czwartek, 31 października 2013

nabzdryngolić się jesiennie

Jesień, nie jesień, przychodzi weekend i człowiek chce się napić. W sumie to nie wiem, czy człowiek chce, ale ja chętnie. Wraz z nadejściem zaawansowanej jesieni trzeba jednak odstawić na bok orzeźwiające napitki, piwo i białe wino zostawmy sobie na przyszłoroczne upalne wieczory. Zimne drinki lać w bolące gardła też jakoś nie za bardzo. Sex on the Beach, jak sama nazwa wskazuje, lepiej sprawdza się letnią porą, Pina colada to dość awangardowy pomysł na zimne listopadowe wieczory. Jesienią mam wkręt na jesienność w każdej okołospożywczej materii, jesienią należy nabzdryngolić się jesiennie. Teraz jest czas na dyniowe mikstury i poncze, cidery na ciepło z cynamonem i karmelem, na figowe martini, gruszkowe fikołki oraz korzenne grzańce wszelkiej maści. Teraz na stół wkraczają burbony i rumy, imbirowe sznapsy, jabłkowe cydry. Klikajcie i miksujcie, konieczność podniesienia temperatury ciała od wewnątrz to dobra wymówka. Zresztą co to za alkohol, to kompociki i deserki, tyle że z prądem, phi.

Miksujcie i pijcie na zdrowie! 
Z rozgrzewającym pozdrowieniem,
Wasza
A.

...


Fall or not, when the weekend comes, a man wants a drink. To be honest I'm not quite sure if a man wants it, but I do. When the fall comes, cold refreshments have to step aside, you better leave beers and white wine for next year's hot evenings. To pour cold spirits in aching throats does not seem like a good idea either. Sex on the Beach, like the name suggests, better matches with summertime. Pina colada is a pretty avant-garde idea for a November evening . In the autumn I get hooked on autumn-ness in each food and drink matter, in the autumn one should get tipsy autumn-style. Now it's the time for pumpkin mixtures and and ponches, warmed up ciders with cinnamon and caramel, fig martinis, pear coctails and spicy hot drinks of all kinds. Click the links and start mixing, the need to enhance your insides' temperature is a good enough excuse. It's not a serious alcohol anyway, they're like compotes or desserts, just a little bit strengthened, huh!

Go mix it and cheers to you!
With warming greetings,
Yours,
A.







keep calm and bake on (oraz muffinki-sowy)

Muszę się Wam do czegoś przyznać. Wczoraj zwątpiłam, bardzo zwątpiłam w to, co tu wyprawiam. Ale od początku. Moje dziecko poszło samo na pierwszą w życiu imprezę. Weszliśmy w ten kostiumowo-wizytowy okres, więc poczułam, że muszę stanąć na wysokości zadania. Niby wiem, że pierwsze Haloween to nie takie wielkie halo jak na przykład pierwsza komunia, ale jednak, mój perfekcjonistyczny umysł wypełniły wizualizacje. W głowie miałam te wszystkie wystylizowane babeczki i cake-popsy, ciasteczka i smakołyki w kształcie trupów, czaszek, przystrojone mózgami, pajęczynami, małe mumie i pająki pojawiły się w mojej głowie i chciałam zrobić je wszystkie. Łatwizna, widziałam na Pintereście przecież. Ja nie dam rady? Ja przecież prowadzę bloga semi-kulinarnego, ja się świetnie na tym znam i dekorowanie ciasteczek to dla mnie jak splunąć. Pająki, czaszki i mózgi, ja Was wszystkie wytworzę i wyprodukuję ku powszechnemu zachwytowi wszystkich. 

Im bliżej dnia zero, tym moje plany robią się skromniejsze, tym mniej mam czasu, mocy i fantazji, brakuje mi wyrafinowanych cukierniczych dodatków, deficyt mam też siły i ochoty. W dniu zero mocy, fantazji i siły zostało już tyle, co brudu za paznokciem. I kiedy tak półprzytomna ze zmęczenia o 22-iej wyjęłam z pieca blachę muffinów i zaczęłam żałosne próby wystylizowania ich haloweenowo, wyrażałam się o nich tak, że dobrze, że Zośka już spała. Wulgaryzmy wszelkiej maści wypływały z moich ust, gdy kolejne cholerne ciasteczka łamały się i odpadały, gdy ubabrana czekoladą po łokcie musiałam stwierdzić, że nie umiem mnożyć i za mało ich kupiłam, by stworzyć muffinki-sowy.

