakie mogą Cię spotkać w listopadzie. Rozgrzewa, koi i syci, jedzona tak jak u nas - przed osiemnastą, pozwala dojechać do końca dnia bez podżerania. Prawdopodobieństwo dotrwania wzrasta, gdy zupa jest gęsta i zawiesista, a szansa na rozgrzanie, gdy pełna naturalnych ocieplaczy - imbiru, chili, czosnku.

Jeśli masz w nosie, czy jesteś modna i eko albo nie jesteś matką, niech przekona Cię argument pragmatyczny: wrzucasz do gara trochę przypraw i warzyw, dodajesz kaszę, gotujesz, miksujesz i masz - wielki na gar pysznej zawiesiny, którym nakarmisz pół osiedla. Ta zupa to był mój ostatni przebłysk geniuszu, gdy lodówka była w stanie "dzień przed zakupami", a ja w nastroju "p****olę, nie robię".




Przygotowanie:

W garnku rozgrzać kilka łyżek oliwy z oliwek, uprażyć na niej przyprawy: starty na najdrobniejszej tarce korzeń imbiru, chili, czosnek, curry i kurkumę. Wrzucić warzywa: mogą to być obrane i pokrojone świeże (marchew, seler korzeniowy, pietruszka) lub paczka mrożonej włoszczyzny (użyłam mrożonki chińskiej), posolić. Poddusić chwilę warzywa, zalać wodą, zagotować, do bulionu wsypać przepłukaną uprzednio kaszę jaglaną i gotować wszystko jakieś 20 minut. Po tym czasie zmiksować całość blenderem na krem, nie całkiem na gładko, fajnie, gdy wyczuwalne są kawałeczki warzyw. Podawać z kleksem jogurtu naturalnego (świetny jest tej kontrast zimnego jogurtu, który łagodzi pikantność kremu) i uprażonymi pestkami dyni lub ziarenkami sezamu.

Nakarmić pół osiedla lub kontemplować proces wewnętrznego odkwaszania.