Moje próby kreatywnego wybrnięcia z sytuacji skończyły się rozpaczliwie, nie miałam składników na mózgi ani na pająki, zaczęłam więc przyklejać im (muffinkom) oczka. Patrzyło teraz na mnie swoimi cukrowymi oczami kilka babeczek, patrzyły z wyrzutem, postanowiłam więc doprawić im buźki. Dokleiłam żelkowe szczęki. Efekt był kompletnie żałosny, patrzyło teraz na mnie osiem czekoladowych karpii, wyglądały jakby błagały o litość i powrót do wanny. Nie dość, że miały te rozdziawione, gumowe paszcze, to jeszcze oczka miały jakieś takie puste. Zaczęłam więc wypełniać je - na dużą cukrową kuleczkę mała cukrowa kuleczka, taka całkiem malutka. Pędzelek, woda, kuleczki wpadają w czekoladę, topią się i gubią. 

I tu następuje moment kulminacyjny tej opowieści. Poczułam wtedy absurd sytuacji - jest 23-cia, jestem kobietą wykształconą i pracującą i oto ze łzami w oczach nanoszę mokrym pędzelkiem oczy czekoladowym karpiom. Ja przecież przeczytałam Heideggera i Wittgensteina! Ja rozprawki i eseje pisałam na tematy filozoficzne i ważne, dyskutowałam o tekstach feministek, ja klasyczne teorie socjologiczne zdałam na piątkę, i jak skończyłam?! Oczy babeczkom przyklejam, choć padam na ryj.

Ostatecznie wyszło nieźle, te sowy nawet całkiem spoko, gorzej prezentowały się te pseudo-mumie, następcy karpików. To nauczka, że nie da się wszystkiego, idealnie, perfekcyjnie, mimo wszystko, w środku nocy, jak te roboty z pinteresta.






Czekoladowe muffiny:

(ok.20 niskich babeczek)

• 1 i 1/2 szklanki mąki pszennej
• 3/4 szklanki cukru
• 1/4 - 1/3 szklanki kakao
• 1 łyżeczka sody oczyszczonej
• 1/3 łyżeczki soli
• 1/2 szklanki wody
• 1/2 szklanki maślanki lub jogurtu naturalnego
• 1/3 szklanki oliwy lub oleju roślinnego
• 1 łyżka rumu (likieru smakowego lub octu winnego)


  • Mąkę przesiać do miski, dodać cukier, kakao, sodę, sól, wymieszać.
  • Do suchych składników wlać mokre: wodę, maślankę lub jogurt, oliwę lub olej oraz rum (likier lub ocet winny). Delikatnie połączyć składniki mieszając łyżką.
  • Papilotki napełnić masą do połowy wysokości, chcemy uzyskać niskie babeczki, żeby oczy sowom nie spadały.
  • Wstawić do piekarnika i piec przez 25 minut. Po tym czasie patyczek wetknięty w środek powinien być suchy.

źródło: Kwestia Smaku

Do dekoracji:

  • ciasteczka Oreo lub inne ciemne markizy z białym kremem (pod dwa ciastka na babeczkę)
  • M&M's lub inne draże
  • tabliczka czekolady (gorzka lub mleczna, wedle uznania)

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej i rozsmarować na ostygniętych babeczkach. Ciasteczka rozłożyć na pół, na każdym ułożyć jedną drażę, leciutko docisnąć. Tak powstałe sowie oczy delikatnie nakleić na babeczkę, na środku zrobić nos z połowy drażetki.

To jeden z łatwiejszych sposobów na robiące wrażenie stylizowane wypieki, olejcie te wszystkie mózgi, mumie i duchy. Poczułam w tej rozpaczy nad "karpiami", że nie muszę być utalentowanym cukiernikiem, bo jestem już przecież: pielęgniarką, sprzątaczką, kochanką, kucharką, dekoratorką, animatorką, psychologiem dziecięcym,  specjalistką od marketingu i piaru, blogerką.

Więc wyluzujcie, moje drogie, nie ma się co porywać z motyką na słońce, nie dajcie się omamić Pinterestowym dziwactwom.


P.S: Musicie wiedzieć coś jeszcze - po cichu czytam Chujową Panią Domu i ryczę ze śmiechu.

środa, 30 października 2013

cherries on a cake

To drobiazg, który wiele zmienia. Kolorowe wisienki na torcie. Ceramiczne gałki. Reaguję na nie jak dziecko na cukierki - zachwycam się i chciałabym mieć je wszystkie. Co jakiś czas dokupuję po kilka i odmieniam kolejny mebel, moje komody, kredensy u szafki patrzą na mnie tymi kolorowymi, stylowymi oczkami. Ostatnio padło na szafę w przedpokoju, przy okazji kuchennych zakupów w Pretty Home, kupiłam te trzy błękitne gałeczki. Duża, biała powierzchnia szafy została przełamana niebieskimi cukierkami. Pasteloza forever!

...

It's a little knick-knack, which can change a lot. Colourful cherries on a cake. Ceramic knobs. I react like kids on candies - I rave over them, wanting to have them all. Once in a while I buy a few and make over another furniture, my dressers, cupboards and cabinets look at me with those colourful, stylish eyes. Recently it was a wardrobe in a hallway, I bought three baby blue knobs when kitchen stuff shopping at Pretty Home. This large, white canvas of the closet is now broken with those little blue candies. Pastels forever!








1 - Hubsch
2,4 - Bloomingville
3 - nie znam marki, wypatrzone na kidstown.pl
5 - Lene Bjerre Design


1 - Bloomingville
2,5,7 - kidstown.pl
3 - Nordal
4 - Hubsch
6 - Madam Stolz

wtorek, 29 października 2013

Martha Stewart, beware, I'm coming!

W nocy wiatr zabrał z drzew pod moim domem resztki liści. Jak dobrze, że pomalowałam te dynie, bo teraz to już by naprawdę do niczego nie pasowały, ani w mieszkaniu, ani nawet do kolorów za oknem. Pisałam już o mojej potrzebie jesiennych dekoracji w niejesiennych kolorach i o moich planach związanych z dyniami. Powiem krótko: zrobiłam to i wyszło super. Mój jesienny ołtarzyk dyniowo-badylowy nie przestaje mnie zachwycać i mam nadzieję, że zostanie tak aż do czasu, gdy wymienię dekoracje na świąteczną.

...

This night the wind took away the rest of the leaves outside our house. Thank God I painted those pumpkins, otherwise they wouldn't match anything, not only inside, but even the colours outside the window. I already told you about my need for fall decorations in non-autumny colours and about my plans involving pumpkins. I will make it short: I made it and it came out great. My fall altar with pumpkins and dry sticks keeps delighting me and I hope it will stay like this until I change it for Christmas decorations.










Do malowania dużej dyni i badyli użyłam czarnej farby w sprayu i ona dała znacznie ładniejszy efekt niż emalia do drewna, którą potraktowałyśmy z Zośką mniejsze dynie. Polecam zatem kupić kilka kolorów farby w sprayu zamiast bawić się pędzelkiem, czekać aż wyschnie i nakładać kolejne warstwy. To dużo prostsze i szybsze.

Może Ci się zdawać, że to za dużo zachodu, że Ci się nie chce. Na mnie to jednak podziałało fantastycznie, miałam świetny, wyciszający weekend prac plastyczno-domowych. Przemogłam lenistwo i teraz mam ładnie. 

Martho Stewart, drżyj, nadchodzi Agnieszka aka Polka Dot!

...

To paint the large pumpkin and the sticks I used black spray paint and it came out a lot better than the small ones, painted with regular enamel. I recommend you to buy a few colours of spray paint instead of the dirty handwork with enamel, waiting until it dries and putting on further layers. It's a lot faster and simpler.

You may think this is too much hassle, you may don't feel like doing this. It worked great for me however, I had a nice, chilling, DIY weekend. I overbore my laziness and now it's pretty. 

Martha Stewart, beware, Agnieszka aka Polka Dot is coming!

poniedziałek, 28 października 2013

the heights of breakfast culinary art

Niedziela, dziewiąta rano. A może ósma? O cholera, jednak ósma, zawsze się gubię po zmianie czasu. Skoro już wstałam, to kierunek: kuchnia. Radio, kawa, otwieram lodówkę i kombinuję. Słodkie, słone? Dobra, niech se chłop pośpi przy niedzieli, usmażę naleśniki. Pankejki były niedawno, dziś mam ochotę na takie cieniutkie, muślinowe. Mieszam więc ze sobą wszystkie typowe, naleśnikowe ingrediencje i zastanawiam się, czym je potraktuję. Naleśniki, nie ingrediencje. Z wiaderka uśmiechają się do mnie dwie koszmarnie kwaśne mandarynki (ubiegłotygodniowy eksperyment, chciałam sprawdzić, czy już pora na mandarynki, otóż: nie) i zastanawiam się, jak złagodzić ich kwaśność, nie czyniąc ich koszmarnie słodkimi. Jak sprawić, by były równie wyrafinowane i muślinowe, co te naleśniki (bo już widzę, że takie będą). Mam - masło! Profesor Google wkracza do akcji i okazuje się, że nie ja pierwsza na to wpadłam, klasyk niby, chyba nawet sama Julia Child maczała w tym palce. O, Jezusie Słodki i Najświętsza Panienko, co to jest za smak i finezja, jakie to są wyżyny śniadaniowej sztuki kulinarnej, jak to łagodnie i doskonale rozpoczyna dzień święty.

Nie miejcie mnie za ignorantkę, wiedziałam, że Crepes Suzette to cieniutkie naleśniki z pomarańczami. Ale cytrusowe masło? To więcej niż przepyszne.

...

Sunday, 9 a.m. Or maybe 8? Damn, 8 it is, I always get lost after the time change. I'm already up, direction: kitchen. Radio, coffee, I open up the fridge and wheel the deal. Sweet or salty? Ok, let the guy sleep longer on Sunday, I'll make crepes. We've had pancakes recently, today I feel like making the thin and muslin ones. So I mix all the typical ingredients and wonder what to treat them with. The pancakes, not the ingredients. I have two supersour tangerines (my last week's experiment, I wanted to try if it's the time for tangerines, the answer is: no) and I wonder how to soften their sourness, not making them terribly sweet. How to make them sophisticated and muslin like those crepes. I've got it - butter! Professor Google steps into action and it turns out I'm not the first one, it's a classic, Julia Child herself had something to do with it. O, Jesus Christ and the BVM, what a taste and finesse, the heights of breakfast culinary art, how delicately and perfectly does this start a holy day.

Don't take me as an ignorant, I knew Crepes Suzette were thin crepes with oranges. But the citrus butter? That's just beyond delicious.













Ciasto naleśnikowe
  • 250 g mąki pszennej
  • 2 jaja
  • 250 ml mleka
  • 125 ml gazowanej wody mineralnej
  • 2 łyżki oleju słonecznikowego
  • 4 łyżki cukru pudru
  • szczypta soli 
Wszystkie składniki wymieszać rózgą, aż powstanie gładkie, dość rzadkie ciasto. Smażyć cieniutkie naleśniki na patelni posmarowanej masłem (przy użyciu kawałka ręcznika papierowego).

Masło mandarynkowe

  • 100g masła
  • czubata łyżka cukru pudru
  • skórka otarta z jednej mandarynki
  • sok z połowy mandarynki

Masło rozpuścić w rondelku, dodać cukier puder, sok i skórkę z mandarynki. Odstawić aż zgęstnieje, by dało się je rozsmarowywać.

Usmażone naleśniki smarować masłem mandarynkowym i układać jeden na drugim.

Powstrzymać się od krzyku ekstazy - jest niedziela rano, na litość boską!

...

Crepes batter

  • 250 g flour
  • 2 eggs
  • 250 ml milk
  • 125 ml sparkling mineral water
  • 2 tablespoons vegetable oil
  • 4 tablespoons of icing sugar
  • pinch of salt
Mix all the ingredients into smooth, runny batter. Fry very thin crepes on a pan, smoothed with a bit of butter (use kitchen towel). 

Tangerine butter

  • 100g butter
  • teaspoon of icing sugar
  • zest of one tangerine
  • juice of half of tangerine

Melt the butter in a pot, add sugar, juice and the zest. Put away until it hardens so that it is spreadable. Masło rozpuścić w rondelku, dodać cukier puder, sok i skórkę z mandarynki. Odstawić aż zgęstnieje

Spread the butter on each crepe and put one on another.

Check yourself from a scream of extasy - it's Sunday morning, for Christ's sake!

niedziela, 27 października 2013

świat się zatrzymał

Za miastem świat się zatrzymał. Życie zamarło. Wszystko zastygło w bezruchu. Świat zasnął, przestał produkować, płodzić, ustał pracowity gwar przyrody, opustoszały gniazda, ucichły wszystkie dźwięki. Jak w zamkniętej fabryce, jak fajrant, przerwa, weekend, co potrwa kilka miesięcy. Plan wykonany: zboże skoszone, plony zerwane, można wyłączyć guzik, odłączyć prąd i udać się na spoczynek. Życie tli się już tylko w niezerwanych jabłkach, ostatnich kwiatkach, które nie zdążyły zwiędnąć, albo którym się coś pomyliło i na nowo zakwitły, w zmulonej krowie, która spędza ostatnie dni na łąkach. Ludzie też włączają inny rytm, który ustalają im pory roku.

Ja naprawdę nie jestem leniwa ani nienormalna, twierdząc, że to wbrew ludzkim predyspozycjom i możliwościom, że życie w mieście toczy się tym samym rytmem przez cały rok. Że trzeba wstawać o tej samej porze w listopadzie i w maju, że pracy jest tyle samo, a może nawet więcej, kiedy człowiek powinien wraz z resztą przyrody oddać się sennej kontemplacji. Ja rozumiem mechanizmy gospodarki, które sprawiają, że takie spowolnienie jest niemożliwe. Spowolnienie to zło, trzeba cisnąć, rozwijać się, wyrabiać normy i wykonywać plany. 

A we mnie wszystko się buntuje, a ja czuję, że nie mogę, chcę zastygnąć w bezruchu, zasnąć, przestać produkować, wyłączyć guzik.